To czego nie udało się osiągnąć bankowi centralnemu, udało się politykom. I to w ekspresowym tempie. Zawirowanie w rządzie oraz obietnice wyborcze osłabiły jena japońskiego do poziomu satysfakcjonującego dla eksporterów.
Około półtora tygodnia temu premier Japonii, Yoshihiko Noda, podjął decyzję o rozwiązaniu niższej izby parlamentu. Przedterminowe wybory odbędą się 16 grudnia b.r., a stopień niepewności wokół przyszłości politycznej Kraju Kwitnącej Wiśni sięgnął zenitu. Najpoważniejszym konkurentem obecnie rządzącej Partii Demokratycznej jest Partia Liberalno - Demokratyczna (LDP) z Shinzo Abe na czele.


Obecna partia opozycyjna wśród swoich priorytetów zaprezentowała: podwyższenie celu inflacyjnego, nieograniczone luzowanie ilościowe oraz inne działania mające na celu osłabienie jena. Shinzo Abe chce doprowadzić inflację powyżej 3 proc., kiedy obecny cel inflacyjny wynosi 1 proc. Minister finansów uważa, że na chwilę obecną podwyższenie celu jest bezzasadne. Abe zapowiada doprowadzenie wzrostu gospodarczego do poziomu 3 proc., zwiększenie wydatków oraz zmniejszenie stopy procentowej z przedziału 0 – 0,1 proc. do mniejszej, wahającej się od ujemnej do 0 proc. Nie jest zwolennikiem bezpośrednich interwencji na rynku pieniężnym, gdyż takowe działania uważa za nieefektywne. Odwołuje się do populistycznych haseł-, np. odroczenie planowanego podwyższenia podatków. Proponowane działania stoją w opozycji i niejako atakują obecną politykę Banku Japonii. Sytuacja stwarza wrażenie, że w przypadku dojścia do władzy LDP niezależność banku centralnego będzie poddana próbie. W nowym rządzie może zabraknąć miejsca na dość konserwatywną, jak do tej pory, politykę osłabiania jena.
Bank nie pozostaje dłużny. Odpowiadając na zarzuty zwraca uwagę, iż działa niezależnie, lecz w ciągłym kontakcie z aktualnym rządem. Twierdzi, iż inflacja na poziomie 3 proc. jest niemożliwa do osiągnięcia. Tak wysoko postawiona poprzeczka może podnieść oprocentowanie długoterminowych obligacji. Zwiększy się wówczas koszt obsługi największego w stosunku do PKB długu na świecie.
Agresywny program Abe Shinzo wokół osłabienia jena może być również podciągnięty pod element wojny walutowej. Bank Japonii już czterokrotnie w tym roku zwiększał program skupu aktywów.

Według sondaży, LDP może liczyć na 25-30 proc. poparcia. Obecnie panująca partia otrzyma najprawdopodobniej zaledwie 10 proc. Oznacza to, iż mimo prawdopodobnego zwycięstwa LDP raczej nie zdobędzie większości w Izbie Reprezentantów i będzie zmuszona szukać koalicjantów o bardziej zrównoważonych poglądach.
Mniej więcej w tym samym okresie, 17 listopada, zarówno na amerykańskich jak i europejskich giełdach wrócił apetyt na ryzykowne aktywa. S&P500 umocnił się o ponad 4 proc. Zazwyczaj, jednocześnie następuje odwrót od „bezpiecznych” walut, z jenem na czele.
Pozwolę sobie przypomnieć, że gospodarka Japonii nie jest w fazie rozkwitu, do czego nawiązywałem w starszych wpisach. PKB i eksport spadają, a bilans handlowy pozostaje wciąż na dużym minusie.
Perspektywa zmiany ekipy rządzącej zdeterminowanej na osłabienie waluty, kulejąca gospodarka oraz lepszy sentyment na rynkach akcji spowodowały gwałtowną wyprzedaż jena. Głos lidera opozycji okazał się dużo bardziej przekonywający niż banku centralnego. Ruch na parze USD/JPY spowodowany powyższymi czynnikami mógł doprowadzić do uruchomienia dużej ilości zleceń stop loss. Cena powędrowała z poziomu 79 z 9 listopada do prawie 83 w ostatnich dniach.
Eksporterzy z pewnością zacierają ręce. Ankieta, ze źródeł rządowych wykazała, że dopiero dla wartości powyżej poziomu 82 USD/JPY, eksport jest rentowny.
Para jena połączonego z dolarem australijskim doskonale wpisała się również w oczekiwania opisane w poprzednim wpisie, związane z potencjalnym umocnieniem AUD/JPY. Zapewne dlatego na tej parze, w tych okolicznościach można spodziewać się mocniejszych wzrostów. Od dołka z 9 listopada USD/JPY umocnił się o 3,88 proc., a AUD/JPY o 4,79 proc.
Mimo nakreślonego scenariuszu, można pokusić się o stwierdzenie, iż wszystkie wyżej opisane okoliczności zostały już odpowiednio zdyskontowane. Zwolennicy tej opinii zwracają uwagę na wysokie wartości RSI (14 – dniowe) wskazujące na wejście USD/JPY w obszar wykupienia (już czwarty raz w tym roku). Być może nastąpiła nadinterpretacja m. in. sytuacji politycznej oraz „wyrzucenie” stop lossów.
W obszarze czynników leżących po stronie Japonii, kolejne rozdanie kart nadejdzie po wyborach podczas budowania koalicji rządzącej, czyli po 16 grudnia. Warto zwrócić uwagę na częsty dysonans występujący u polityków pomiędzy obietnicami wyborczymi, a realnymi działaniami po wyborach. Całej sytuacji towarzyszy duża doza niepewności, która dala swój upust na rynkach finansowych.
Kadencja obecnego gubernatora Banku Japonii Masaakiego Shirakawy dobiega końca w przyszłym roku. Także ewentualne skutki nacisków na bank, najprawdopodobniej zostaną odsunięte w czasie.
Czynniki, które mogą doprowadzić do aprecjacji jena to kwestia „klifu fiskalnego” w Stanach Zjednoczonych, słabnąca gospodarka Strefy Euro, problem Grecji oraz Hiszpanii.