Giełda tokijska, druga pod względem wielkości w świecie, poniosła spore straty na samym początku poniedziałkowej sesji, kontynuując ubiegłotygodniowe niepokoje związane z aferą spółki internetowej Livedoor, która przed kilkoma dniami spowodowała panikę i blokadę transakcji giełdowych.
Główny wskaźnik giełdy tokijskiej, obejmujący 225 walorów indeks Nikkei spadł w poniedziałek wkrótce po otwarciu o 326,94 pkt, czyli 2,08 procent i ok. 9:30 (1:30 czasu polskiego) miał wartość 15369,75 pkt.
Wskaźnik ten w ubiegły wtorek i środę stracił w sumie ok.6 procent, a w całym ubiegłym tygodniu, mimo prób uspokojenia sytuacji, obniżył się o 4,6 procent.
Jego spadek spowodowany jest obawami inwestorow o skutki wszczętego przez prokuraturę japońską śledztwa w sprawie domniemanych defraudacji i oszustw popełnionych przez zarząd dużej spółki internetowej Livedoor, której szefowie prawdopodobnie fałszowali sprawozdania finansowe. W aferę wciągnięte są już inne firmy.
Dodatkowym czynnikiem niepokoju jest piątkowy spadek na giełdzie nowojorskiej, gdzie głowne wskaźniki poleciały w dół. Indeks rynku technologicznego Nasdaq obniżył się tam o 2,35 proc., a wskaźnik największych spółek Dow Jones stracił w ciągu jednego dnia prawie 2 proc.
Piątkowa bessa w N.Jorku wiąże się z niezbyt dobrymi wynikami kilku amerykańskich gigantów, w tym General Electric i Citigroup, a także kolejnym skokiem cen ropy naftowej, które w końcu ub. tygodnia przekroczyły ponownie 68 dol. za baryłkę, zbliżając się na odległość zaledwie 3 dolarów do niezwykle wyśrubowanego rekordu wszechczasów sprzed czterech miesięcy.
Niepokojów w Tokio nie zdołały uśmierzyć przeprowadzone podczas weekendu próby usprawnienia i rozbudowania tamtejszego systemu transakcyjnego, który w ubiegłym tygodniu zawiesił się po wybuchu panicznej wyprzedaży. Zmodyfikowany system pozwoli przeprowadzić 5 mln transakcji dziennie, a nie jak dotąd maksimum 4,5 mln.
Na razie jednak giełda tokijska będzie jednak nadal pracować w skróconym o 30 minut po ubiegłotygodniowych problemach czasie i będzie przerywać operacje, gdy liczba transakcji dojdzie do 4,5 miliona - zapowiedział w poniedziałek jej zarząd.