Jest szansa, że budżet się domknie

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-04-18 00:00

Jeśli niedobór w kasie państwa nie będzie już się powiększać, rząd może uniknąć rewizji deficytu.

Wbrew powszechnym obawom analityków, rząd nie jest skazany na nowelizację ustawy budżetowej. Choć dochody budżetu z podatków, zwłaszcza z VAT, idą znacznie gorzej, niż zakładał rząd, jest jeszcze szansa, że ten niedobór uda się zasypać — uważa Piotr Bujak, główny ekonomista banku Nordea. — Przy obecnych perspektywach gospodarczych, w budżecie brakuje około 15 mld zł.

To jest niedobór, z którym rząd prawdopodobnie będzie w stanie sobie poradzić — mówi Piotr Bujak. Budżet w tym roku doświadcza nie tylko spadku dochodów podatkowych, ale też kilku pozytywnych niespodzianek.

— Po pierwsze, rząd dostanie z Narodowego Banku Polskiego około 5 mld zł, których budżet obecnie nie uwzględnia. Po drugie, Ministerstwo Skarbu Państwa z dywidend może wyciągnąć o 2-3 mld zł więcej, niż planowało. Po trzecie, budżet zarobi kilka miliardów na wysokich cenach polskich obligacji, bo obniżają one koszt obsługi długu — twierdzi Piotr Bujak.

Jeśli dodać do tego ewentualne przeniesienie części zobowiązań z budżetu do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i inne drobne przesunięcia, to wydaje się, że rząd będzie w stanie uniknąć nowelizacji budżetu. Piotr Bujak zaznacza jednak, że piłka nadal jest w grze. Perspektywy gospodarcze ciągle mogą się zmienić — zarówno na lepsze, jak i na gorsze. Dlatego, jego zdaniem, prawdopodobieństwo rewizji budżetu to obecnie około 50 proc.

— Wszystko zależy od tego, jakie dane makro zobaczymy w najbliższych miesiącach. Jeśli okaże się, że popyt krajowy jest słaby, dziura w budżecie może być większa niż te 15 mld zł, na które dzisiaj się zanosi. Jeśli będzie zapowiadało się, że niedobór wyniesie 20 mld zł lub więcej, rząd w połowie roku zdecyduje się na rewizję — zaznacza Piotr Bujak.

Obecnie w ustawie budżetowej zapisano, że deficyt w 2013 r. nie może przekroczyć 35 mld zł. Prognozę oparto na założeniu, że wzrost gospodarczy w Polsce wyniesie 2,2 proc., tymczasem obecnie prognozy analityków mówią, że będzie to raczej 1,5 proc.