Jeśli już masz się okłamywać, rób to mądrze

opublikowano: 06-01-2019, 22:00

Poznaj mechanizmy, dzięki którym porzucona dziewczyna uważa się za spełnioną singielkę, a zwolniony menedżer za kolejne wcielenie Billa Gatesa

W 1999 r. prof. John Hunsley z Uniwersytetu Ottawskiego (Kanada) zapytał studentów, którzy porzucili psychoterapię w uczelnianej klinice uniwersyteckiej, o powody tej decyzji. Tylko nieliczni stwierdzili, że zakończyli sesje, bo osiągnęli już swoje cele. Pieniądze nie były problemem, bo placówka świadczyła usługi bezpłatnie. Co trzeci pacjent (34 proc.) mówił, że zrezygnował z terapii, ponieważ prowadziła donikąd. Niemal tyle samo osób (30 proc.) nie wierzyło w zdolności terapeutów. Prawie co dziesiąty (9 proc.) oceniał, że terapia pogarszała sprawę.

Co to znaczy: interpretować fakty na własną korzyść? Nawet w złych
wydarzeniach powinniśmy dostrzec to, co może służyć naszemu rozwojowi — mówi
trenerka biznesu Katarzyna Janczuk.
Zobacz więcej

NA OPAK:

Co to znaczy: interpretować fakty na własną korzyść? Nawet w złych wydarzeniach powinniśmy dostrzec to, co może służyć naszemu rozwojowi — mówi trenerka biznesu Katarzyna Janczuk. Fot. TP

A teraz niespodzianka. Gdy prof. John Hansley poprosił terapeutów o podanie, jaki odsetek studentów przerwał leczenie z powodu niezadowolenia z usług, wszyscy powiedzieli zgodnie: „Zero”. Żadne odejście pacjenta — uważali — nie wynikało z ich umiejętności i jakości pracy, choć właśnie na to głównie narzekali ci, którzy przerwali psychoterapię.

— To typowy przykład samookłamywania się, które polega na niedopuszczaniu do siebie informacji mogących zakwestionować nasz profesjonalizm i wartość jako ludzi. Ten mechanizm może być w równym stopniu szkodliwy, co pomocny w życiu i pracy — wskazuje Katarzyna Janczuk, trenerka biznesu.

Szczęśliwi z urojenia

Kiedy samookłamywanie się jest dobre, a kiedy złe? Pytanie to przez długi czas spędzało sen z powiek Danowi Gilbertowi, psychologowi z Harvardu. A wieloletnie dociekania doprowadziły go do stworzenia koncepcji syntetycznego szczęścia. W swojej prezentacji na konferencji TED, którą w internecie obejrzało 16,5 mln osób, uczony postawił tezę, że ludzie zwykle błędnie określają poziom swojej przyszłej satysfakcji. Kazał publiczności wybrać jeden z dwu scenariuszy: wygrania 314 mln dolarów na loterii lub całkowitego paraliżu ciała. Co to za alternatywa? Wszyscy chcą być szczęśliwi i bogaci, a nieszczęść i utraty zdrowia nikt sobie nie życzy. Prof. Gilbert widzi to inaczej. Powołując się na realizowane w warunkach naturalnych i laboratoryjnych badania dowodzi, że skrajnie pozytywne i krańcowo negatywne zdarzenia oddziałują na nas słabiej i krócej, niż się powszechnie wydaje. Przykład? Trudno dać temu wiarę, jednak rok po utracie kontroli nad nogami i rok po wygranej na loterii zwycięzcy i paralitycy są tak samo zadowoleni z życia.

Zwycięstwo lub klęska w wyborach, zdanie lub oblanie egzaminu, otrzymanie lub utrata awansu — po pewnym czasie wszystko to ma znikomy wpływ na samopoczucie człowieka — przekonuje Dan Gilbert. Co zaś się tyczy porażek — po trzech miesiącach nie dotykają nas zupełnie, bo natura wyposażyła nas w psychologiczny system odpornościowy. Ten obronny mechanizm pozwala nam w najgorszej sytuacji dostrzec pozytywy, zamienia „biedę w bogactwo, przeciwności losu w powodzenie”, jak w XVII wieku pisał angielski lekarz i uczony sir Thomas Brown. Dlatego samotna dziewczyna uważa się za spełnioną singielkę, zwolniony copywriter za wolnego strzelca, a były więzień za wybrańca losu. To nie żart. Moreese Bickham spędził 37 lat w zakładzie karnym za przestępstwo, którego nie popełnił. Gdy w wieku 78 lat, dzięki dowodom DNA, został uniewinniony, oświadczył: „Nie żałuję ani minuty. To było cudowne przeżycie”. Właśnie na tym polega syntetyczne szczęście, o którym mówił Dan Gilbert.

— Amerykanie mawiają: gdy życie daje ci cytrynę, zrób z niej lemoniadę. Zamiast zadręczać się nieprzewidzianą lub trudną sytuacją, lepiej znaleźć w niej korzyści. Wyobraźmy sobie, że stoimy w korku — po co się wściekać, jeśli w tym czasie możemy posłuchać audiobooka? Ze spraw poważniejszych: ktoś, kto nie dostał się na studia, traci rok na użalaniu się nad sobą, a powinien iść do pracy albo wykorzystać czas na naukę — argumentuje Jakub Urbański, coach, socjolog i wykładowcy w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

Słodkie cytryny

Psychologia mówi o dwóch rodzajach racjonalizacji: słodkie cytryny i kwaśne winogrona — oba stosujemy zazwyczaj nieświadomie, a celem jest obrona przed frustracją, pesymizmem, depresją lub obwinianiem siebie. W przypadku słodkich cytryn przykre zdarzenia postrzegamy jako przyjemne i pożyteczne. Natomiast istotą kwaśnych winogron jest deprecjonowanie tego, czego nie osiągnęliśmy lub co nas w życiu ominęło. Tę strategię zastosował Pete Best, pierwszy perkusista Wielkiej Czwórki z Liverpoolu, który powiedział kiedyś: „Jestem teraz o wiele szczęśliwszy, niż gdybym został z Beatlesami”.

Samookłamywanie się służy samoobronie, ale nie tylko. Jest także mechanizmem, który pomaga osiągać ambitne cele. Pamiętacie słynne powiedzenie Alberta Einsteina: „Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajdzie się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi”? Z 10 lat temu Katarzyna Janczuk pracowała jako kierownik ds. kluczowych klientów w jednej z polskich firm kosmetycznych. Odpowiadała za kontakty z pewną międzynarodową siecią handlową. Zaproponowała umieszczenie kosmetyków dla mężczyzn w pobliżu akcesoriów samochodowych. Tak mocno wierzyła w swój pomysł, że jej entuzjazm udzielił się przedstawicielom potentata retailu — i wdrożono go z powodzeniem.

— W hipermarketach nie miesza się produktów. Spożywka, chemia gospodarcza, odzież — wszystko musi znajdować się na określonym regale w swoim dziale. Więc połączenie męskich kosmetyków z częściami do samochodów, choć wydaje się logiczne, zważywszy na preferencje panów, jest całkowitym złamaniem konwencji. Do dziś nie umiem dociec, co tak naprawdę przekonało mojego klienta — uśmiecha się Katarzyna Janczuk.

Pokora też jest potrzebna

Jednym z największych motywatorów jest złudzenie ponadprzeciętności. Ponad 80 proc. polskich kierowców ze stażem do 10 lat uważa, że prowadzi dobrze lub bardzo dobrze. Wśród tych, którzy prawa jazdy mają od co najmniej kilkunastu lat, myśli tak o sobie prawie 90 proc. ankietowanych. Przecenianie swoich umiejętności jest cechą ogólnoludzką. Większość studentów ma się za ponadprzeciętnieinteligentnych i lubianych. Niemal każdy twierdzi, że jest uczciwszy, bardziej zaradny i sprawniejszy w łóżku niż większość populacji. Na rozmowach kwalifikacyjnych prezentujemy się jako profesjonaliści w każdym calu, zachwalamy swoje doświadczenie w branży, biegły angielski, doświadczenie międzynarodowe — i naprawdę, często wbrew faktom, wierzymy w ten swój podrasowany wizerunek. Czyli najpierw wprowadzamy w błąd siebie. Po co? Biolog ewolucyjny Robert Trivers w książce „The Folly of Fools” (Szaleństwa głupców) pisze, że prawie zawsze stosujemy samookłamywanie się, by zwieść innych dla własnej korzyści. Trudno być przekonującym dla otoczenia, gdy samemu wątpi się w swoje możliwości.

— Gdyby nie zawyżona samoocena, mało kto zakładałby firmę, zabiegał o awans, garnął się do polityki. Podejmując się różnych zadań, niekiedy stajemy się ich godni, dorastamy do nich. Nasze ambicje stają się samospełniającą się przepowiednią — podkreśla Katarzyna Janczuk.

Nie jest to jednak reguła. Spójrzmy na siostry Godlewskie. Brakuje im wiary w siebie? Bynajmniej. A czy powinny śpiewać? Pewnie nie, co jednak dziewczynom nie przeszkadza być gwiazdami YouTube’a. Społeczna szkodliwość ich poczynań jest jednak znikoma — czego nie można powiedzieć o działaniach zapatrzonych w siebie ekonomistów, finansistów i bankierów, którzy doprowadzili do kryzysu sprzed dekady. Oby był on dla nich lekcją pokory. Spuścić głowę powinni także psychoterapeuci z uniwersyteckiej kliniki w Ottawie, od których uciekali studenci. Inną grupą wysokiego ryzyka są wspomniani kierowcy — od przeceniania swoich umiejętności jazdy do brawury droga niedaleka. Jak więc oceniać samookłamywanie się? Wszystko zależy od dawki — kompletny rozbrat z rzeczywistością może wpędzić nas (i innych) w poważne kłopoty, ale odrobina nadmiernej pewności siebie jak najbardziej się przyda.

Sprawdź program konferencji „Recruitment Days 2019” 19-20 marca 2019, Warszawa  >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Jeśli już masz się okłamywać, rób to mądrze