Jałowe monologi nie stanowią dialogu

Jacek Zalewski
30-09-2005, 00:00

Dwugodzinny reality show w wykonaniu delegacji Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej potwierdził, że szanse zbudowania koalicyjnego rządu przed 23 października wyglądają marnie. W normalnej sytuacji debata przebiegałaby zupełnie inaczej. Niestety dla Polski — jest ona politycznie anormalna, ponieważ wybory prezydenckie paraliżują skonsumowanie wyników wyborów parlamentarnych. Właściwie jedynym dorobkiem konfrontacji liderów PiS i PO w Sejmie było wypowiedzenie tej prawdy wprost, bez uciekania w jakieś półsłówka i aluzje.

Ze zrozumiałych względów Lech i Jarosław Kaczyńscy aż do drugiej tury wyborów prezydenckich nie będą się wspólnie pokazywali publicznie. PiS najchętniej w ogóle wymazałoby ze świadomości polskiego społeczeństwa, że prezes partii oraz startujący na prezydenta prezes honorowy są braćmi. Donald Tusk wręcz przeciwnie — jego ideą jest upowszechnianie wszelkimi możliwymi środkami obrazu bliźniaków sięgających po pełnię władzy w kraju. Wczoraj na tym tle doszło nawet do komicznego przemieszania pojęć, gdy Jarosław Kaczyński pił do związków Tuska i Jana Rokity, stwierdzając że przecież wyznacznikiem braterstwa wcale nie muszą być geny...

Przywódcy PiS i PO skierowali wzajemnie pod swoim adresem tyle deklaracji przyjaźni i określeń typu „kochany panie kandydacie na premiera”, że obserwatorom debaty mimowolnie przypomniało się powiedzenie „Boże, chroń mnie od przyjaciół, bo z wrogami sam sobie poradzę”. Koalicjanci zakończyli monologi tak naprawdę nie słuchając drugiej strony — i rozeszli się w dwa końce korytarza. Donald Tusk czekał na swoją delegację w wicemarszałkowskim gabinecie, Lech Kaczyński poza Sejmem.

Publiczna dyskusja o rządzie stała się dodatkowym czasem antenowym — co prawda tylko w TVN 24 — obu kandydatów na prezydenta. Kto lepiej tę okazję wykorzystał? Jarosław Kaczyński rzucił na szalę dożywianie dzieci oraz ceny podręczników szkolnych — czyli wątki populistyczne, które przy normalnym tworzeniu gabinetu byłoby mu po prostu wstyd poruszać, a które jednak mogą dać sporo głosów bratu Lechowi. PO odpowiedziała standardowym stylem Jana Rokity, czyli „dziwacznym zbiorem dezyderatów” oraz „kompletnym brakiem całościowej wizji”.

Zaczęliśmy komentarz od reality show, zatem wypada tak samo zakończyć. Wczoraj PiS i PO siedziały w pewnym sensie na barowych gorących krzesłach. Za kilka tygodni okaże się, który z dwóch równorzędnych prezydenckich kandydatów zostanie z programu wykluczony.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Jałowe monologi nie stanowią dialogu