Szkody spowodowane wandalizmem, jaki obecnie obserwujemy w USA, mogą skutkować miliardowymi stratami. W nawiązaniu do tej sytuacji Stowarzyszenie Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych (SPBUiR) radzi, jak zabezpieczyć firmowe mienie przed wandalami. — Zniszczenia wyrządzane przez takie osoby często są przedmiotem dodatkowych klauzul lub umów uzupełniających podstawowy zakres ubezpieczenia polis od wszystkich rodzajów ryzyka albo tych od kradzieży z włamaniem i rabunku — mówi Łukasz Zoń, prezes SPBUiR.
Dodaje, że jednak trzeba być czujnym, bo w zależności od ubezpieczyciela poszczególne zdarzenia mogą być po pierwsze różnie definiowane, a po drugie obejmować różny zakres szkód. Przykładowo jeden ubezpieczyciel może zapewniać ochronę na wypadek wszystkich skutków wandalizmu, a inny odrębnie taktować dewastację i graffiti.
Trzeba też brać pod uwagę, że niezależnie od rozszerzenia ochrony nadal mogą ją ograniczać pewne standardowe zapisy, np. dotyczące zamieszek czy rozruchów, ale też i te wskazujące na określony sposób użytkowania mienia. Wielu ubezpieczycieli zastrzega choćby to, że nie ponosi odpowiedzialności za szkody w budynkach, które nie były użytkowane przez określony czas, np. 60 dni. Warto też wiedzieć, że odszkodowania za akty wandalizmu nie mogą być wyższe niż pewien procent łącznej sumy ubezpieczenia mienia. Niektórzy ubezpieczyciele określają ich maksymalny pułap.
— Mogą też zastrzec, że w odniesieniu do tych szkód stosowany będzie udział własny lub tzw. franszyza redukcyjna. Oznacza to, że poszkodowany przedsiębiorca będzie musiał pokryć z własnej kieszeni umówioną część kosztów likwidacji szkody — tłumaczy Łukasz Zoń.