Rząd chce zdelegalizować
większą część rynku
gier i zakładów wartego
17 mld zł rocznie.
Rada Ministrów przyjęła wczoraj założenia do ustawy hazardowej. Branżę czeka rewolucja. I to taka, która z pewnością jej się nie spodoba.
— Zamierzamy doprowadzić do delegalizacji automatów o niskich wygranych i salonów gier. Działalność hazardową będą mogły prowadzić tylko kasyna i Totalizator Sportowy w zakresie gier liczbowych i loterii — poinformował premier Donald Tusk po wczorajszym posiedzeniu rządu.
Zakazane mają też być wideoloterie, na które monopol ma (ale ich nie urządza) Totalizator Sportowy (TS) i gry hazardowe w internecie. Blisko 60 tys. automatów ze specjalnych salonów gier i restauracji, pubów czy stacji benzynowych ma znikać w tempie 20-25 proc. rocznie, zgodnie z okresami wygasania sześcioletnich zezwoleń, jakie firmom hazardowym wydawał resort finansów.
W czasie wygaszania działalności popularnych "jednorękich bandytów" ich operatorzy mają płacić wyższe podatki. I tak operatorzy automatów o niskich wygranych (AoNW) zamiast 180 EUR za maszynę miesięcznie zapłacą 2000 zł, a właściciele salonów gier zamiast 45 proc. od dochodu uiszczać będą 55 proc. Wzrosną też stawki podatku dla kasyn (dochodowy: z 45 do 50 proc.) i bukmacherów (obrotowy: z 10 do 25 proc.). Opodatkowane mają też zostać turnieje pokerowe organizowane w kasynach.
— W ciągu tygodnia, a najpóźniej za dwa tygodnie rząd przyjmie gotowy projekt ustawy. Liczę, że w podobnym tempie będzie pracował parlament i uchwali ją bez zwłoki i żadnych poprawek. Marszałkom Sejmu i Senatu oraz szefom klubów parlamentarnych będę rekomendował właśnie takie rozwiązanie — mówi Donald Tusk.
I zapewnia, że przynajmniej w 2010 r. fiskus nie straci na tak restrykcyjnych rozwiązaniach. Wprost przeciwnie: dzięki podwyżkom podatków, zyska. Co z kolejnymi latami?
— Najważniejsze nie jest zwiększanie dochodów budżetu z hazardu, a przeciwdziałanie negatywnym jego skutkom, takim jak uzależnienia, szczególnie wśród młodzieży, i intensywne przenikanie się w tej branży świata legalnego i przestępczego — tłumaczy premier.
I przyznaje, że tzw. afera hazardowa i ujawnione stenogramy z rozmów Zbigniewa Chlebowskiego z biznesmenem branży hazardowej Ryszardem Sobiesiakiem miały wpływ na przyjęcie tak drastycznych dla rynku gier i zakładów rozwiązań.
Dawid Tokarz