Czytasz dzięki

Jeśli strzyc, to po przyjacielsku (DEBATA)

opublikowano: 13-06-2014, 06:35
aktualizacja: 03-08-2017, 20:48

Przedsiębiorcy chcą widzieć fiskusa w roli przeciwnika, który unika fauli i zmian zasad w trakcie gry, a fiskus coraz głębiej szuka źródeł przychodów do budżetu

— Następny potop będzie z papieru — mawiano na początku minionego wieku, drwiąc z urzędniczego rozbuchania. Dekady mijają, a sentencja, choć zapewne uzupełniona o cyfrowy kontekst, nie traci na aktualności. W ramach drugiej debaty z cyklu „Czas na patriotyzm gospodarczy” spotkali się ci, którzy stoją po dwóch stronach papierowej zagłady. Obie strony wyrażały się wprost: idealnie nie jest, ale można wiele zrobić, by administracja była wystarczająco przyjazna polskiemu biznesowi. Jest tylko pytanie: drogą rewolucji czy ewolucji. — Weźmy najczulszy dla przedsiębiorców punkt: podatki — zaproponował prowadzący debatę Grzegorz Nawacki, zastępca redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu”. No i się zaczęło.

Zobacz więcej

BY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ: Prowadzący debatę „Czas na patriotyzm gospodarczy” Grzegorz Nawacki, zastępca redaktora naczelnego „PB” (pierwszy z lewej), Mirosław Barszcz, prawnik, były minister budownictwa, były wiceminister finansów, Włodzimierz Gurba, zastępca dyrektora Departamentu Polityki Podatkowej w Ministerstwie Finansów, Maciej Wandzel, prezes Black Lion Fund, oraz Maciej Duda, prezes Duda Holding, zgodzili się, że idealnie na linii urzędnicy — biznes nie jest. Co do dróg prowadzących do ideału, zdania były podzielone. [FOT. MW]

Kartka od ministra

— Jest lepiej, niż było — mamy bieżące interpretacje skarbowe. I przynajmniej z tej strony podatnik może się zabezpieczyć. Warto jednak dążyć do maksymalnego uproszczenia systemu podatkowego — powiedział Maciej Duda, prezes Duda Holding.

Maciej Wandzel, prezes Black Lion Fund, zrazu nie pokazał swojego polemicznego pazura. Potwierdził, że lepiej jest, bo po m.in. aferze Rywina biznes z polityką był na cenzurowanym, więc w podatkach głosu nie miał.

— Z satysfakcją obserwuję, że pokonywane są pewne bariery emocjonalne, będące skutkiem dystansu polityki do biznesu. Zaznaczam: jest lepiej, ale nadal kiepsko. Przed rokiem jako członek Polskiej Rady Biznesu (PRB) na spotkaniu z m.in. premierem poruszyłem kwestie związane z rynkiem ochrony zdrowia, pewnymi przepisami. Postanowiliśmy to zaprezentować nowemu ministrowi zdrowia, podążając za radą premiera. Potem była wymiana kilku pism, gdzie musieliśmy raz jeszcze tłumaczyć, kim jesteśmy i co społecznie chcemy robić. Skończyło się odmową spotkania. Dostaliśmy żółtą kartkę — przyznał Maciej Wandzel, nomen omen szef rady nadzorczej Ekstraklasy SA.

Tu oczy debatujących skierowały się na Włodzimierza Gurbę, zastępcę dyrektora Departamentu Polityki Podatkowej w Ministerstwie Finansów. Urzędnik nie zamierzał jednak świecić oczami za ministra zdrowia. Przyznał, że nie będzie wychwalał fiskusa pod niebiosa, ale też nie ma czego się wstydzić.

— Naszym recenzentem są przedsiębiorcy. Wysiłek Ministerstwa Finansów wkładany w uproszczenie systemu podatkowego jest doceniany. To duże wyzwanie legislacyjne, wiemy, że jesteśmy na początku drogi. Idąc dalej, patrzymy na doświadczenia innych krajów, wiemy, że nasz system nie jest doskonały, modernizacja jednak się zaczęła i planowane są kolejne kroki — tłumaczył Włodzimierz Gurba.

Duchy i zmysły

Dokąd zatem zmierza fiskus? Ma być lepiej w kwestii zbierania podatków, ale także w sprawie promowania uczciwych przedsiębiorców. Mirosław Barszcz, prawnik, były minister budownictwa, były wiceminister finansów i niegdyś przełożony dyrektora Gurby, postanowił ten nieco idylliczny obraz delikatnie urealnić. Zaczął od kwestii socjologicznych.

— Przez ostatnie 25 lat jedno się nie zmieniło — większość ludzi piastujących coraz istotniejsze stanowiska w strukturach państwowych zaczynała swoje kariery w socjalizmie, a przyzwyczajenia, kulturę ze starej epoki nieraz ciężko wyplenić — stwierdził Mirosław Barszcz, by po chwili, w nieco żartobliwym tonie, dodać anegdotę z ministerialnych czasów.

Historyjka odnosiła się do budynku Ministerstwa Finansów, którego warszawski gmach stoi w części na dawnym cmentarzu.

— Mówi się, że duchy nieboszczyków mszczą się, odbierając lokatorom tego budynku zmysły — spuentował niegdysiejszy bywalec ministerialnej siedziby i dodał, że racjonalizacja w sferze m.in. podatkowej postępuje, a pozytywną rywalizację nakręca m.in. aktywność Ministerstwa Gospodarki.

Wywołany do tablicy poczuł się ponownie Włodzimierz Gurba, zaznaczając, że w ministerstwie raczej wszyscy stronią od duchów, zatem nowa ordynacja podatkowa będzie tworzona po szerokich konsultacjach z przedstawicielami biznesu i nauki. Zapowiedział też m.in. zmniejszenie uciążliwości kontroli podatkowych dzięki ich cyfryzacji, skuteczniejszą walkę z szarą strefą i sięganie do kieszeni unikających opodatkowania spółek zarejestrowanych za granicą. Tą ostatnią kwestią wyraźnie podgrzał atmosferę debaty.

Marzenia o Cyprze

Na ripostę Macieja Wandzla nie trzeba było długo czekać. W końcu to m.in. on, jako przedstawiciel PRB, walczy o zmianę przepisów właśnie w kontekście spółek zakładanych za granicą. Prezes Black Lion Fund przypomniał, że oprócz Polski tylko bodajże jeden kraj w Unii Europejskiej nie ma w prawie pojęcia spółek holdingowych.

— Wprowadźmy te dwa paragrafy, tych kilka zdań do przepisów i resort finansów zobaczy to, o czym marzy. Zobaczy majątki dotychczas spoczywające w spokoju na Cyprze czy w Holandii. Będzie większa transparentność w przepływie kapitału. 90 proc. osób zakładało spółki za granicą po to, żeby móc odroczyć opodatkowanie dochodów z inwestycji. W ten sposób mogło grać według reguł, jakie mają od dawna ich koledzy z zagranicy. Zatem apeluję o przepisy dotyczące spółek holdingowych — stwierdził Maciej Wandzel.

Wtórował mu Maciej Duda.

— Bez spółek holdingowych trudno będzie budować polski kapitał. Rozumiem apetyt fiskusa, ale musimy wyciekające za granicę pieniądze ściągać nad Wisłę. Wtedy system się domknie: pieniądze trafią do banków w Polsce i mogą posłużyć jako m.in. środki na kredyty — podkreślał prezes Duda Holding.

