Jak Tak Taki na wschód wędrowały

(Marek Druś)
16-12-2005, 10:21

Kupić za bezcen, rozmontować, wysłać... Komórki z Polski masowo wyjeżdżały na Wschód. Jak, skąd i do kogo — bada prokuratura. Poszkodowany, operator sieci Era, też może mieć problemy.

Kupić za bezcen, rozmontować, wysłać... Komórki z Polski masowo wyjeżdżały na Wschód. Jak, skąd i do kogo — bada prokuratura. Poszkodowany, operator sieci Era, też może mieć problemy.

— Firmy z Białegostoku kupowały zestawy prepaid, rozmontowywały je i sprzedawały już same telefony komórkowe za wschodnią granicę. W śledztwie badamy, co działo się nie tylko z telefonami, ale i ze znajdującymi się w zestawach kartami gwarancyjnymi i tzw. kartami startowymi, służącymi do dzwonienia. Sprawdzamy zasięg tego procederu, by oszacować precyzyjnie wartość ewentualnego oszustwa na szkodę operatorów, głównie Polskiej Telefonii Cyfrowej — wyjaśnia Adam Kozub, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku.

— W śledztwie widać dwa główne wątki. Pierwszy to zdobywanie przez różne źródła tych zestawów, dekompletowanie ich i obrót pochodzącymi z nich elementami. Sprawdzamy, czy takie działanie w świetle prawa i umów między operatorami a innymi spółkami jest przestępstwem. A drugi wątek? Wywóz telefonów na Wschód. Badamy m.in., czy nie dochodziło do oszustw na szkodę skarbu państwa — z tytułu wyłudzania zwrotu podatku VAT — precyzuje Andrzej Bura, białostocki zastępca prokuratora okręgowego.

Zawiadomienie do prokuratury złożyła Zofia Grodomska, działająca od kilku lat w branży telefonii komórkowej (jej firma miała m.in. autoryzowane punkty serwisowe Nokii i Siemensa w Białymstoku oraz Nokii w Olsztynie). Śledztwo trwa od 15 lipca 2004 r., kiedy wszczęła je jedna z białostockich prokuratur rejonowych. Ale już 1 września 2004 r. — ze względu na jego zakres — postępowanie przejęła prokuratura okręgowa.

Do dziś nikomu nie przedstawiono zarzutów…

Organa śledcze sprawdzają ewentualne niedopełnienie obowiązków przez PTC.

— Ustalamy, czy przedstawiciele operatora i jego agenci wiedzieli o procederze, a jeśli — to czy mu przeciwdziałali. Ale za wcześnie na konkrety w tej sprawie — ucina Andrzej Bura.

Subsydiowanie

Wszyscy trzej operatorzy telefonii komórkowej działający w Polsce walczą o klientów, subsydiując sprzedawane im telefony. PTC, Centertel i Polkomtel sprzedają często aparaty taniej, niż je kupili od producentów. Liczą, że klient będzie używał tego telefonu tak długo, że różnica się zwróci; co więcej: pojawią się sowite zyski. Liczą zresztą nie bez racji.

Bardzo łatwo o to w przypadku klientów abonamentowych, podpisujących umowy gwarantujące nie tylko korzystanie z usług operatora przez określony okres (najczęściej co najmniej rok), ale i comiesięczne opłacanie abonamentu.

W sektorze prepaid klienci nie zawierają z operatorami umów, lecz korzystają z ich usług, kupując za każdym razem karty służące do doładowania konta. Prepaid jest już dziś właściwie niesubsydiowany (poza nielicznymi wyjątkami), ale do niedawna i tu popularny model znanego producenta kosztował w firmowym sklepie 300 zł, a operator wrzucał do kieszeni klienta nawet i 500 zł.

Operatorzy w segmencie pre- paid tworzą zestawy, dokładając do telefonu tzw. kartę startową (o wartości 20-30 zł) — pozwalającą na połączenia w pierwszym okresie. Białostockie śledztwo dotyczy dekompletowania owych zestawów i wywozu telefonów z nich pochodzących za wschodnią granicę.

Według naszych informacji, uwagę prokuratury przykuła głównie białostocka spółka GMB. Ki diabeł?

W aktach rejestrowych tej firmy stoi, że GMB założono w kwietniu 2001 r. jako spółkę cywilną, działającą wtedy pod nazwą GMB Systems. I wtedy, i później (od grudnia 2003 r. to spółka z ograniczoną działalnością) jej wspólnikami byli: Rafał Mazur, Artur Bruns i Anna Giesko (występująca w spółce jedynie formalnie — w jej imieniu działał mąż Przemysław, prezes firmy).

A gdzie rola PTC? Otóż to właśnie głównie zestawami operatora sieci Era GMB handlował.

Przejęcie

Zapytaliśmy u źródeł — i to kilku. Najpierw tzw. koordynatorów regionalnych PTC, czyli przedstawicieli Ery w regionie Białegostoku.

— Nie jestem upoważniona do kontaktów z mediami. Nie mogę rozmawiać — tyle usłyszeliśmy od Małgorzaty Butkiewicz...

— Nic do powiedzenia w tej sprawie nie mam. Wszystko, co wiedziałam, powiedziałam podczas przesłuchań przed odpowiednimi organami. Rozmowa z panem jest niewskazana — ...a tyle od Barbary Grygoruk, drugiej z koordynatorek lokalnych PTC.

Według naszych wiadomości to właśnie Barbara Grygoruk raportowała do centrali PTC o nieprawidłowościach w sprzedaży zestawów prepaid w Białostockiem. Dotarliśmy do protokołu z jej zeznań przed sądem w procesie o pomówienia, jaki osobie zawiadamiającej prokuraturę w tej sprawie wytoczyli właściciele GMB (w pierwszej instancji sąd uznał Zofię Grodomską winną pomówień; ta się odwołała: rozprawa apelacyjna — 10 stycznia 2005 r.) Oto cytat: „12 października 2003 r. spotkałam się z oskarżoną. Przyznaję, że wcześniej takie informacje (o rozkompletowywaniu przez GMB zestawów prepaid i eksporcie na Wschód telefonów z nich pochodzących — przyp. aut.) obiły mi się o uszy, ale nikt niczego nie potwierdził i nie było dowodów. Opowiedziałam o tym swojemu kierownictwu. Po pewnym czasie odezwał się człowiek z PTC, który powiedział, żebym się tym dalej nie zajmowała, bo on to przejmuje. Jest to nielegalne, gdyż zestaw telefon plus karta powinny współdziałać razem, przynajmniej przez pewien czas. Jest specjalny dział, który to kontroluje i na tej podstawie wypłaca się prowizję agentom”.

Logowanie dla prowizji

Prokuratura bada wątek prowizji — idzie o hipotezę, czy to nie one właśnie decydowały, że poszczególne elementy łańcucha sprzedaży „przymykały oko” na całe zjawisko. W tym przypadku kluczowe pozostaje ustalenie, czy przed wysłaniem telefonów na Wschód logowano je w sieci polskich operatorów. Tak twierdzi kilku naszych rozmówców zbliżonych do sprawy. Ale Przemysław Giesko oznajmił nam, że „nic mu na ten temat nie wiadomo”.

Zalogowanie telefonu w sieci jest istotne, bo pozwala spółkom dystrybucyjnym odebrać prowizję za sprzedane na polski rynek zestawy. Operator weryfikuje bowiem sprzedaż przez kontrolę logowania się w systemie numeru IMEI telefonu wraz z numerem startowej karty SIM.

Istotne też, co działo się z tzw. kartami startowymi, dołączanymi przez operatorów do telefonów w zestawach. Dla odbiorców ze Wschodu nie stanowią one żadnej wartości, gdyż mogą działać jedynie w sieci konkretnego polskiego operatora. Dlatego też GMB sprzedawał je w Polsce — różnym spółkom z branży telekomunikacyjnej, komisom, a także za pośrednictwem serwisu aukcyjnego Allegro. Jako że pochodziły one z zestawów, GMB mógł pozwolić sobie na ich zbycie poniżej nominalnej wartości. Przemysław Giesko zapewnia, że ich sprzedaż fakturowano bądź paragonowano. Dotarliśmy jednak do osób (m.in. byłego pracownika GMB) twierdzących, że przynajmniej części sprzedaży nie rejestrowano. Tak czy inaczej — w przeciwieństwie do telefonów — owe karty działały nadal w polskich sieciach. Nabywcy mogli bowiem używać ich w innych aparatach, przynosząc operatorom dodatkowe przychody.

Do rzecznika!

Według naszych informacji „osobą z centrali PTC”, która dzwoniła do Barbary Grygoruk i „przejęła” sprawę, był Marcin Belowski z działu audytu wewnętrznego spółki. Od lutego 2005 r. nie pracuje w PTC. Pogadaliśmy.

— Na początku lutego 2004 r. na polecenie prezesa rozpocząłem audyt wewnętrzny, który zakończył się w kwietniu 2004 r. przekazaniem ustaleń do zarządu, który podjął działania rekomendowane w sprawozdaniu.

— To znaczy?

— Jako były pracownik PTC nie mogę się wypowiadać w tej sprawie...

— Według naszych źródeł, po przeprowadzonej przez pana weryfikacji m.in. zakazano agentom współpracy ze spółką GMB. Był to bezpośredni efekt stwierdzenia „wycieku” telefonów pochodzących z zestawów Tak-Tak, a sprzedawanych przez tę firmę. Jeśli tak rzeczywiście było, no to dlaczego nie poinformowaliście o całym procederze prokuratury?

— To nie do mnie należała decyzja o ewentualnym powiadomieniu prokuratury, ale cieszę się, że wyjaśnia ona tę sprawę. Wszystkie pytania proszę kierować do rzecznika prasowego PTC — kończy Marcin Belowski.

Z jego słów wynika, że PTC zaczęła weryfikację zestawów prepaid, które trafiły do GMB, dopiero na początku lutego 2004 r. Prawie cztery miesiące po tym, kiedy Zofia Grodomska poinformowała o swoich podejrzeniach lokalnego przedstawiciela PTC, czyli Barbarę Grygoruk, która — jak zeznała — opowiedziała o tym kierownictwu. To istotne, bo z naszych wiadomości wynika, że właśnie w IV kwartale 2003 r. do GMB trafiała rekordowa liczba zestawów prepaid z PTC.

Według nieoficjalnych informacji, wynik przeprowadzonej przez Belowskiego weryfikacji trafił na biurko Grzegorza Iwaniuka, ówczesnego kierownika działu sprzedaży pośredniej w PTC. Miał on zdecydować, co z nim zrobić. Niektórzy z naszych rozmówców twierdzą, że między oboma panami powstał na tym tle konflikt. Marcin Belowski zaprzecza i — tradycyjnie — odsyła nas do rzecznika prasowego PTC.

A rzecznik nic…

Grzegorz Iwaniuk (także nie pracuje już w PTC) bagatelizuje postępowanie prowadzone przez białostocką prokuraturę.

— Robienie wielkiego śledztwa o jakiś tam przemyt za 100 tys. zł... No cóż — w Warszawie pewnie nikt nawet by się tym nie zajął. Mogę tylko powiedzieć, że co miałem do powiedzenia w tej sprawie, powiedziałem przed prokuratorem. Twierdzenia, że dyrektorzy z Ery akceptowali cały proceder, to bzdura kolportowana przez Zofię Grodomską, osobę z chorą wyobraźnią, która doniosła na firmy będące jej bezpośrednią konkurencją — wnioskuje ostro.

— Ale pana nazwisko pojawia się w śledztwie także w zeznaniach innych osób. Są jakieś zarzuty... Może przesłałbym panu konkretne pytania?

— Nie, to nie ma sensu. Nie chcę żadnych konkretnych pytań. Proszę kontaktować się z rzecznikiem PTC.

