Czytasz dzięki

Jak wyprowadzić gospodarkę na prostą

  • Ignacy Morawski
opublikowano: 26-10-2020, 22:00

Mamy znów w Polsce miękki lockdown, który wkrótce może przerodzić się w twarde obostrzenia — takie jak na wiosnę.

Można zadać sobie pytanie: ile jeszcze będziemy tkwić w tym bagnie? W niepewności, w poczuciu braku bezpieczeństwa? W perspektywie miesiąca pewnie nie za wiele da się już zrobić, ale w ciągu kilku miesięcy można wprowadzić zmiany, które wyprowadzą gospodarkę na prostą. Nie jesteśmy skazani na kryzys.

Załóżmy na razie, że nie mamy szczepionki. Powinna wprawdzie być masowo dostępna w przyszłym roku, ale trudno budować na niepewnym fundamencie. Jest kilka filarów planu zmierzającego do podźwignięcia gospodarki. Wszystkie łączy założenie, że nie ma powrotu do normalności sprzed epidemii, ale jest możliwość zorganizowania życia społecznego i gospodarczego w taki sposób, że wróci przewidywalność i poczucie bezpieczeństwa, a wzrost bezrobocia będzie nieznaczny. Założenie jest takie, że musimy poświęcić część wygody, by uzyskać więcej spokoju. Żyjemy w czasie, gdy nie możemy mieć w pełni jednego i drugiego. Oto kluczowe elementy — niektóre się uzupełniają, niektóre stanowią alternatywę.

Po pierwsze: musimy testować 20-30 razy więcej osób niż obecnie i znacznie szybciej wprowadzać restrykcyjne obostrzenia lokalne w miejscach z rosnącą liczbą infekcji. Nowe techniki testów antygenowych powinny umożliwić spełnienie pierwszego warunku, zaś po obecnej fali epidemii obywatele łatwiej zrozumieją, że szybki i krótki lockdown w 10 powiatach jest lepszy niż łagodny w 150, a później całkowite zamknięcie kraju na dwa miesiące. Regularnie testowani powinni być m.in. wszyscy uczniowie w szkołach.

Ze statystyk wynika, że kraje wykonujące dużą liczbę testów zanotowały w drugim kwartale średnio mniejszy spadek PKB od wykonujących mało — mimo że generalnie w pierwszej grupie są kraje mocniej dotknięte epidemią. Dlaczego duża liczba testów pomaga? Bo pozwala szybko wyłapywać osoby zainfekowane i wysyłać je na kwarantannę lub wprowadzać lokane obostrzenia, jak robiono w Chinach, Korei czy Singapurze, które nieźle poradziły sobie z epidemią. Restrykcje są dotkliwe dla lokalnych społeczności, ale pozwalają gospodarce jako całości funkcjonować w miarę normalnie.

Po drugie: należy znacząco zwiększyć przewidywalność ewentualnych restrykcji. W wersji minimum należy stworzyć dokładną listę ograniczeń i warunków, które je uruchamiają, wraz z zasadami pomocy finansowej dla poszkodowanych firm. W wersji maksimum należy rozważyć wprowadzanie regularnego, dwutygodniowego lockdownu w całym kraju raz na 8-10 tygodni, z możliwością wyłączania z niego obszarów o najlepszej sytuacji epidemicznej. Warto pamiętać, że przewidywalność radykalnie obniża koszty tego typu restrykcji — psychologiczne i finansowe. Szacuję, że lockdown raz na 10 tygodni obniżyłby roczny PKB o ok. 3-5 proc., co przez kilka lat można by amortyzować luźną polityką fiskalną. Obyłoby się bez istotnego wzrostu stopy bezrobocia. Jeżeli udałoby się utrzymać wersję minimum (ograniczenia tylko w niektórych sektorach), koszty byłyby jeszcze mniejsze.

Po trzecie: część aktywności społecznej musi być trwale zreorganizowana, inaczej niż latem, gdy staraliśmy się wrócić do życia niemal jak przed epidemią. Szkoły muszą funkcjonować w znacznie ostrzejszym rygorze sanitarnym niż we wrześniu — z większą rolą zajęć zdalnych, dystansem między uczniami (jedna osoba w ławce), restrykcyjnymi zasadami dotyczącymi noszenia masek. Musi zostać utrzymany reżim sanitarny w restauracjach, barach, na wydarzeniach kulturalnych i wszystkich imprezach masowych. Firmy z branż dotkniętych ograniczeniami powinny otrzymywać wsparcie finansowe (o tym zaraz). Żeby to wszystko zadziałało, potrzebne są nie tylko rozporządzenia i ustawy, ale też permanentna komunikacja ze strony władz na poziomie centralnym i lokalnym, czyli element, którego bardzo mocno zabrakło w ostatnich miesiącach.

Warto zauważyć, że opisane punkty nie muszą być spełnione jednocześnie.

Bardzo duża liczba testów może eliminować konieczność okresowego lockdownu. Z kolei wprowadzenie systematycznego lockdownu raz na 10 tygodni ograniczy konieczność zachowania bardzo ostrego reżimu sanitarnego w okresach pomiędzy. Możliwe są różne konfiguracje.

Po czwarte: rząd powinien szybko — bez czekania na dotacje z UE — uruchomić duże wydatki inwestycyjne i transfery społeczne na transformację cyfrową kraju. Pozwolą one nie tylko podtrzymać popyt w krótkim okresie, ale też zbudować nowe kompetencje na przyszłość. Wszystkie szkoły powinny zostać wyposażone w profesjonalny sprzęt do nauczania online — kamery, studia, serwery, programy do testowania zdalnego uczniów. To się przyda nawet po epidemii. Każde gospodarstwo domowe powinno otrzymać bon w wysokości 1000 zł na zakup sprzętu i 1000 zł na zakup usług cyfrowych. Nie bałbym się oskarżeń, że ludzie przepalą kasę — niech przepalają, niech kupują Spotify’a i Netflixa, zagrają w „Cyberpunka” i czerpią z tego przyjemność. Zapewne duża część kupi też abonamenty polskich serwisów, wykupi naukę online, obejrzy zdalnie przedstawienie w teatrze. Chodzi o to, żeby pobudzić popyt w czasach, gdy oszczędzanie przezornościowe nadmiernie go ogranicza, a jednocześnie skanalizować ten popyt w kierunku nowych technologii i kompetencji cyfrowych.

Po piąte: należy przedłużyć fiskalne programy pomocowe z wiosny, zapewniając jednocześnie ich lepszą kalibrację, czyli bardziej precyzyjne dopasowanie pomocy do konkretnych potrzeb firm, pracowników i całej gospodarki. Większą pomoc powinny otrzymywać firmy z branż objętych ograniczeniami administracyjnymi, mniejszą firmy z branż mogących swobodnie działać. Doświadczenia z wiosny wskazują, że niektóre firmy dostały pomoc wykraczającą ponad ich potrzeby. To sugeruje, że możemy skutecznie pomóc podtrzymać zatrudnienie w gospodarce oraz istnienie tysięcy firm niższym kosztem fiskalnym. Na pewno jednak nie należy bać się wysokiego deficytu budżetowego. Na oszczędzanie przyjdzie czas.

Dosyć koncentrowania uwagi wyłącznie na wskaźnikach infekcji, umieralności i obłożenia szpitali. Dosyć reakcji ad hoc, poszukiwania rozwiązań ratunkowych. Czas wprowadzić w życie odważny plan, który zapewni przewidywalność i więcej spokoju.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: IGNACY MORAWSKI, główny ekonomista „Pulsu Biznesu”

Polecane