Jasnowidz poszukiwany

MARCIN GUZIK partner, członek zarządu, TenStep Polska
opublikowano: 07-08-2014, 00:00

KOMENTARZ

Często media donoszą o obietnicach. Słyszymy, że projekt (budowy drogi, mostu, lotniska) ukończony zostanie w jakimś terminie. Wierzyć czy nie? Odpowiedź na to pytanie ma znaczenie ekonomiczne. Nowa infrastruktura może być szansą, np. dla właścicieli gruntu, operatorów logistycznych itd. lub zagrożeniem — remont drogi oznacza dla pobliskich barów i moteli przymusowy urlop. Zrealizowane obietnice mają także wagę pozaekonomiczną, np. projekty w terminie — to kredyt dalszego zaufania dla polityków lub jego brak w przypadku opóźnień.

Jak powstaje data końca projektu? Teoria mówi, że się ją wylicza. Polska praktyka pokazuje, że bywa przypadkowa. Ktoś gdzieś publicznie obiecał lub tworząc plan działania instytucji, trzeba było ją zadeklarować. Bezpiecznym jest okres czterech — sześciu lat. To zbyt daleko, by było to wiążące, i dość blisko, by data miała jakieś znaczenie.

Konsekwencje praktyczne są jednak katastrofalne. Jeśli projekt jest przedsięwzięciem publicznym, wykonawcy są wyłaniani w trybie Prawa Zamówień Publicznych (PZP). Choć sami Polacy sobie stworzyli PZP dla siebie — ten porządek prawny jest wyjątkowo mało elastyczny. Sprawia, że wykonawcy muszą się do pożądanej przez zamawiającego daty bezwzględnie dopasować. Tworzą więc harmonogramy nierealne. Ich wykonanie jest teoretycznie możliwe, jednak w praktyce przesunięcie jakiegokolwiek zadania rozstroi cały projekt i data nie będzie dotrzymana. Wygrywa więc ten, kto obieca bliższą datę. Gdy wykonawca zaczyna pracę — od razu zaczyna dokumentować projekt, gdyż to zawsze przyda się na wypadek procesów sądowych.

Zamawiający to akceptują. Wierzą, że w razie opóźnień wyegzekwują kary umowne. Dla nich kluczowa jest legalność decyzji. I jeśli projekt nie wyjdzie na czas — nie mają problemu. O ile wszystko było zgodne z prawem — zawsze można się wytłumaczyć lub zrzucić winę na wykonawców, zmianę warunków ekonomicznych, warunki hydrogeologiczne i dynamikę pływów.

Jak powinno się ustalić datę końca? Należy ją obliczyć. Zarządzanie projektami przewiduje wiele technik oszacowania czasu trwania. Jedną z naczelnych zasad jest opieranie się na terminach pesymistycznych, które zakładają, że nie wszystko pójdzie dobrze. Drugą zasadą jest planowanie równomierne. Ponieważ najbliższą przyszłość rozumiemy najlepiej — łatwo jest ją zaplanować szczegółowo. Gdy dochodzi się do faz późniejszych — nie starcza determinacji, woli, precyzji. Kolejnym dogmatem jest konieczność określania dla każdego zadania, JAK obliczono jego długość. Eliminuje to zwyczaj wstawiania dat końca zadań, bazując na tzw. wiedzy eksperckiej — czyli często na niczym. Zachowując te i kilka innych zasad, można podać przybliżoną datę końca. Wiadomo jest, że im więcej mamy pieniędzy na fazę planowania, tym dokładniej można prognozować. Z reguły jednak podaje się daty przybliżone, i to z pewnym poziomem ufności wyrażonym w procentach. Jeśli tych zasad się nie zachowa — data może być równie dobrze zaproponowana przez jasnowidza.

Nie da się więc stwierdzić, czy projekty w Polsce są opóźnione. Może trwają tyle, ile powinny. Tylko ogłasza się zbyt optymistyczne terminy zakończenia, niemające nic wspólnego z rzeczywistością?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MARCIN GUZIK partner, członek zarządu, TenStep Polska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Jasnowidz poszukiwany