Jest technologia, brakuje prawa

Urszula Zalewska
opublikowano: 2005-10-28 00:00

Meldunek przez internet? Może za kilka lat nie będzie to marzenie. Samorządy inwestują w informatykę. Niestety, za rozwojem technologii nie nadąża prawo.

Firmy oferujące rozwiązania i narzędzia informatyczne ostrzą sobie zęby na zlecenia od władz samorządowych. Dla sektora publicznego przygotowywane są specjalne systemy, dzięki którym możliwa jest sprawniejsza, a co najważniejsze szybsza, praca urzędów. To systemy wspomagające zarządzanie bieżącą działalnością urzędów — planowanie i kontrolę realizacji budżetów, zarządzanie kadrami, wymiar i windykację podatków.

Krzysztof Wojtala, konsultant ds. administracji publicznej w firmie Spin, podkreśla, że samorządy są świadome potrzeby inwestowania w informatykę. Zasięg tych inwestycji zależy jednak w dużej mierze do zasobności gminy. Najbardziej zaawansowane są największe miasta. Przykład? Łódź.

— Realizacja pierwszego dużego projektu, który wspomaga zarządzanie miastem, rozpoczęła się w 1998 r. Od 2004 r. urzędy w mieście korzystają z sieci światłowodów, co pozwala na bezpieczną i szybką komunikację. W ciągu najbliższych miesięcy uruchomimy kilka pierwszych usług online dla mieszkańców — na przykład dopełnianie formalności związanych z meldunkami, czy możliwość składania wniosków o zezwolenie na handel alkoholem — mówi Jan Maciej Czajkowski, pełnomocnik prezydenta miasta ds. informatyzacji i ds. społeczeństwa informacyjnego.

Choć to, co najważniejsze dla mieszkańców — możliwość załatwiania wszystkich formalności urzędowych i stały dostęp do informacji przez internet — wciąż czeka na realizację.

Przed legislatorami

W opinii Krzysztofa Wojtali, władze samorządowe mają świadomość, że nakłady na informatykę są niezbędne. W związku z tym dokonały lub dokonują odpowiednich inwestycji. Problem leży jednak w tym, że ich działania nie są skoordynowane. A wdrażane narzędzia niezintegrowane.

— Od kilku lat w Polsce powstają informatyczne wyspy. Najważniejsze zadanie to budowa platform integracyjnych, dzięki którym możliwa będzie sprawna komunikacja między poszczególnymi jednostkami — uważa Krzysztof Wojtala.

Potwierdza to Bożena Skibicka, prezes firmy Mis.

— Brakuje krajowych standardów, które określałyby minimalne parametry stosowanych w samorządach rozwiązań informatycznych. Na razie mamy bowiem do czynienia z fragmentaryzacją. I nie chodzi o wprowadzenie monopolu na pewne narzędzia, ale normy, dzięki którym możliwa będzie integracja systemów — wyjaśnia.

Bez tego niemożliwa jest rzeczywista, szybka komunikacja między urzędami w różnych miejscach w kraju, na przykład przesyłanie dokumentów w formie elektronicznej.

— Przepisy ustawy blokują także zdalny dostęp do baz danych — ewidencji, spisów. A bez tego nie da się wykorzystać możliwości, które oferują nowoczesne technologie. Konieczne są zmiany w odpowiednich aktach prawnych — podkreśla Marcin Ozurkiewicz, dyrektor ds. integracji i rozwoju sektora samorządowego Computerlandu.

Przeszkodą jest nie technologia i nie brak pieniędzy, ale prawo. Przedstawiciele branży wskazują przede wszystkim na problemy z upowszechnieniem podpisu elektronicznego. Wymagany w polskim ustawodawstwie poziom zabezpieczeń powoduje, że korzystanie z niego jest kosztowne. Jego zakup i opłata użytkowa to koszt kilkuset złotych.

— Dla dużych firm nie będzie to duży wydatek. Udźwigną go także mniejsze przedsiębiorstwa. Ale wątpię, by osoby fizyczne decydowały się na zakup tak drogiego narzędzia — zauważa Krzysztof Wojtala.

A bez niego niemożliwe jest na przykład składanie rozliczeń podatkowych, załatwienie formalności meldunkowych. Krzysztof Wojtala przywołuje przykład Czech, gdzie ustawodawca określił niższe parametry bezpieczeństwa, dzięki czemu podpis elektroniczny jest tańszy.

Z kolei Bożena Skibicka zwraca uwagę na wadliwe przepisy regulujące zamówienia publiczne.

— Zbyt długie procedury przetargowe, możliwość ich przeciągania w nieskończoność przez protesty oferentów i stosowanie ceny jako jedynego kryterium. A przecież w tak dużych projektach liczy się doświadczenie i wiedza. A to nie zawsze idzie w parze z niską ceną — wyjaśnia Bożena Skibicka.

Kij i marchewka

Przystąpienie Polski do UE i realizacja polityki społeczeństwa informacyjnego oznacza dla gmin obowiązek wprowadzania europejskich standardów dostępu do usług publicznych, w szczególności za pośrednictwem internetu. Ma to usprawnić obsługę interesantów i poprawić wydolność administracji publicznej. To kij. Marchewką są pieniądze na inwestycje z funduszy strukturalnych, przede wszystkim w ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego (ZPORR). Przedstawiciele branży są jednak ostrożni w ocenach znaczenia tych pieniędzy.

— Choć wydaje się, że środki są ogromne, samorządom trudno jest po nie sięgnąć. Dotychczas niewiele projektów realizowanych z funduszy unijnych ma zasięg regionalny i ponadregionalny. Najczęściej są to mniejsze projekty, które nie rozwiążą problemu — uważa Marcin Ozurkiewicz.

Z drugiej strony, fundusze strukturalne to szansa na wprowadzenie tak potrzebnych standardów.

Krzysztof Wojtala uważa jednak, że samorządy, wobec nieuchronności konieczności wprowadzenia nowoczesnych narzędzi, będą coraz ważniejszym klientem dostawców produktów informatycznych.

— Warto zwrócić uwagę, że w ostatnich konkursach wartość wniosków o dofinansowanie projektów IT wielokrotnie przekroczyła dostępne środki. To najlepszy dowód, że rynek będzie rósł — mówi.

Bożena Skibicka podkreśla, że administracja publiczna to najbardziej dynamicznie rozwijająca się branża wśród klientów firm informatycznych. A niski jak dotychczas stopień informatyzacji urzędów samorządowych oznacza dla nich pomyślne lata.