Jak Urząd Patentowy bieliznę definiuje

Joanna Barańska
opublikowano: 2007-06-15 00:00

Różnymi rzeczami zajmują się urzędy państwowe. Na przykład tym, czym się różni odzież od bielizny, co nie wydaje się oczywiste. Wbrew pozorom nie jest to wcale działanie jałowe ani czynność zabawna.

Na potrzeby rejestracji znaków towarowych stworzono wykaz towarów i usług, zwany oficjalnie Międzynarodową Klasyfikacją Towarów i Usług, potocznie klasyfikacją nicejską. Jest on systematycznie poszerzany, w tej chwili obowiązuje bodaj VIII edycja. Jeśli

ktoś zarejestruje markę w klasie — dajmy na to

— usług weterynaryjnych (klasa 44), to nic nie powinno stać na przeszkodzie, by kto inny zastrzegł sobie identyczny znak dla pojazdów (klasa 12). Chyba że pierwsza marka jest renomowana.

Marki nie trzeba zastrzegać dla całej klasy, lecz tylko dla niektórych towarów bądź usług mieszczących się w niej. Odzież i obuwie to klasa 25. Bielizna i kostiumy kąpielowe też. Przedsiębiorstwo SHE z Andrychowa produkuje bieliznę i kostiumy, a znak „She” zastrzegło dla całej klasy.

Zaprotestował niemiecki Karstadt. Też ma znak „She” dla odzieży. Urząd Patentowy unieważnił andrychowską markę, ale tylko w części: pozwolił SHE oznaczać nim bieliznę i kostiumy. Uznał, że Karstadt zastrzegł swój tylko dla odzieży, a więc dla tego, co nosi się na wierzchu. No i zaczął się trwający już dwa lata spór sądowy, który potrwa pewnie kolejne dwa, bo z takim rozumieniem pojęcia odzież Karstadt się nie zgadza.

Zgłosiliśmy znak po angielsku, w tym języku „clothing” to wszystko, co nosi się na ciele, nie tylko to, co do ciała przylega — uważa rzecznik patentowy niemieckiej firmy. W salach sądowych padały różne argumenty. Jeśli kobieta nie nosi stanika, to bluzka przylega jej do ciała, więc czy tę bluzkę można uznać za bieliznę? W czasach, w których są modne koronkowe wstawki, czy część stroju wyglądająca jak seksowna koszulka może zostać uznana za ubranie wierzchnie? A co z dziewczynami, którym latem spod bluzek wystają ramiączka od biustonoszy. Czy biustonosz staje się odzieżą?

Spór przeciął Naczelny Sąd Administracyjny. Sąd nie jest od definiowania, co jest bielizną, a co nią nie jest. Powinien się tym zająć Urząd Patentowy, rozpatrując sprawę, i zbadać ją w całości, a nie tylko wyjmować z andrychowskiej marki kilka rodzajów towarów. Spór wraca teraz do urzędu, a cokolwiek on powie i jakąkolwiek wymyśli definicję, pewnie znów zostanie zaskarżone przez stronę niezadowoloną.