Jedna piąta gastronomii dowozi jedzenie

To nie miasta wojewódzkie przodują w ofercie dowożenia posiłków. Bardziej zaawansowane są średnie miejscowości i tam właśnie rynek gastronomiczny jest bardziej nasycony

Największy odsetek lokali z dowozem mają... nie, nie największe miasta, ale Siedlce, Biała Podlaska, Stalowa Wola, Bełchatów i Inowrocław, bo tę usługę proponuje klientom aż 30 proc. restauracji. Tak wynika z raportu o rynku jedzenia przygotowanego przez firmę Stava, która wyspecjalizowała się w realizacji takich zamówień dla gastronomii i ma dziś floty kurierów w siedmiu miastach, a w kolejnych trzech wkrótce ruszy.

Od pizzy do kebabu. Z wyprzedzeniem przed lunchowym szczytem najczęściej zamawiana jest w dowozie pizza, jak wynika z analiz firmy Stava. Potrawy orientalne najlepszy czas mają wieczorem, a kebab sprzedaje się najlepiej podczas lunchu i nocą.
Zobacz więcej

Od pizzy do kebabu. Z wyprzedzeniem przed lunchowym szczytem najczęściej zamawiana jest w dowozie pizza, jak wynika z analiz firmy Stava. Potrawy orientalne najlepszy czas mają wieczorem, a kebab sprzedaje się najlepiej podczas lunchu i nocą. Fot. Fotolia

— Przebadaliśmy publicznie dostępne dane z portali społecznościowych z 86 miast powyżej 50 tys. mieszkańców w Polsce, badając, jaki odsetek punktów gastronomicznych realizuje dowozy. Do puli włączyliśmy całą gastronomię, łącznie z kawiarniami. Średni odsetek lokali z dowozem w kraju wynosi 19 proc., przy czym wśród dziesięciu miast o największej populacji zmniejsza się on do 18 proc., a najwyższy udział restauracji z dowozem w całej bazie gastronomicznej widać w miastach od 50 tys. do 80 tys. mieszkańców — mówi Grzegorz Aksamit, wiceprezes Stavy.

Firma przeliczyła również poziom nasycenia restauracjami o różnych typach kuchni (również tymi bez dowozu) i na tej podstawie stworzyła: pizza, sushi, burger i vege index, które pokazują, ilu mieszkańców przypada (odpowiednio) na np. jedną pizzerię. Tu też, wbrew pozorom, nie dominują największe miasta.

— Miasta o najniższym wskaźniku Pizza Index, a tym samym o największej liczbie pizzerii przypadających na jednego mieszkańca to Jelenia Góra z wynikiem 1,6 tys. mieszkańców na jedną pizzerię czy Kielce, gdzie na jedną pizzerię przypada 2,3 tys. mieszkańców. Natomiast najmniejsza konkurencja między pizzeriami jest w Stargardzie i Koszalinie, gdzie 17 tys. mieszkańców ma do dyspozycji jeden lokal — dodaje Grzegorz Aksamit.

Dla porównania, w Warszawie jedna pizzeria przypada na 8 tys. mieszkańców. Najbardziej zażartą konkurencję w sushi widać natomiast właśnie w stolicy. Wysoko, bo na piątym miejscu, Warszawa uplasowała się też w przypadku lokali wegańskich/wegetariańskich, ale z najmniejszą liczbą mieszkańców przypadającą na restaurację mierzą się właściciele lokali w Katowicach. W burgerach najbardziej ostrą walkę powinno być natomiast widać w Mielcu i Tarnowskich Górach. © Ⓟ

Okiem przedsiębiorcy - Wojciech Goduński, prezes Wojteksu, do którego należą m.in. marki: Biesiadowo, Crazy Piramid Pizza i Western Chicken

Bardzo mali i bardzo duzi

Dziś pizzerii bez dowozu już się nie otwiera. W miastach średniej wielkości rynek się szybciej wysyca, więc zaczęliśmy też otwierać lokale w małych miejscowościach z 10 tys. mieszkańców i wbrew pozorom — tu także można rozwinąć biznes. Oczy wielu naturalnie zwrócone są na największe miasta, z Warszawą na czele, w której rzeczywiście jest jeszcze dużo miejsca na kolejne lokale z pizzą. Zgodnie z naszą polityką nie otwieramy jednak więcej niż jednej pizzerii w danej dzielnicy, żeby nie dopuścić do wyniszczającej walki pomiędzy franczyzobiorcami, w tym bezsensownej wojny cenowej. Sumarycznie dziś to właśnie Warszawa, wraz z przyległymi miejscowościami, jest najlepszym rynkiem dla pizzy w dowozie — pod względem liczby zamówień i wartości rachunku, potem bardzo długo nie ma nikogo, a później pojawiają się duże miasta wojewódzkie.

Okiem przedsiębiorcy - Adam Ringer, założyciel Green Caffe Nero

Rewolucja i szansa

Dowóz jedzenia absolutnie zrewolucjonizował branżę gastronomiczną na Zachodzie, w Polsce te zmiany dopiero zaczynają być widoczne. Część restauracji wręcz znika z największych miast, bo sprzedaż przenosi się do tego kanału. Dla nas jako kawiarni to też może być szansa na dotarcie z częścią oferty do nowych konsumentów. Oczywiście nie będą zamawiać kawy w dowozie, ale kanapki czy sałatki — już tak. Na razie to kanał, któremu bardzo uważnie się przyglądamy. Jestem przekonany o jego rozwoju, ale z punktu widzenia przedsiębiorstwa to ogromne wyzwanie logistyczne. Trudno więc dzisiaj powiedzieć, kiedy się tu pojawimy.

33-65 proc. O tyle wzrosła liczba zamówień w dowozie w niedziele wolne od handlu (względem niedziel handlowych), jak wylicza Stava na podstawie analizy 2 tys. zamówień.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Branża spożywcza / Jedna piąta gastronomii dowozi jedzenie