Jeśli eksport, to czy tylko za miedzę

opublikowano: 18-09-2019, 22:00

Sytuacja gospodarcza u naszych głównych partnerów handlowych się pogarsza. Najwyższy czas na dywersyfikację sprzedaży za granicę

Twardy brexit może kosztować polski eksport prawie 2 mld zł — wyliczył w kwietniu Polski Instytut Ekonomiczny (PIE). Oprócz niepewności co do przyszłych relacji z Wielką Brytanią na nasz handel zagraniczny negatywnie może wpłynąć pogarszająca się sytuacja w niektórych krajach Unii Europejskiej (UE). Najwyższy czas pomyśleć o dywersyfikacji sprzedaży za granicę — i tę bliższą, i tę dalszą.

Nasi eksporterzy skutecznie wykorzystują okazje, jakie stwarzają umowy
usuwające bariery handlowe — mówi Tomasz Ślagórski, wiceprezes Korporacji
Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE).
Zobacz więcej

ŁOWCY OKAZJI:

Nasi eksporterzy skutecznie wykorzystują okazje, jakie stwarzają umowy usuwające bariery handlowe — mówi Tomasz Ślagórski, wiceprezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE). Fot. WM

Gdzie dwóch się bije…

W ostatnim czasie intensywnie rośnie eksport z Polski do USA i Chin. To może być efekt sporu, który prowadzą te dwa kraje — wynika z analizy Euler Hermes, ubezpieczyciela należności. W wyniku konfliktu wymiana handlowa między USA i Chinami spadła o 38,5 mld EUR w pierwszym półroczu 2019 r. w porównaniu do analogicznego okresu przed rokiem.

Ale handel nie cierpi próżni, dlatego z tymi dwoma krajami coraz intensywniej handluje Unia Europejska. Korzystają na tym również polskie spółki. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku nasz eksport do Stanów Zjednoczonych rósł najdynamiczniej spośród dziesięciu naszych największych rynków handlowych — o 18,1 proc. Zyskał na tym szczególnie przemysł chemiczny, w tym farmaceutyczny, a także spożywczy i maszynowy. Przyspieszał także eksport do Chin, wzrost sięgnął aż 35,5 proc.

Ponadto w okresie od maja 2018 r. do maja tego roku ponad 20-procentowy wzrost eksportu liczony w złotych osiągnęliśmy w handlu z Chile, Egiptem, Japonią, Koreą Południową i Białorusią. Natomiast w obrotach z RPA, Meksykiem, Rumunią i Kanadą zwiększył się o 19 proc.

— Należy zwrócić uwagę, że w tej grupie są cztery kraje, z którymi Unia Europejska w ostatnim czasie podpisała porozumienia o wolnym handlu. To Meksyk, Korea, Japonia i Kanada. Wysoko w zestawieniu są też Wietnam i Singapur, a więc również niedawni sygnatariusze układów z UE. To pokazuje, że nasi eksporterzy skutecznie i bardzo szybko wykorzystują okazje, jakie dają umowy usuwające bariery handlowe — zwraca uwagę Tomasz Ślagórski, wiceprezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE).

Warto zwrócić uwagę na fakt, że zaledwie kilka tygodni temu Unia wynegocjowała porozumienie z krajami Ameryki Południowej zrzeszonymi w Mercosur.

— Trzeba jednak poczekać na jego ratyfikację i można się spodziewać, że ten proces potrwa, bo o swoją pozycję boją się europejscy producenci rolni, a do wszystkiego doszedł konflikt na tle polityki klimatycznej z Brazylią, gdzie notabene także notujemy ponadprzeciętny wzrost eksportu — mówi Tomasz Ślagórski.

Afryka dzika i nieodkryta

Zdaniem eksperta KUKE warto postawić też na kraje Azji Południowej i Wschodniej skupione w ASEAN, czyli Filipiny, Malezję, Tajlandię, Singapur, Indonezję, Brunei, Wietnam, Kambodża, Laos i Birmę.

— Mówi się, że korzystają one już znacznie na przejmowaniu inwestycji z Chin uwikłanych w wojnę handlową z USA, utrzymują wysokie tempo wzrostu gospodarczego, mają ogromny potencjał demograficzny, integrują się regionalnie i, podobnie jak Państwo Środka, będą powoli coraz mocniej stawiać na wewnętrzną konsumpcję — wyjaśnia Tomasz Ślagórski.

Inne perspektywiczne obszary to kraje egzotyczne, w których do tej pory jesteśmy obecni marginalnie. Chodzi głównie o Afrykę Subsaharyjską, ponieważ Egipt, Maroko czy Algierię mamy dość dobrze rozpoznane.

— Jednak kraje Afryki właśnie podpisały układ o wolnym handlu, ponieważ chcą znacząco zwiększyć wymianę między sobą, zamiast umożliwić zarobek eksporterom z państw bardziej rozwiniętych gospodarczo. Mogą się też pojawić trudności ze znalezieniem finansowania dla takich kontraktów w instytucjach komercyjnych — mówi Tomasz Ślagórski.

Z kolei Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej, zwraca uwagę, że perspektywiczne są również Izrael, Singapur, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska.

— W przypadku tych krajów sprzedaż może dotyczyć nie tylko zapotrzebowania miejscowego, ale również dostaw towarów, które później będą dalej reeksportowane na rynki dla nas mniej dostępne — mówi Piotr Soroczyński.

Przezwyciężanie barier

Jednak na egzotycznych rynkach nie jest łatwo zaistnieć.

— Sporo nas różni w filozofii prowadzenia biznesu, warunkach, które trzeba spełnić w obrocie gospodarczym, sposobach ochrony konsumentów, szczegółowych potrzebach czy wymaganiach tamtejszych odbiorców. Wypada też podkreślić, że część egzotycznych rynków z różnych powodów była lub wciąż jest dla nas hermetyczna. Niemniej w ostatnim czasie dzieje się też sporo dobrego, co ułatwia naszą ekspansję, jak na przykład porozumienia handlowe UE z Japonią czy Kanadą. Niekiedy naszych przedsiębiorców paraliżuje też myśl o konieczności sprawdzenia się w walce z konkurencją na najbardziej wymagających rynkach świata. Dobre przykłady z ostatnich lat pokazują jednak, że nasze firmy mogą tam odnieść spory sukces — mówi Piotr Soroczyński.

Przedsiębiorcy, którzy boją się na własną rękę przecierać szlaki, mogą skorzystać ze wsparcia Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH).

— Nasze biura spełniają doradczą rolę w zagranicznej ekspansji polskiego biznesu, zwłaszcza działającego w sektorze MŚP. Ich podstawowym zadaniem jest dostarczanie informacji, które służą redukcji ryzyka realizacji projektów za granicą. I po to najczęściej zgłaszają się przedsiębiorcy — mówi Piotr Pomian-Kruszyński, dyrektor Biura Rynków Zagranicznych w PAIH.

Biura agencji znajdują się na rynkach, gdzie nasz eksport szybko rośnie i które mają potencjał biznesowy — m.in. w Arabii Saudyjskiej, Indiach, Korei Południowej, Izraelu i USA. PAIH promuje też branże o największych szansach eksportowych, do których należą: kosmetyki, odzież, IT/ICT, budowlana, meblowa, maszynowa, części samochodowych i lotniczych, jachty i łodzie rekreacyjne, sprzęt medyczny czy biotechnologia i farmacja.

Skazani na Europę

Przedsiębiorcy nie muszą jednak daleko szukać, żeby zdobywać nowe rynki z dużym potencjałem.

— Z listy perspektywicznych krajów nie skreślałbym tych, które już dobrze znamy i leżą blisko nas. To podnosząca się z zapaścipo konflikcie z Rosją Ukraina, a także Białoruś, z której, jak pokazują statystyki KUKE, kontrahenci płacą wyjątkowo zgodnie z terminami na fakturach. Oba kraje mają chłonne rynki, na których polskie marki są rozpoznawalne i pozytywnie się kojarzą. Można też liczyć na utrzymanie szybkiego rozwoju gospodarczego u obecnych liderów UE pod tym względem, czyli w Rumunii i na Węgrzech, prowadzących ekspansywną politykę monetarną — mówi Tomasz Ślagórski.

Cokolwiek byśmy jednak zrobili, i tak UE pozostanie naszym głównym partnerem handlowym. Zdaniem Jakuba Bińkowskiego, sekretarza Departamentu Prawa i Legislacji w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP), niezależnie od spowolnienia gospodarczego fakt, że naszym głównym partnerem handlowym są państwa UE, raczej się nie zmieni.

— Mimo że już w ubiegłym roku widać było pewne pogorszenie nastrojów, udział Niemiec w polskim eksporcie wyniósł 28 proc. i był najwyższy od kilkunastu lat — mówi Jakub Bińkowski.

Zgadza się z nim ekspert KUKE.

— Polska jest zdecydowanie beneficjentem procesu globalizacji i likwidacji utrudnień w wymianie towarowej. Z racji otwartości i dość dużego „zaangażowania” w globalne łańcuchy dostaw możemy sporo stracić na nakręcającej się spirali konfliktów handlowych. Dlatego eksport wewnątrzunijny pozostanie dla nas kluczowy, bo nawet jeśli strefa euro rozwija się w ślimaczym tempie, to nasz eksport do tych krajów zwiększył się o przyzwoite 3,5 proc. A to, że do krajów naszego regionu wzrósł trzy razy, to tylko dobitnie odzwierciedla różnicę w tempie ekspansji gospodarczej między obiema częściami kontynentu europejskiego. Warto też pamiętać, że generalnie obrót z krajami strefy euro można uznać za pewniejszy, bo regulacje dotyczące odzyskiwania należności są tam prostsze, a moralność płatnicza wyższa — mówi Tomasz Ślagórski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu