Jest nadzieja na silne odbicie rynku

Dariusz Karolak
opublikowano: 2001-12-17 00:00

Przewidując kilka tygodni temu przebieg wydarzeń na głównych indeksach GPW nawiązałem do psychologii fal. Ponieważ jest dużo argumentów przemawiających za tym, że zwyżka z X i pierwszej połowy XI okaże się falą I nowej długoterminowej hossy, o czym świadczą m.in. przełamanie linii długoterminowej bessy z wykresów zwykłych, prawostronne translacje czy dotarcie do górnych granic tygodniowych wstęg Bollingera, można założyć, że obserwowana od kilku tygodni przecena jest falą II. Fale te znoszą poprzedzające je "jedynki" w dużej części, a czasem w całości, co widać już teraz po całkiem licznej grupie akcji.

Znakomicie pasuje ten opis do wszystkiego co o giełdzie można teraz usłyszeć lub przeczytać. Płynie stąd praktyczny wniosek. Jest to dogodny czas na dokonywanie średnio i długoterminowych inwestycji. Można pomarudzić, koniecznie trzeba się targować, by kupić jak najtaniej, ale to co się kupi nie powinno zostać wypuszczone z rąk bardzo długo, bo prawdziwe pieniądze zarabia się na falach III. Ta, zgodnie z teorią, nieodwołalnie się pojawi. Oczywiście przy doborze inwestycji kierujemy się zasadami AT, tj. kupujemy jak najpłynniejsze walory na wybronionych wsparciach, z sygnałem kupna, optymalnie tam, gdzie zdążyły się potwierdzić dodatnie dywergencje. Wbrew pozorom czasu nie zostało już dużo. Gdy inni zajęci są Świętami i przygotowaniami do Sylwestra, albo narzekaniem, że giełda jest nic nie warta, my cierpliwie czekajmy na pojawiające się okazje i cenne łupy zamykajmy głeboko w portfelach.

Podejrzewam, że co najmniej połowie inwestorów sen z powiek spędza Elektrim. Pomimo szwankującej płynności w spółce tej tkwi największy na rynku potencjał wzrostowy. Czy zostanie wykorzystany, będzie zależało od dobrej woli szefów kilku instytucji finansowych, a może kilku urzędników, czego najjaskrawszy przykład mieliśmy przy rozpatrywaniu przez UOKiK sprzedaży Kabliholding KFK. Niejedna tzw. stabilna spółka chciałaby mieć takie aktywa jakie ma warszawski holding. Uratowanie go wymaga odrobinę inżynierii kapitałowej na bardzo podstawowym poziomie, ale spełnia również kryteria polskiej racji stanu. Z komunikatu opublikowanego przez Zarząd wynika, że spółka przeżyje. Po stosunkowo niewielkim dokapitalizowaniu z pewnością może kosztować znacznie więcej niż obecnie. Dziwne, że nie są tym zainteresowane krajowe banki (mogą przecież powołać konsorcjum), którym z uwagi na panujące w gospodarce nastroje coraz trudniej udzielać sensownych kredytów, ani OFE, którym już teraz brakuje płynnych spółek, w które można zainwestować środki przyszłych emerytów. Nie jest zainteresowane również PZU, którego nowe kierownictwo gwałtownie zmieniło nastawienie do Elektrimu i wydatnie przyczyniło się do obecnej kondycji giełdowej „Cesarza”. Jest to o tyle dziwne, że Elektrim mógłby być punktem zaczepienia dla inwestycji i ubezpieczeń w energetyce.