Postąpiliśmy zgodnie z podwójną sugestią. E-mail od nas trafił do biura prasowego operatora sieci Era. Te same — bardzo konkretne — pytania przesłaliśmy też do Roberta Lewandowskiego — jako jedyny z wysoko postawionych pracowników PTC dobrze zorientowanych w sprawie cały czas tam pracuje. Jeszcze tego samego dnia Witold Pasek, rzecznik PTC, zapewnił, że nad odpowiedziami pracują już „odpowiednie osoby” i wkrótce nasza ciekawość zostanie zaspokojona. „Wkrótce” rozciągało się i rozciągało. Kolejne telefony nie dawały rezultatu. W tydzień po przesłaniu pytań chcieliśmy wreszcie ustalić „ostateczny termin”.

— Panie Witoldzie, ustalmy — jeśli wtedy i wtedy nie odpowiecie, to napiszę, że nie odpowiedzieliście — i tyle.

(Po dłuższej chwili)… — To już może pan tak napisać. Myślałem, że się uda, ale niestety — nic z tego.

— Ostateczna decyzja?

— Tak. Komunikat jest taki: W związku z prowadzeniem postępowania przez prokuraturę nie udzielamy żadnych informacji.

Próbowałem jeszcze dotrzeć do innego pracownika audytu wewnętrznego, który także bardzo dobrze zna całą sprawę (i podobnie jak Marcin Belowski nie pracuje już w PTC), ale i on zasznurował usta.

Cisza.

„Wyciek”

No, może jakieś szepty, bo pewne informacje z Ery udało nam się jednak wydostać. Dotarliśmy do slajdu, zatytułowanego „Wyciek telefonów (0 doładowań, do 3 połączeń)”, dotyczącego segmentu klientów prepaid (Tak-Taka). Zgodnie z nim skala „wycieku” (czytaj — głównie eksportu na Wschód) telefonów była bardzo duża. Jeśli wierzyć danym z obrazka, w 2003 r. spośród wszystkich sprzedanych przez PTC telefonów „wyciekło” 13 proc., a w 2004 r. aż 29 proc.!

Co ciekawe, zdaniem analityków rynku telekomunikacyjnego — wszyscy trzej operatorzy zdają sobie sprawę z eksportu na Wschód telefonów, które powinny działać w Polsce. Powód braku reakcji? Marketing i statystyki.

Według oficjalnych danych operatorów, na koniec 2004 r. z telefonów komórkowych w ich sieciach korzystało około 23 mln Polaków. Czysta teoria! Zdaniem specjalistów z GfK Polonia, liczba ta jest zawyżona nawet o 2 mln. Rzeczywista penetracja rynku (stosunek liczby aktywnych użytkowników do ogółu populacji) z końca zeszłego roku to nie 59 proc., lecz 53-54 proc. Takie są wyniki panelu GfK Polonia, powstającego z wykorzystaniem danych o sprzedaży z kilkuset sklepów detalicznych.

— Powód tak dużych rozbieżności? Przede wszystkim eksport, głównie na Ukrainę. Szacujemy, że w 2003 r. wypłynęło z Polski 700-800 tys. telefonów, a w 2004 r. prawdopodobnie ponad 1 mln — twierdzi Krzysztof Pawlak, kierownik badań panelowych IT/Telekom GfK Polonia.

Bardzo dużo! Wszyscy trzej operatorzy sprzedali w 2004 r. ok. 5 mln telefonów. Nietrudno policzyć, że „wyciek” stanowiłby 20 proc...

Jaka statystyka?

Zdaniem Krzysztofa Pawlaka w 2005 r. „eksport” słuchawek z Polski się załamał. To owoc zmiany polityki operatorów — i polskich (znaczne ograniczenie subsydiowania telefonów), i ukraińskich (zwiększenie poziomu dopłat w promocjach). Ukraińskim klientom zaczęło się po prostu opłacać nabywanie telefonów od tamtejszych operatorów. Ale w latach 2002-04 było inaczej…

— Za jakąś część „eksportu” odpowiadały mrówki, ale mrówki nie wywiozą miliona aparatów! Robiły to większe spółki: dealerzy czy dystrybutorzy. Działo się z to ze stratą dla operatorów, którzy zresztą doskonale zdawali sobie sprawę z takiego zjawiska — ocenia Krzysztof Pawlak.

