Jeden z niewielu

Na wystawie motoryzacyjnej Auto Shanghai 2019 (16-25 kwietnia) Audi pokazało wizję przyszłości nakreśloną przez Bogusława Parucha. Polski projektant połączył nowe technologie z tym, co w autach Audi najpiękniejsze. Nie ma jednak swoich pięciu minut, lecz przechodzi przez kolejny etap kariery. Wiele wskazuje na to, że wszystko, co najlepsze, dopiero przed nim.

ŁUKASZ OSTRUSZKA: Ilu jest na świecie takich projektantów jak pan? To chyba dość elitarne grono…

BOGUSŁAW PARUCH*: Dokładnej liczby nie jestem w stanie podać, ale rzeczywiście nie jest nas zbyt wielu. W Audi pracuje około 45 projektantów, w Fordzie, w biurze w Kolonii, było ich mniej. Trzeba byłoby ich liczbę pomnożyć przez liczbę producentów samochodów. Czy to elitarna grupa? Raczej użyłbym słowa — specjalistyczna. Żeby zostać projektantem aut, trzeba skończyć specyficzny kierunek studiów, znać języki obce i mieć wyczucie. Wielu próbuje, lecz niewielu udaje się dostać i utrzymać posadę.

Czy jest pan artystą?

Czuję się nim, choć w mojej branży, w działach designu, pracują również znakomici inżynierowie. Ich zadaniem jest przekładanie wizji na konkretne bryły. Pilnują, żeby matematycznie wszystko się zgadzało, pomiary zapewniały bezpieczeństwo, a cała konstrukcja była możliwa do zrealizowania. Projektant taki jak ja ma myśleć kreatywnie, być trochę „out of the box” w swoich pomysłach. Inżynierowie sprawdzają, czy artystyczna wizja jest możliwa do przeniesienia z kartki papieru w rzeczywistość.

Jak się pan znalazł w Audi?

Studiowałem na Wydziale Architektury Wnętrz i Wzornictwa wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie uzyskałem tytuł magistra, broniąc pracy „Nowoczesne systemy transportu — Muskulös: ciężarówka 2020” u prof. Wilhelma Semaniszyna. Nasza szkoła nawiązała współpracę z jednym z podwykonawców koncernu Volkswagen. Pokazałem im moje pomysły i wkrótce dostałem mejl z zaproszeniem na praktyki. Siedziałem w jednym studiu projektowym z legendarnymi projektantami Volkswagena. Później pojechałem na studia do Włoch, do Scuola Politecnica di Design SPD w Mediolanie, gdzie ukończyłem specjalizację Car Design. Następnie zacząłem pracę w Fordzie. Minęło kilka lat i podczas targów we Frankfurcie przypadkowo spotkałem dawnych opiekunów z praktyk. Okazało się, że kompletują nowy zespół designu w Audi i chcą, żebym do nich dołączył. Można więc powiedzieć, że praktyki otworzyły mi drogę do kariery, pozwoliły się pokazać. W tym środowisku wszyscy się znają, obserwują swoją pracę.

To przyjaźń czy mordercza konkurencja?

Jest między nami i konkurencja, i przyjaźń. Jedno drugiego nie wyklucza. Każdy projektant bardzo emocjonalnie podchodzi do swojej pracy. Konkurują ze sobą zresztą nie tylko różne koncerny motoryzacyjne, lecz nawet projektanci jednej marki. Audi ma na przykład trzy zespoły projektantów. Każdy otrzymuje ten sam ściśle tajny temat i rusza do pracy nad projektem. Nie ma jednak wrogości. Jesteśmy pasjonatami, więc we wszystkim jest sporo konkurowania, zazdrości, lecz także szczerej przyjaźni. Spotykamy się na targach w różnych częściach świata, chętnie ze sobą rozmawiamy, wymieniamy się doświadczeniami, chyba nawet wzajemnie inspirujemy. Jak to artyści.

Pana ostatnim projektem jest futurystyczne Audi AI:ME, którego głośna premiera odbyła się w połowie kwietnia w Szanghaju. Co najbardziej podoba się w nim jego twórcy?

Audi AI:ME to drugi koncept zaraz po Audi Aicon, nad którym miałem zaszczyt pracować. AI:ME jest niezwykle ważnym modelem, gdyż jest wizją przyszłości całej marki. Najbardziej mi się podoba wysoko umieszczona linia boczna, która przecina szybę. Jestem z niej dumny. Ten element był najtrudniejszy w procesie zatwierdzania. Musiałem się sporo napracować, żeby przekonać innych do tego rozwiązania. Były obawy, że tak wysoka linia boczna będzie trudna do zrealizowania z technicznego punktu widzenia. Rozwiązanie to otworzy nową architekturę pojazdu. Nadkola są bardzo wyraziste, podkreślające jeszcze bardziej cechy Audi quattro. Dzięki temu samochód ma agresywny i sportowy charakter. Zrobiliśmy kilka modeli testowych rzeczywistych rozmiarów i wszyscy przekonali się, że to dobre rozwiązanie. Udało się. AI:ME jest jednym z czterech samochodów elektrycznych zbudowanych wokół tej strategii stylistycznej. Wszystkie wychodzą z założeń, które opracowałem zaraz na początku mojej pracy w Audi. Równolegle do codziennej pracy tworzyłem strategię ujętą na 80 stronach A3. Przedstawiłem tam swoją wizję aut elektrycznych i autonomicznych, które będą jeździły po drogach w przyszłości. W tym roku we Frankfurcie zadebiutuje czwarty pojazd futurystyczny według tych szkiców. Cieszę się z efektu.

Jak narodziła się koncepcja AI:Me? Pierwszy rysunek był wykonany na serwetce w kawiarni?

Niektórzy projektanci przed rozpoczęciem pracy rysunkowej przygotowują długie teoretyczne założenia projektowe, to znaczy rozpisują sobie wszystko od A do Z. Muszę przyznać, że mam inną taktykę. Biorę marker i zaczynam rysować. Projekt jest wielką ewolucją pomysłów, rezultatem niezliczonej ilości rysunków. Staram się przedstawić koncepcję na przykładzie różnych rodzajów aut — małych i dużych, a nawet w wersjach trzy- i czterokołowych. Pracowałem nad rozwiązaniami architektonicznymi bocznej szyby, która ostatecznie załamuje się w połowie, tworząc boczną linię. Starałem się pokazać, że moja wizja jest możliwa do zastosowania w różnych koncepcjach, wtedy widać najlepiej główne założenia. Ważna jest dla mnie symbioza karoserii z wnętrzem, dlatego ściśle współpracuję z projektantami wnętrz, żeby wykorzystać cały potencjał projektu. Zresztą spodobał się im pomysł z wysoką linią boczną, biegnącą przez szyby, gdyż dzięki temu zyskali większe pole do działania. Ta linia rozpycha wnętrze auta, poszerzając przestrzeń w środku.

Projektant Audi ma też pewne ograniczenia w postaci charakterystycznego stylu aut tej marki. To dla wielu fanów niemal świętość.

Audi ma pewne cechy charakterystyczne i projektant musi je zachować, jakoś na nowo przedstawić. To rzeczywiście najtrudniejsze zadanie, bo trzeba być kreatywnym, mieć otwarty umysł, a jednocześnie zachować DNA marki. Audi jest zawsze sportowe, ma elementy podkreślające napęd quattro i idealne proporcje, poza tym ma świetne, kosmiczne reflektory. W AI:ME wszystko jednak spina się z dziedzictwem marki i tworzy naturalną kontynuację i interpretację tego, co w Audi najlepsze. Moim celem było stworzenie auta, które każdy chciałby mieć albo choćby wypożyczyć. To przecież samochód przyszłości, a wiadomo, że zwyczaje konsumenckie się zmieniają. Jestem zwolennikiem wyróżnienia elektrycznych aut, żeby nie wyglądały jak typowe współczesne pojazdy. Nie mogą jednak wyglądać jak pralki na kołach.

Który samochód z całej historii motoryzacji uważa pan za najbardziej zbliżony do ideału?

Jestem wielkim fanem Lamborghini. Podobają mi się szczególnie modele Countach i Murciélago. Zawsze podglądałem ich pracę i projekty. Lubię też kształty aut Porsche, które niby się nie zmieniają przez lata, ale właśnie w tym wypracowanym przez dekady stylu jest coś niesamowitego. Każdy projektant ma zresztą swojego idola i ulubione projekty, które podziwia i się nimi inspiruje. Uwielbiam patrzeć na lamborghini, porsche, może też maserati.

Mamy znanych i cenionych projektantów, lecz wciąż nie mamy polskiego auta. Czy są szanse na taki produkt?

Rzeczywiście jest w tym sporo ironii, bo fachowców nam nie brakuje, mamy świetnych projektantów ze światowym doświadczeniem, rozsianych w różnych częściach globu. Mam nadzieję, że to kwestia czasu i w końcu doczekamy się jakiegoś polskiego modelu.

Rozmawiał Łukasz Ostruszka

*Bogusław Paruch - projektant i stylista w firmie Audi AG. W 2007 r. ukończył Wydział Architektury Wnętrz i Wzornictwa wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych. Naukę kontynuował w Fachhochschule w Pforzheim i w Scuola Politecnica di Design SPD w Mediolanie, gdzie ukończył specjalizację Car Design. Był nagradzany w wielu konkursach, m.in. w międzynarodowym konkursie motoryzacyjnym Stile Italiano Giovani.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Łukasz Ostruszka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu