Jak trwoga, to obligacje

Emil Szweda, Obligacje.pl
opublikowano: 2026-02-06 17:02

Inwestorzy zagłosowali nogami. Ryzyko rozwinięcia korekty spadkowej na rynku akcji postawiło wielu z nich przed wyborem, co zrobić z uwolnioną gotówką. Umocnienie obligacji dało jasną odpowiedź – zadłużenie USA może i jest rekordowe, ale przynajmniej w krótkim terminie daje schronienie.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Rentowność trzydziestoletnich papierów USA spadła o 9 pkt bazowych w czwartek, co samo w sobie nie jest wynikiem spektakularnym, ale istotne jest też miejsce, w którym do tego umocnienia doszło. Jeszcze w czwartek rano rentowność walczyła (trzeci dzień z kolei) o wyjście na nowe szczyty i gdyby do przełamania doszło, dałoby to paliwo do odbicia na rynku metali szlachetnych. Wszystko zależało od tego, którą bezpieczną przystań wybiorą sprzedający akcje, przy czym wybór nie był trudny. Zmienność notowań metali szlachetnych w ostatnim czasie powoduje, że trudno raczej uznać je za schronienie.

Oczywiście schowanie kapitału w obligacjach przez sprzedających akcje nie oznacza bynajmniej, że nagle wszyscy uznali problemy z narastającym zadłużeniem USA za niebyłe. Na rynku nie dzieje się nic, co sugerowałoby przełom w tej sprawie, wahania należy odbierać jako krótkoterminowe i już w przyszłym tygodniu mogą okazać się nieaktualne lub... wzmocnione. Ale konsolidacja notowań amerykańskich obligacji trwa już ponad trzy lata i kiedy w końcu dojdzie do wybicia, będzie ono bardziej przekonujące niż 9 pkt bazowych.

Rzecz jasna poprawa nastawienia do amerykańskiego długu wsparła także obligacje innych krajów. Naszym najbliżej jest do wyrwania się z objęć konsolidacji (dziesięciolatki od góry testowały w tym tygodniu granicę 5 proc.), ale póki sukcesu nie ma, nie warto wychodzić przed szereg z jego ogłaszaniem. Również i nasze zadłużenie rośnie szybko, a jego główną zaletą jest to, że w relacji do PKB nie jest tak duże jak w innych krajach rozwiniętych, co zresztą zostało docenione.

Polska sprzedała właśnie na japońskim rynku obligacje o równowartości 5 mld zł po raz pierwszy od dwóch lat. Oferta trafiła w dobry czas. Wprawdzie ceny japońskich obligacji spadają od trzech lat, a w ostatnich miesiącach robią to bardzo intensywnie, ale od trzeciej dekady stycznia przeważa popyt. I skoro zadłużony na 250 proc. PKB japoński rząd może liczyć na 3,1 proc. rentowności za dwudziestoletnie papiery, to polski - zadłużony na niecałe 60 proc. PKB - łatwo zyskał uznanie, oferując 3,65 proc.

Na krajowym podwórku wydarzeniem tygodnia był wykup obligacji wartych 240 mln zł przez Ghelamco. Z reguły terminowy wykup przez emitentów nie staje się tematem nawet wzmianki, ale płynnościowa sytuacja Ghelamco nie była tajemnicą, ponadto sama spółka opublikowała komunikat prasowy w tej sprawie, co tylko potwierdza, że wykup nie był dla wszystkich oczywisty. Pierwotnie oczekiwano, że zostanie sfinansowany ze sprzedaży stołecznego biurowca The Bridge, ale umowy nie sfinalizowano przed datą zapadalności.

Ostatecznie środki pozyskano z emisji obligacji spółki z grupy – Sobieski Towers – o łącznej wartości 230 mln zł. To już druga podobna operacja przeprowadzona przez Ghelamco. We wrześniu wykupiło emisję na 170 mln zł, równolegle przeprowadzając emisję na 120 mln zł w spółce zależnej (tym razem przez spółkę Kemberton). Oczywiście byłoby lepiej, gdyby Ghelamco spłacało obligacje bez konieczności przeprowadzania równoległych emisji, ale też zdolność do plasowania zastępczego długu świadczy o zaufaniu, którym obdarzają projekty Ghelamco inwestorzy instytucjonalni. Wszak dotychczas zrealizowane przez dewelopera projekty – na czele z Warsaw Spire – stały się wizytówką Warszawy, której nie powstydziłyby się światowe metropolie.

Poza tym mniejsze emisje przeprowadziły WAN i Budlex Finance, a PKO BP zwiększył program emisji obligacji z 5 do astronomicznych 9 mld zł. Hossa przynajmniej na tej części rynku kapitałowego jest wciąż niezagrożona.

Możesz zainteresować się również: