Jerzy Mazgaj uwolnił e-faktury

Kamil Kosiński
opublikowano: 26-05-2010, 00:00

To nie koniec formalnych procedur, ale sprawa jest jasna. E-podpis i EDI nie są konieczne do przesyłania faktur drogą elektroniczną.

Wydruk z e-maila lub faks to pełnoprawna faktura

To nie koniec formalnych procedur, ale sprawa jest jasna. E-podpis i EDI nie są konieczne do przesyłania faktur drogą elektroniczną.

Dotychczas firma, która chciała wystawiać faktury w formie elektronicznej, musiała to robić w ramach systemu elektronicznej wymiany danych EDI, czyli rozwiązania stosowanego wyłącznie w wielkich firmach i u ich dostawców, albo opatrywać fakturę kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Kilka dni temu Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) orzekł jednak, że nie jest to konieczne. Nie ma jeszcze pisemnego uzasadnienia wyroku, ale z ustnego wynika, że NSA dokonał rozróżnienia na faktury wystawiane, przesyłane i przechowywane do celów dowodowych w formie elektronicznej oraz na te, które są, co prawda, wystawiane i przesyłane w formie elektronicznej, ale przechowywane u nabywcy w formie papierowej.

— Zdaniem NSA do pierwszej sytuacji stosuje się wprost regulacje dotyczące EDI lub kwalifikowanego podpisu elektronicznego, ale w drugiej ustawodawca nie ustanowił żadnych takich wymagań. Gdyby wymagał w takich przypadkach EDI lub e-podpisu, to by to wyraźnie zaznaczył — relacjonuje ustne uzasadnienie wyroku Zbigniew Makowski, konsultant podatkowy ze spółki doradztwa podatkowego MMR Consulting, która prowadziła sprawę przed sądami administracyjnymi.

— Można powiedzieć, że to rewolucja. Ale w praktyce mija rok, dwa lata zanim stanowisko wypracowane przez NSA staje się powszechnie stosowaną normą. Wyrok na pewno wpłynie na orzeczenia wojewódzkich sądów administracyjnych, ale organy skarbowe siłą inercji będą próbowały stosować stare zasady. Jest jednak duże prawdopodobieństwo, graniczące wręcz z pewnością, że każdy, kto się odwoła od decyzji fiskusa nieuwzględniających zdania NSA, uzyska korzystny dla siebie wyrok — uważa Paweł Jabłonowski, szef departamentu podatkowego w Kancelarii Prawnej J. Chałas i Wspólnicy.

Dwuletni bój

Sprawa trafiła do NSA za sprawą Jerzego Mazgaja, właściciela kontrolnego pakietu akcji delikatesów Alma i importera odzieży marek Burberry, Hugo Boss, Ermenegildo Zegna. To spółka Alma Market 24 czerwca 2008 r. "ze względu na nieprawidłową pracę poczty" złożyła wniosek o udzielnie pisemnej interpretacji prawa podatkowego w zakresie odejścia od dotychczasowej praktyki i uwzględniania w rozliczeniu podatku VAT kwot naliczonych również na podstawie faktur otrzymanych faksem lub e-mailem bez e-podpisu. Izba Skarbowa w Katowicach nie przystała na taką koncepcję, ale Alma Market nie dała za wygraną. Skarga na interpretację Izby Skarbowej trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie. Ten ją oddalił, ale wnioskodawcy upierali się przy swoim. Posiłkowali się unijną dyrektywą o VAT, w myśl której nie jest w ogóle wymagane podpisywanie faktur. Po wejściu Polski do UE zasada ta została przeniesiona do przepisów krajowych.

— Sama faktura jest tylko układem kolumn i cyferek, zbiorem określonych informacji. Dla jej treści nie ma żadnego znaczenia, czy zostanie wydrukowana na drukarce wystawcy, czy odbiorcy. A nasza koncepcja była taka, że fiskus niczym nie ryzykuje, jeśli faktura zostanie przesłana drogą elektroniczną, a następnie wydrukowana i przechowywana w formie papierowej — podkreśla Zbigniew Makowski.

Taką koncepcję poparł NSA. I choć orzeczenie dotyczy typowych relacji business to business, wiele wskazuje na to, że możliwość drukowania zwykłych plików komputerowych i tym samym przekształcania ich w faktury, jakimi można się legitymować wobec fiskusa, dotyczy również podatku dochodowego od osób fizycznych. A konkretnie tzw. ulgi internetowej.

— W przepisach dotyczących ulgi internetowej jest odwołanie wprost do przepisów o VAT w kontekście określenia tego, co jest fakturą. Skoro więc na potrzeby rozliczania podatku VAT fakturą jest wydruk pliku komputerowego, to jest on również fakturą na potrzeby ulgi internetowej — komentuje Paweł Jabłonowski.

Osoby fizyczne poczekają

Z dnia na dzień do rangi faktury urósł więc wydruk czegoś, co np. Netia nazywa elektronicznym obrazem faktury (EOF), czyli plik, który można znaleźć po kliknięciu w odnośnik przesyłany przez tę firmę e-mailem. Dotychczas był to tylko rodzaj bieżącej informacji, a tym, którzy chcieli skorzystać z ulgi, Netia na koniec roku przesyłała zbiorczą fakturę roczną w formie klasycznego listu. Teraz może się to zmienić.

— Czas tegorocznych rozliczeń podatkowych minął, więc sprawa nie jest priorytetowa. Powróci zapewne za kilka miesięcy. Na pewno nie musimy jednak intensywnie myśleć nad wprowadzeniem e-faktur w dotychczasowym rozumieniu. Sam EOF urasta bowiem do rangi e-faktury — komentuje Karol Wieczorek, kierownik ds. komunikacji korporacyjnej w Netii.

— Możliwości wyłaniające się z wyroku NSA wydają się dla nas wygodniejsze od dotąd stosowanego rozwiązania. Ale nie znamy na razie pisemnego uzasadnienia wyroku. Dopiero gdy się pojawi, będziemy się zastanawiali nad ewentualnymi zmianami w formie elektronicznego dostarczania faktur klientom — dodaje Wojciech Jabczyński, rzecznik prasowy Telekomunikacji Polskiej, która jako e-faktury wysyła pliki opatrzone kwalifikowanym e-podpisem.

Dodaje, że problem z e-fakturami nie polega na samej ich wysyłce, tylko na tym, by móc się nimi legitymować w razie kontroli fiskusa.

W kontekście wyroku NSA najlepiej by więc było, gdyby Ministerstwo Finansów wydało korespondującą z nim interpretację ogólną przepisów podatkowych i nie zmuszało firm i osób indywidualnych do dochodzenia swoich praw przed sądami. Bo jak by na to nie patrzeć, NSA gwarantuje na razie bezpieczeństwo podatkowe tylko Almie Market.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy