Przez dużą część czerwca na rynkach finansowych panowały wakacyjne nastroje, przynajmniej w porównaniu z nerwowością dwóch poprzednich miesięcy. Miniony tydzień przypomniał nam jednak, że wakacje jeszcze się nie rozpoczęły. W najbliższych dniach emocji na pewno nie zabraknie.
Słabe dane z USA mogły być przez rynki ignorowane przez jakiś czas, zwłaszcza że część z nich to jedynie regionalne wskaźniki aktywności. Po danych o sprzedaży domów w USA inwestorom jednak puściły nerwy. Dane z maja były w pewien sposób wyjątkowe, gdyż z końcem czerwca wygasły w USA ulgi podatkowe na zakup domów (ulgi te przedłużono jesienią minionego roku). Jednak spadek popytu przekroczył oczekiwania. Sprzedaż nowych domów była najniższa od początku publikowania tych danych, czyli od wczesnych lat 60. To uświadamia inwestorom kruchość obecnego ożywienia, które w dużym stopniu zawdzięczamy przystosowawczej polityce rządów.
W tej sytuacji rola popytu prywatnego w USA wydaje się jeszcze ważniejsza, co z kolei dodatkowo podnosi wagę danych z rynku pracy, które już wcześniej były w centrum uwagi. Po niezłych danych z marca i kwietnia majowe informacje wyraźnie rozczarowały. Co prawda zatrudnienie wzrosło aż o 431 tys., ale głównie z powodu tymczasowych pracowników zatrudnionych przy spisie powszechnym. Tymczasem w sektorze prywatnym przybyło jedynie 41 tys. miejsc pracy. Od tego czasu rozczarowywały także tygodniowe dane o nowych bezrobotnych. Rynek oczekuje, że piątkowe dane z czerwca wykażą spadek zatrudnienia ogółem (tym razem negatywny wpływ spisu powszechnego), ale za to wzrośnie zatrudnienie w sektorze prywatnym o 123 tys. To oznacza, że wśród amerykańskich ekonomistów przeważa umiarkowany optymizm.
Okres wakacyjny z reguły przynosi rynkom uspokojenie, niższe obroty i mniejszą zmienność. Historycznie większość szoków miała miejsce dopiero jesienią (jak upadek Lehman Brothers z 2008 r.) i tym razem również przeważają głosy, że jeśli silna korekta, to po wakacjach. Jeśli jednak dane będą rozczarowywać tak jak ostatnio, inwestorzy nie będą czekać.
Przemysław Kwiecień