Już trzeci bank — po raz drugi zresztą — znalazł się na celowniku specjalistów od wyłudzania pieniędzy. Czy są to Bułgarzy, trudno powiedzieć, niemniej tropy prowadzą do Sofii i Warny. Zaczęło się jesienią ubiegłego roku, kiedy kilku mieszkańcom Wrocławia zniknęły pieniądze z rachunków PKO BP. Złodzieje ukradli je na sposób stary jak bankomaty: zainstalowali w maszynach specjalne czytniki, które z pasków magnetycznych kart płatniczych "sczytywały" informacje o rachunku właściciela. Potem wypłacili gotówkę z bankomatów w bułgarskiej Warnie.
W tym samym kierunku powędrowały niedługo później pieniądze klientów mBanku.
— W nocy zadzwonił do mnie pracownik banku z pytaniem, czy wypłaciłam
większą kwotę z dwóch bankomatów w Sofii. Problem w tym, że znajdowałam się
wówczas w Londynie — mówi jedna z poszkodowanych przez złodziei.
I kolejna historia, która zdarzyła się tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Scenariusz ten sam, kierunek ten sam. Inne ofiary — klienci Pekao.
Nowy rok kiepsko zaczął się natomiast dla mieszkańców Aleksandrowa w Kujawsko-Pomorskiem, którzy mają rachunki w PKO BP. Radio RMF podało wczoraj, że wiele osób straciło pieniądze w opisany już sposób.
Dziś RMF dodał, że złodzieje z Aleksandrowa czekali trzy miesiące, by
wypłacić pieniądze. Skaner na bankomacie zainstalowali 22 października. To
właśnie wtedy bankomatu skorzystało ponad 300 osób, a złodzieje ulotnili się z
numerami kart i kodami PIN. RMF stawia pytanie, co robili przez trzy miesiące i
czy w tym czasie nie montowali skanera na kolejnych bankomatach w okolicy lub
nawet w całej Polsce. Wiadomo, że jeszcze w styczniu skaner zdemontowano z
bankomatu PKO BP w pobliskiej Brodnicy. Niewykluczone więc, że złodzieje
upatrzyli sobie niewielkie miejscowości, w których nie ma zbyt wielu kamer
monitoringu i nikt nie spodziewa się ataku. A to oznacza, że masowa kradzież
może się powtórzyć.