— Operatorzy dla swoich sieci handlowych są nieomal dyktatorami, w stosunkach z nimi mają bardzo mocną pozycję i taki proceder nie mógłby się obywać bez ich wiedzy, może nawet cichego przyzwolenia — wtóruje mu inny analityk.

Jak to? PTC, Centertel i Polkomtel godzili się z „oczywistymi” stratami? W imię marketingu! Jest tajemnicą poliszynela, że między operatorami komórkowymi trwa wojna marketingowa na statystyki w liczbie nowo aktywowanych kart SIM oraz liczbie posiadanych abonentów. To właśnie, zdaniem specjalistów, skłania PTC, Centertel i Polkomtel do swobodnego traktowania sprawozdawczych statystyk.

Inny problem: brak kontroli operatorów nad sprzedanymi zestawami prepaid. O ile PTC, Centertel i Polkomtel mają dane o losie kart startowych SIM z zestawów, o tyle — fakt — nie są w stanie kontrolować, co się dzieje z będącym w zestawie z kartą — telefonem. W 2004 r. rząd próbował wprowadzić do ustawy prawo telekomunikacyjne obowiązek rejestracji użytkowników telefonów na kartę, ale lobbing operatorów w sejmie był tak duży, że ten pomysł przepadł i we wrześniu 2004 r. weszła w życie nowelizacja bez tego zapisu.

Nagranie

Białostocka prokuratura bada również ewentualność działania białostockich biznesmenów w większej grupie.

— Na razie nikt w tym wątku nie został przesłuchany. Jak zazwyczaj w takich sprawach, tak i tu nie ma dokumentów potwierdzających cokolwiek, a dowody można uzyskać jedynie z zeznań konkretnych osób. Te zaś mogą stać się rozmowne tylko po ewentualnym postawieniu zarzutów. A o tym na razie nie ma mowy. Za wcześnie na takie dywagacje — wyjaśnia ktoś zbliżony do śledztwa.

Ale — według naszych informacji — w aktach śledztwa przewijają się m.in. podlegające weryfikacji wątki korupcyjne. Zbadania wymaga m.in. znajdujące się w posiadaniu prokuratury nagranie, do którego dotarliśmy i my. Rafał Mazur, udziałowiec GMB (poróżnił się z pozostałymi wspólnikami i odszedł ze spółki w lipcu 2004 r.), mówi w nim głównie o współpracy GMB z jednym z agentów PTC — firmą Euro-Phone (agenci to tacy hurtownicy, którzy — w imieniu PTC — sprzedają jej produkty i usługi mniejszym spółkom — przyp. aut.). Według Mazura GMB miesięcznie miała odbierać z Euro-Phone aż 2-3 tysiące zestawów prepaid, a władze tej spółki, tak jak i jej większościowy udziałowiec, Jerzy Zygmunt — miały wiedzieć, że telefony z nich pochodzące trafiają za wschodnią granicę. Jak się dowiadujemy, to nagranie jest w specjalistycznym policyjnym laboratorium, sporządzającym z niego stenogram (jakość dźwięku nie jest bowiem najlepsza).

Jerzy Zygmunt zaprzecza tym stwierdzeniom. Stanowczo twierdzi, że nic nie wiedział o całym procederze.

— Pierwszy raz informacje o tym, że spółka GMB rzekomo rozmontowuje zestawy i sprzedaje pochodzące z nich telefony na Wschód uzyskaliśmy pod koniec stycznia 2004 r. Natychmiast poprosiliśmy jej przedstawicieli o spotkanie. Oni wszystkiemu zaprzeczyli, co potwierdza protokół z tego spotkania — mówi większościowy udziałowiec Euro-Phone.

Slajd

Euro-Phone — tak jak cała piętnastka agentów PTC — w umowie agencyjnej ma zapisane, że jest zobowiązany do dystrybucji zestawów prepaid w całości. Problem polega na tym, że Euro-Phone, podobnie jak i inni agenci, część zestawów sprzedaje na podstawie umów, resztę — na podstawie konkretnych, pojedynczych zamówień. Tak właśnie wyglądała współpraca Euro-Phone z GMB.

— W styczniu 2004 r. zawiesiliśmy dostawy do GMB i o całej sprawie poinformowaliśmy PTC, która — współpracując z nami — zaczęła trwającą dwa miesiące dogłębną weryfikację. Jej efektem była prośba od PTC o zakończenie współpracy z GMB. Oczywiście tak zrobiliśmy — i do dzisiaj z tą firmą nie współpracujemy. Jednocześnie pod koniec marca 2004 r. zdecydowaliśmy się zaprzestać w ogóle sprzedaży hurtowej zestawów Tak-Tak. Właśnie dlatego, że nie mieliśmy wystarczających narzędzi do monitorowania jakości sprzedaży — sumuje Aleksandra Kunka, prezes Euro-Phone.

Ze wspomianego już slajdu z PTC wynika, że zdecydowanie najwyższe wskaźniki „wycieku” telefonów w latach 2003-04 spośród wszystkich agentów PTC miał właśnie Euro-Phone (32 proc. w 2003 r. i aż 45 proc. w 2004 r.; średnie dla wszystkich agentów to odpowiednio 13 proc. i 29 proc.). A zatem — jeśli to prawda — w zeszłym roku „wyciekła” prawie połowa sprzedanych przez Euro-Phone telefonów na kartę.

Aleksandra Kunka mówi, że nie zna takiego slajdu i dlatego nie chce go komentować. I twierdzi, że przez cały czas współpracy (wrzesień 2002 — styczeń 2004) z Euro-Phone do GMB trafiło łącznie niecałe 8600 zestawów Tak-Tak. Ocenia także, że GMB „raczej nie był naszym największym odbiorcą”.

Tak, eksportowaliśmy

Co w tej sprawie mają do powiedzenia właściciele GMB? Próbowaliśmy się z nimi umówić. Rafał Mazur był znacznie mniej rozmowny niż wtedy, gdy doszło do nagrania będącego w posiadaniu prokuratury. W ogóle nie chciał z nami rozmawiać. Artur Bruns i Przemysław Giesko początkowo umówili się na spotkanie, ale dotarł na nie tylko ten ostatni, który jednak — jak zgodnie zapewniali — występował „w imieniu obu”. I to mimo że od jakiegoś czasu nie prowadzą już wspólnych interesów.

Najważniejsza deklaracja Przemysława Giesko? Nie kryje, że GMB zajmował się dekompletowaniem zestawów Tak-Tak i eksportem pochodzących z nich telefonów.

— W tym według mnie nie ma nic niezgodnego z prawem — zapewnia.

Ale udziałowcy GMB chyba nie zawsze tak uważali. Dotarliśmy do protokołu ze spotkania (30 stycznia 2004 r. w warszawskiej siedzibie Euro-Phoneo) — o tym spotkaniu wspominał Jerzy Zygmunt. Artur Bruns i Przemysław Giesko zapewniają w nim, że nigdy nie zajmowali się taką działalnością. Dziś Przemysław Giesko twierdzi, że nie pamięta tego spotkania i pochodzącego z niego protokołu…

— Czy Euro-Phone był największym waszym dostawcą?

— Czołowym. Kupowaliśmy od nich kilkaset zestawów Tak-Tak miesięcznie (Rafał Mazur w nagraniu mówi o 2-3 tysiącach telefonów — przyp. aut.). Mogę się mylić, ale raczej nie były to tysiące. Być może był taki okres, że byliśmy największym odbiorcą Euro-Phone.

— A czy pan Zygmunt i władze Euro-Phone wiedzieli, że rozdzielacie zestawy i eksportujecie telefony na Wschód?

— Nie mam pojęcia, trudno powiedzieć. To pytanie nie do mnie...

I nie chce potwierdzić, że wywóz telefonów do wschodnich sąsiadów to był główny kierunek sprzedaży GMB (o tym w nagraniu mówi Rafał Mazur). Nie chce też powiedzieć, od kogo jeszcze GMB nabywał zestawy prepaid (przyznaje, że niewielkie partie były kupowane nawet w Czechach) ani jakimi łącznie ilościami handlowali. Twierdzi jedynie, że były „hurtowe”.

Coś o skali działalności GMB mówią liczby. Przez 11 miesięcy 2003 r. (spółka, wbrew takiemu obowiązkowi, nie złożyła w sądzie rejestrowym danych za 2004 r.) GMB wykazał 11 mln zł przychodów. Dla porównania Euro-Phone, który dostarcza produkty i usługi Ery do kilkudziesięciu mniejszych lub większych (takich jak GMB) firm, w 2003 r. wykazał 39,4 mln zł przychodów.

O skali wywozu telefonów na Wschód przez GMB może świadczyć zakres białostockiego śledztwa.

Według naszych informacji prokuratura zainteresowała się transakcjami obejmującymi co najmniej kilkanaście, a najprawdopodobniej — kilkadziesiąt tysięcy telefonów.

VAT na tax free

Średnie ceny eksportowanych telefonów, w przeliczeniu na złotówki, miały wahać się w okolicach 300 zł. Od każdego wyeksportowanego telefonu przysługiwał zwrot podatku VAT, wynoszącego 22 proc. Kwestia ewentualnych oszustw na szkodę skarbu państwa to jeden z najważniejszych kierunków śledztwa. Prokuratura bada, czy były podstawy do zwrotu podatku VAT od telefonów opuszczających Polskę.

Aparaty trafiały za granicę zarówno odprawiane normalnie (na tzw. SAD), jak i w procedurze uproszczonej — na czeki tax free. Prawo pozwala na stosowanie tego ostatniego sposobu jedynie w przypadku kupna towarów „w celu zaspokojenia korzyści osobistych”. Zdaniem Urzędu Kontroli Skarbowej w Białymstoku transakcje przeprowadzane przez GMB zarówno pod względem wartości, jak i ilości towarów przekraczały ten zakres.

Dotarliśmy do wyników kontroli UKS z 2003 r., dotyczącej działalności spółki GMB Systems w 2002 r. Urzędnicy UKS zarzucają w nich firmie naruszenie kilku przepisów prawa dewizowego. Chodzi m.in. o niezłożenie do Narodowego Banku Polskiego sprawozdania ze stanów należności zagranicznych, a także o jednorazowe przyjmowanie od obcokrajowców gotówki w wysokości wyższej niż limit wynikający z przepisów — czyli 10 tys. EUR. Inspektorzy skarbowi stwierdzili, że władze GMB — by obejść ten przepis — „rozbijały” poszczególne kwoty na kilka paragonów, wystawianych tego samego dnia w odstępie kilku minut. Nie zmieniało to faktu, że wywozu telefonów obcokrajowcy dokonywali „zbiorczo” w tym samym dniu, na podstawie właśnie czeków tax free. W śledztwie zabezpieczono ponad 8 tys. takich czeków. Prokuratura bada, czy dochodziło do ich fałszowania, sprawdza też wątek rzekomego korumpowania celników.

— Wiele wskazuje, że nie wszystkie telefony były rzeczywiście z kraju wywożone. Jeśli ta hipoteza się potwierdzi, to zarzut wyłudzania zwrotu VAT stanie się bardzo zasadny. W tym wątku kluczowa będzie pomoc prawna ze strony organów śledczych zza naszej wschodniej granicy — i o nią wkrótce wystąpimy. Musimy sprawdzić, czy odbiorcy wymienieni na czekach rzeczywiście zakupili te telefony. Trzeba pamiętać, że jeśli się do tego przyznają, to będą musieli zapłacić horrendalnie wysokie cło, czego zapewne do dziś nie zrobili — wyjaśnia osoba zbliżona do śledztwa.

Miejsca pracy

A kim byli odbiorcy ze Wschodu? Według naszych informacji, ogromna część obrotów przypadała na kilka podmiotów (zarówno firm, jak i osób prywatnych): niepotwierdzone wiadomości wskazują, że miały działać na rzecz jednego faktycznego odbiorcy. Organa śledcze sprawdzają także pojawiające się wokół tej sprawy informacje, że w proceder po drugiej stronie granicy zaangażowały się grupy przestępcze. To tylko plotki?

Mimo że odbiorcami byli głównie Białorusini, telefony ostatecznie trafiały głównie na rynek rosyjski. W rosyjskich mediach co rusz pojawiają się informacje, że aż prawie 90 proc. z kupowanych w Rosji telefonów komórkowych pochodzi z nielegalnego importu. W tej sprawie rosyjska prokuratura prowadzi wielkie śledztwo.

Przy badaniu kwestii ewentualnych oszustw na szkodę skarbu państwa prokuratura korzysta z pomocy UKS w Białymstoku. Co ciekawe: w rozmowie z nami rzecznik białostockiego UKS stwierdził, że nie trwa żadna kontrola w GMB, gdy tymczasem taki fakt potwierdził w rozmowie Przemysław Giesko. Robi się jeszcze ciekawiej, gdy uświadomimy sobie, że jeden ze wspólników GMB — Artur Bruns, zanim zajął się biznesem, przez osiem lat (do 2001 r.) pracował… w Urzędzie Kontroli Skarbowej w Białymstoku (ostatnie stanowisko — specjalista w dziale administracji).

Jednym z udziałowców GMB (a wcześniej — wspólników GMB Systems) była (i jest do dziś) żona Przemysława Giesko — Anna, pracownik… Komendy Wojewódzkiej Policji (KWP) w Białymstoku, czyli jednostki prowadzącej czynności w tym śledztwie — na zlecenie prokuratury.

— Gdyby Anna Giesko była policjantką związaną z tym postępowaniem, to zapewne byłaby zawieszona na czas prowadzenia śledztwa. Ale jest sekretarką w wydziale kadr. Jako pracownik cywilny nie ma do czynienia z pracą operacyjną czy dochodzeniowo-śledczą — przekonuje nadkomisarz Jacek Dobrzyński, rzecznik KWP w Białymstoku.

Zarzut o możliwości stronniczości nie jest jedynym z wysuwanych w stosunku do policji. Zdaniem kilku naszych rozmówców, funkcjonariusze prowadzący obecnie to postępowanie zwyczajnie nie radzą sobie z wiedzą dotyczącą nowoczesnych technologii. To właśnie ma być jednym z głównych powodów przedłużania się postępowania.

— Śledztwo jest skomplikowane, ale zapewniam, że robimy wszystko, co w naszej mocy. Nadzorująca naszą pracę prokuratura okręgowa nie ma do nas żadnych zastrzeżeń — nie zgadza się z tymi uwagami rzecznik KWP.

Zastrzeżenia ma na pewno osoba, dzięki której cała sprawa jest badana, czyli Zofia Grodomska. Kilka dni temu złożyła w Prokuraturze Krajowej wniosek o nadzór nad tym śledztwem i przeniesienie go do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Powód? Przedłużanie postępowania i brak efektów śledztwa.

Na szybkie jego zakończenie liczy też Przemysław Giesko, czyli jej adwersarz, który — jak wiadomo — wytoczył jej sprawę o pomówienie.

— Uważam, że nie robiliśmy nic niezgodnego z prawem i mam nadzieję, że prokuratura nie przedstawi nam zarzutów — mówi.

Wiele wskazuje na to, że i on, i Zofia Grodomska będą musieli uzbroić się w cierpliwość. Przy naszym pierwszym kontakcie z prokuraturą jej przedstawiciele twierdzili, że pierwszych decyzji (np. o przedstawieniu zarzutów) można spodziewać się nawet przed końcem roku. Dziś są dużo bardziej sceptyczni. Powód? Śledztwo się przeciąga — ze względu na opóźnienia w pracy biegłych (chodzi głównie o laboratorium mające sporządzić stenogram z nagrania, zabezpieczonego przez prokuraturę). W tej sytuacji nadzór ze strony Prokuratury Krajowej zapewne nie zaszkodzi... 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Marek Druś)

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Jak Tak Taki na wschód wędrowały