Jest lepiej, ale...

Agnieszka Berger
opublikowano: 2005-01-24 00:00

Skreślenie Włocławka z listy ekoproducentów powiększy lukę na rynku, ale nie podniesie cen zielonej energii.

Producenci zielonej energii nie skaczą z radości, że parlamentarzyści próbują wykluczyć włocławską elektrownię wodną z ich grona. Przyznają, że powiększy się wolna przestrzeń na rynku, ale nie wpłynie to na ceny ekoprądu.

— Ta ceny są i tak ograniczone od góry wysokością przewidzianej prawem opłaty zastępczej wnoszonej przez firmy objęte obowiązkiem zakupu ekoenergii, które nie zdołały się z niego wywiązać — wyjaśnia Jarosław Mroczek, prezes Towarzystwa Wspierania Elektrowni Wiatrowych „Vis Venti”.

O wysokości opłaty teoretycznie ma przesądzać rynek. W ustawie zapisano, że wyniesie ona 1,15 proc. ubiegłorocznej ceny świadectwa pochodzenia (prawa majątkowego związanego z produkcją zielonej energii, ale sprzedawanego oddzielnie). Jednak cenę świadectw na 2005 r. posłowie postanowili wyznaczyć ustawowo na poziomie 240 zł za 1 MWh. Firma, która nie wywiąże się z obligatoryjnych zakupów, zapłaci więc w przyszłym roku 276 zł kary za każdą brakującą MWh. Dodatkowo poniesie koszt zakupu konwencjonalnej energii, którą i tak będzie musiała dostarczyć odbiorcom, czyli około 120 zł za 1 MWh.

System świadectw pochodzenia (zwanych też zielonymi certyfikatami) towarzyszących produkcji zielonej energii to tylko jedna z nowości dotyczących energetyki odnawialnej, jakie pojawiły się w przyjętej przez Sejm w czwartek nowelizacji prawa energetycznego. Ekoproducenci podchodzą do noweli z umiarkowanym optymizmem. Na etapie prac w Senacie chcą zgłosić swoje poprawki.

— Nie jesteśmy zachwyceni wyborem tego mechanizmu, ale jeśli uda się sprawić, że w Polsce on zafunkcjonuje, być może rynek stanie się wreszcie atrakcyjny dla inwestorów. Przez ostatnie dwa lata, poza wspólspalaniem w dużych elektrowniach, nie pojawiły się żadne inwestycje w tym sektorze — mówi Jarosław Mroczek.

Adam Stadnik, wiceprezes Windpolu, dewelopera elektrowni wiatrowych, jest sceptyczny wobec przyjętych przez Sejm rozwiązań.

— Jest lepiej, ale jeszcze nie tak, jak oczekiwaliby inwestorzy. Mamy warunki techniczne dla projektów o łącznej mocy 600 MW i pozwolenia na budowę 42 MW. Jeśli w najbliższych miesiącach drzwi mojego biura nie będą się zamykać, to znaczy, że nowela jest dobra — komentuje Adam Stadnik.