Do końca marca Grupa Lotos wyłoni dostawców estrów metylowych. 15 kwietnia mija bowiem termin kontraktacji dostaw tego biokomponentu, wykorzystywanego jako dodatek do konwencjonalnego oleju napędowego. Problem w tym, że przy wyłanianiu dostawców Lotos nie stosuje procedury przetargowej. Nie weryfikuje też źródeł pochodzenia estrów.

Zdaniem Krajowej Izby Biopaliw (KIB), stwarza to ryzyko, że Lotos może kupować biokomponenty, które już raz zostały wprowadzone do obrotu i zostały zaliczone grupie na poczet realizacji "narodowego celu wskaźnikowego" (NCW — określany przez rząd udział biopaliw w ogólnej liczbie paliw wprowadzonych w danym roku do obrotu).
— By zrealizować NCW, Lotos sprzedaje B100 (100-procentowy ester metylowy, który nie jest biokomponentem, lecz samoistnym paliwem). Uzyskuje w ten sposób prawo do ulgi akcyzowej. Co dalej dzieje się z tym paliwem — nie wiadomo. Jedno jest pewne. Lotos nie sprzedaje go na stacjach paliw — mówi Tomasz Pańczyszyn, dyrektor KIB.
Gdzieś jednak B100 z Lotosu trafiać musi.
— Paliwo to sprzedajemy krajowym hurtowniom paliw — mówi Marcin Zachowicz, rzecznik Grupy Lotos.
I tu trop się urywa.
— Obawiamy się, że istnieje luka w prawie, umożliwiająca wywóz B100 za granicę przez polskie firmy, np. do Niemiec, wprowadzenie tego paliwa do składu podatkowego i ponowny wwóz B100 do Polski, ale już jako biokomponentu. Kupiony przez producenta paliw i zmieszany z olejem napędowym ponownie jest wliczany firmie na poczet realizacji NCW i podlega uldze akcyzowej — mówi Tomasz Pańczyszyn.
Więcej w czwartkowym Pulsie Biznesu.