Żeby dyskusja nie straciła nic z ognia, postarał się także Mirosław Barszcz, zwracając się wprost do Włodzimierza Gurby w sprawie dokręcania śruby podatkowej przedsiębiorcom. Postawił sto dolarów przeciwko puszce orzeszków, że pomysł z uspołecznieniem projektu ordynacji podatkowej upadnie z braku lidera. Jego zdaniem, nie tędy droga. A którędy? — Zróbmy coś wspaniałego, wielkiego. Życie podatników ułatwi jeden mały przepis o tym, że wątpliwości w interpretacjach podatkowych rozstrzyga się na korzyść podatnika. To będzie rewolucja. Obecnie fiskus przerzuca ryzyko na podatnika, asekuracyjnie wydając negatywne decyzje, nie do obrony później w sądzie. Procesy natomiast trwają latami i niejeden biznes w tym czasie upada. Projekt zmiany prawa jest gotowy, mogę go udostępnić — podkreślił Mirosław Barszcz.

Bez „kawki”

Włodzimierz Gurba pomysłu nie odrzucił, ale też twardo bronił pozycji fiskusa jako podmiotu dbającego o narodową kiesę.

— Zwalczanie unikania opodatkowania to pogoń za kreatywnością sektora konsultingowego — przypomniał urzędnik i zamknął, choć na chwilę, kwestię podatków. Maciej Duda zatem ochoczo wypomniał administracji publicznej, że tak PR-owo wychwalane jedno okienko często skrzypi w zawiasach, a w sądach rzeczywistość skrzeczy — sprawy gospodarcze ciągną się latami, o dostępie do większej liczby cyfrowych sądowych baz nie ma nawet mowy.

— Żadnych rewolucji w sądownictwie. W sprawach gospodarczych problem jest w dużych miastach, gdzie jest za mało sędziów i asystentów sędziów. Oni wolą pracować za taką samą pensję w mniejszych ośrodkach, gdzie mają święty spokój. Spójrzmy też w sferę przetargową, gdzie jesteśmy niechlubnym europejskim liderem pod kątem odsetka źle przeprowadzonych przetargów. Przecież kryterium najniższej ceny nie jest u nas obowiązujące, ale jest powszechną praktyką. Bo to pozornie prosty, bezpieczny politycznie wskaźnik, co nie znaczy, że najlepszy w każdym wypadku — przekonywał Mirosław Barszcz. Na koniec trójgłos w apelu o urzędnicze wsparcie dla biznesu.

Maciej Duda: — Nie chodzi o kawę dla przedsiębiorcy w każdym urzędzie. Liczę na wsparcie, także za granicą, na proste przepisy, których nie trzeba interpretować.

Maciej Wandzel: — Przedsiębiorcy wolą uznać, że urzędnicy są w drużynie przeciwnej, ale zarazem sędzia jest fair i zasady nie zmieniają się w trakcie gry. No i są równe dla wszystkich.

Mirosław Barszcz: — Fiskus musi mieć świadomość, że jak owcę za bardzo się wygoli, to może zdechnąć albo uciec. Wobec przyjaznego fiskusa przedsiębiorcy przed potopem z papieru uciekać nie będą, bo taki potop oznaczać będzie deszcz papierowych biletów Narodowego Banku Polskiego do firmowych bilansów.

 JUŻ PISALIŚMY: „PB” 22 maja 2014 r.„Czas na patriotyzm gospodarczy” to cykl debat z udziałem najważniejszych postaci administracji rządowej, najwybitniejszych polskich przedsiębiorców oraz czołowych menedżerów zorganizowany przez „Puls Biznesu”. Motywem tegorocznej — trzeciej już — edycji projektu jest 25-lecie wolności gospodarczej. Inauguracja odbyła się 20 maja na Stadionie Narodowym. W trakcie cyklu debat omówione zostaną największe wyzwania na kolejne 25 lat, m.in. demografia i system edukacji, bariery ograniczające rozwój przedsiębiorczości oraz wyzwania związane z wydaniem ostatnich wielkich pieniędzy z UE. Relacje z debat można przeczytać i obejrzeć na patriotyzm.pb.pl
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Patronat honorowy

Partnerzy

Partnerzy debaty tematycznej Finansowanie 4.0

Partnerzy debaty tematycznej Przemysł 4.0

Polecane