Po roku członkostwa w Unii Europejskiej jest ciężko, ale generalnie Europa wyszła nam na dobre - uważa właściciel niewielkiej firmy produkującej wędliny z Opolszczyzny. W ciągu mijającego roku w Unii udało mu się postawić nowy zakład produkcyjny.
"Postawiliśmy zakład rozbioru i przetwórstwa mięsnego spełniający unijne wymogi. Wcześniej mieliśmy również zakład uboju, ale finansowo nie bylibyśmy w stanie +udźwignąć tematu+. Zresztą wolałem się skupić na produkcji polskiej, dobrej żywności" - powiedział PAP Klemens Jakubowski.
Przedsiębiorca widzi również negatywne strony unijnej rzeczywistości. "Wiele przedsiębiorstw jest w ogóle nieprzygotowanych. Ludzie są nauczeni, że +jakoś pójdzie, jakoś to będzie+. W Unii nie ma miejsca na takie myślenie. To krwiożerczy kapitalizm, i nie wszyscy go przetrzymają" - zastrzegł.
Nigdy nie chciał sprzedawać swoich towarów do dużych sieci handlowych. "Mamy swój rynek, mamy swoich ludzi. Chcemy bazować na rynku lokalnym. Duży rynek wymusza długie terminy płatności i przydatności do spożycia, co wiąże się z całą +tablicą Mendelejewa+ w wyrobach" - tłumaczył.
Firma Jakubowskiego ma 9 sklepów w powiatach brzeskim i opolskim. Produkuje dziennie do 3 ton wyrobów wędliniarskich. "Na skali mieścimy się w przedziale małych firm, zatrudniających do 50 pracowników. Dziennie produkujemy tylko tyle, ile +schodzi+ każdego dnia - dostaję raport ze sklepów, ile zostało sprzedane wczoraj, a następnego dnia tyle samo zostaje wyprodukowane" - relacjonował.
Firma działa w branży wędliniarskiej od 12 lat. Przed wejściem do Unii zrezygnowała z własnej ubojni, za to korzystając z programu pomocowego SAPARD wybudowała nowoczesny zakład rozbioru i przetwórstwa mięsa. Budowa kosztowała 2,8 mln zł. "Milion dwieście z tego dostaliśmy zwrotu z programu SAPARD. Nam Unia pomogła, ale nie każdy mógł sięgnąć po unijne środki. Wystarczyło, że za mało miał swoich i koniec" - powiedział przedsiębiorca.
Wypełnianie dokumentów potrzebnych do uczestnictwa w programie SAPARD powierzył specjalistycznej firmie. "Naszym szczęściem w nieszczęściu był brak czasu - dlatego nawet nie próbowaliśmy robić tego sami, tylko zleciliśmy przygotowanie dokumentów specjalistycznej firmie. Na wkład własny musiałem zaciągnąć kredyt. Część już spłaciliśmy. Pozostało nam już +tylko+ 7 lat płacenia" - podsumował.