Jazz na żywo

Marcin Zawiśliński
opublikowano: 16-07-2007, 00:00

W centrum stolicy po siedmiu latach przerwy znów zabrzmiał klubowy jazz. Akwarium odrodziło się w Jazzarium.

W kwietniu 2000 r. mijała 30. rocznica istnienia najsłynniejszego w Polsce klubu jazzowego Akwarium. Nie było czego świętować. Właśnie w tym czasie władze Warszawy zdecydowały o jego definitywnym zamknięciu i zburzeniu. Na jego miejscu stoi potężny hotel Intercontinental.

Radni obiecali znaleźć inną lokalizację na nowy klub. Na obietnicach się skończyło.

— Byłem wściekły. Z czasem w ogóle przestałem myśleć o reaktywacji Akwarium. Skupiłem się na realizacji innych projektów muzycznych — opowiada Mariusz Adamiak, właściciel dawnego Akwarium i pomysłodawca Jazzarium.

Licealna miłość

Akwarium powstało z inicjatywy Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego jako pierwszy w naszym kraju taki klub. Cotygodniowe jam sessions przy ul. Emilii Plater 49 gromadziły śmietankę polskiego jazzu oraz setki stałych bywalców i młodych zapaleńców. Wśród nich był 17-letni uczeń stołecznego liceum im. Stefana Batorego.

— W mojej szkole panowała moda na chodzenie na jazz. Wtedy byłem też na swoim pierwszym Jazz Jamboree — wspomina Adamiak.

Słuchał amerykańskiego zespołu Kansas. Potem zachwycił się utworami Jean-Luca Ponty’ego i Johna McLaughlina.

— Ale najbardziej zafascynował mnie John Coltrane. Dla mnie jest największą postacią w historii tej muzyki — uważa Adamiak.

Z czasem Akwarium stawało się jego drugim domem. Na pytanie, dlaczego wybrał studia geograficzne na Uniwersytecie Warszawskim, odpowiada bez wahania, że od zawsze jazz kojarzył mu się z wolnością, a geografia z przestrzenią. Przestrzeń i wolność są blisko siebie. A ówczesna Polska? Była dla niego krajem bez perspektyw.

— Studia zacząłem w 1980 r. Nie chciałem też iść do wojska, co postawiłem sobie za punkt honoru. Przez kilka lat bezskutecznie zdawałem egzamin wojskowy. Dostałem nawet kategorię E, a na zajęcia uczęszczałem razem z kobietami — opowiada z pewnym rozbawieniem Adamiak.

Człowiek instytucja

W Akwarium pracował jeszcze podczas studiów. Zaczynał jako wolontariusz. Tuż przed Bożym Narodzeniem 1987 r. obronił pracę magisterską. Jako pracownik naukowy uczelni wybierał się na stypendium naukowe do Holandii.

— Kilka dni po obronie zapytano mnie, czy chciałbym zostać kierownikiem klubu — wspomina Adamiak.

Było to duże wyzwanie dla młodego warszawiaka, bo Akwarium czekał generalny remont. Miłość do jazzu zwyciężyła i postanowił przyjąć propozycję. Oficjalnie na początku lutego 1988 r. został szefem klubu. Od tego momentu lokal stał się miejscem spotkań i koncertów najsłynniejszych jazzmanów świata. Grali i śpiewali tam m.in. Chick Corea, Herbie Hancock, Pat Metheny, Steve Coleman, Bobby McFerrin, John McLauglin, Al Di Meola, David Krakauer i wielu innych. W 1991 r. założył agencję Akwarium, a rok później zorganizował pierwszą edycję festiwalu Warsaw Summer Jazz Days, który miał być przeciwwagą dla Jazz Jamboree. Przez te wszystkie lata ten zazwyczaj uśmiechnięty człowiek z nieodłącznym cylindrem na głowie i sięgającymi do ramion blond włosami stał się jednoosobową instytucją w polskim świecie muzyki i show-biznesu.

Nowe otwarcie

— Makietę Złotych Tarasów zobaczyłem pierwszy raz w 2005 r. Lokalizacja przy tzw. piazza, czyli przy placu usytuowanym na dole w samym centrum miasta, od razu bardzo mi się spodobała — mówi Adamiak.

Jazzarium to restauracja i klub jazzowy na 120 osób w jednym. Przedsięwzięcie ma kosztować około 2,5 mln zł.

Każda odmiana jazzu ma tu swój dzień, od nowoczesnego po klasyczny, od free jazz po etno jazz. I gospodarza wieczoru: Dorotę Miśkiewicz, Marcina Wasilewskiego, Andrzeja Korczaka i Hirka Wronę. Pierwsi artyści zagrają już podczas odbywających się Warsaw Summer Jazz Days. Trzeba się tylko wybrać.

W przytulnym wnętrzu między stolikami, naprzeciw baru, powitają nas duże, ciepłe oczy legendarnego Johna Coltrane’a. W tle mała scena, a za nią na ścianie płaskorzeźba czarownicy na miotle. Trochę przypomina Mariusza Adamiaka. Przyciemnione światła, klimatyczna atmosfera, w tle spokojny albo też rockowy jazz. Czegóż chcieć więcej?

— Zależy mi na tym, aby Jazzarium było miejscem elitarnym — dodaje właściciel.

Zapowiada obecność największych gwiazd. Patrząc na jego dotychczasowe osiągnięcia, można mu wierzyć na słowo. W końcu pracuje w tym biznesie już 20 lat. n

Legenda free jazzu

Bez Johna Coltrane’a (1926-67) trudno sobie wyobrazić współczesny jazz. Genialny saksofonista i kompozytor łamał wszelkie reguły, wytyczał ścieżki, o których nie śniło się innym. Współpraca z kwintetem innego geniusza synkopowanej muzyki Milesa Davisa zaowocowała nagraniem jednej z najwybitniejszych płyt jazzowych „Kind of Blue” (1959), najlepiej sprzedającego się albumu w dyskografii Davisa. W maju 1960 r. zadebiutował jego zespół z pianistą McCoy Tyner’em oraz perkusistą Elvinem Jones’em. W 1964 r. w składzie uzupełnionym o basistę Jimmy’ego Garrisona nagrał „A Love Supreme”, przez wielu uważaną za free jazzową płytę wszech czasów. Narkotyki i alkohol spowodowały przedwczesną śmierć artysty na raka wątroby.

Pomysł Tyrmanda

Jazz Jamboree Festival jest jednym z najstarszych festiwali jazzowych w Europie. Pierwszy odbył się w 1958 r. pod nazwą „Jazz 58” w klubie studenckim Stodoła. Nazwę Jazz Jamboree wymyślił Leopold Tyrmand. Występowali na nim: Duke Ellington, Miles Davis, Thelonious Monk, Dizzy Gillespie, Bobby McFerrin, Ray Charles, Keith Jarrett i Herbie Hancock.

Kosmiczne centrum

Budowę stołecznego centrum handlowego Złote Tarasy rozpoczęto w 2002 r. Do użytku oddano je 7 lutego 2007 r. Na 225 tys. mkw. znajduje się kino, jazz klub Jazzarium oraz ponad 200 sklepów, restauracji i kawiarni. Wartość inwestycji szacuje się na 1,5 mld zł. Jest to jedna z największych powierzchni handlowych w Polsce.

Francuski skrzypek

Jean-Luc Ponty odebrał wszechstronne wykształcenie muzyczne i mało brakowało, żeby utknął w orkiestrze symfonicznej. Zwyciężyła jednak pasja do jazzu.

W 1964 r. założył z Rene Urtregerem kwartet, który odniósł duży sukces na festiwalu w Antibes. W 1967 r. zagrał na Monterey Jazz Festival. Po tym koncercie podpisał kontrakt z wytwórnią World Pacific.

Nagrywał z takimi muzykami, jak Frank Zappa czy George Duke. Udział w drugiej Mahavishnu Orchestra Johna McLaughlina, sprawił,

że stał się czołowym artystą jazz fusion w latach 70.

W 2005 r. założył akustyczną supergrupę fusion TRIO! z basistą Stanleyem Clarkem i z wirtuozem bandżo Béla Fleck’iem. Teraz występuje z zespołem JLP Band.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Zawiśliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy