Jeżeli nie mandaty - to wypada zwrócić dotację

Jacek Zalewski
17-01-2001, 00:00

Jeżeli nie mandaty – to wypada zwrócić dotację

Spośród wszystkich przepisów Konstytucji, do najbardziej rozsądnych należy rozdział o finansach publicznych (rozmiary deficytu budżetowego, długu państwowego itp.) Ale nasza ustawa zasadnicza jest zadziwiająco niekonsekwentna i zawiera również zapisy fatalne, wręcz stymulujące roztrwanianie państwowej kasy.

Jednym z największych nieszczęść jest przesądzenie w art. 96 ust. 2 Konstytucji zasady proporcjonalności w pięcioprzymiotnikowej ordynacji wyborczej do Sejmu (jej cztery pozostałe składniki brzmią — powszechne, równe, bezpośrednie i tajne). Nie da się ukryć, że jest to wewnętrzna sprzeczność ustawy zasadniczej z jej art. 104, który z kolei ustala zasadę mandatu wolnego, nie związanego instrukcjami wyborców (czytaj — ich głosowaniem na konkretną listę).

Z tego dualizmu wynika, że polska klasa polityczna posiada pełny komfort psychiczny. Dostać się do Sejmu można wyłącznie z listy, ale już następnego dnia w poczuciu pełnej bezkarności — zarówno wobec partyjnych towarzyszy, jak i łatwowiernej masy wyborczej — można tę listę porzucić. Naiwne próby notarialnego potwierdzania lojalności kandydatów na posłów były z góry skazane na niepowodzenie. Polityczna moralność opiera się tylko i wyłącznie na „gentlemen’s agreement”. A zatem wszyscy posłowie, którzy w trakcie kadencji zrywają układ i porzucają barwy, po prostu nie mogą być dżentelmenami — chociażby nosili garnitury kupione w Londynie.

Od początku obecnej kadencji Sejmu zmiany barw klubowych miały już miejsce (patrz wykres). W najbliższych dniach spodziewane są jednak wyjątkowo znaczące. Ponieważ ustaliliśmy już, że sejmowi dysydenci nie są dżentelmenami — zatem trudno się po nich spodziewać, aby honorowo złożyli poselskie mandaty i budowę Platformy Trzech prowadzili poza gmachem parlamentu (oraz naturalnym zasięgiem kamer i mikrofonów). Ciut łagodniej można oceniać senatorów, jako że są oni wybierani według ordynacji większościowej i rekomendacja komitetu wyborczego jest tylko dopiskiem do nazwiska kandydata (choć oczywiście znaczącym).

Cała sprawa parlamentarnych roszad ma bardzo znaczący wątek finansowy. Otóż zgodnie z ordynacją, w roku 1997 komitety wyborcze — po sporządzeniu i opublikowaniu sprawozdań finansowych - otrzymały z budżetu państwa ogromną dotację. Było to aż 20 proc. od całej sumy wydatków preliminowanych w budżecie państwa na organizację wyborów. Po podzieleniu przez 560 (liczebność parlamentu) wyszło dokładnie 25 636 zł na jeden mandat. Dla samodzielnie startującego senatora to nie tak wiele, ale na przykład komitet wyborców AWS zgarnął aż 6,46 mln zł, zaś koalicja SLD pożywiła się kwotą 4,92 mln zł. Partie polityczne, takie jak UW (1,72 mln zł) czy PSL (0,77 mln zł), otrzymały należne im pieniądze na nieco innych zasadach — na początku kadencji 40 proc., a resztę w trzech corocznych (rewaloryzowanych) transzach po 20 proc.

Jeśli wychodźcy z szeregów AWS i UW korzystali dotychczas z biur poselskich i senatorskich wspólnie z partyjnymi kolegami — to wszystkie dobra materialne muszą zostawić. Nie zabiorą przecież swojego udziału w postaci części faksu czy komputera. Z kolei prowadzący biura indywidualne będą z nich nadal korzystać bez żadnych ograniczeń, jako że rozliczają się bezpośrednio z kancelariami Sejmu i Senatu, a nie z klubami. Sytuacja komplikuje się w przypadku, gdy zbiegły z klubu poseł czy senator znacząco skorzystał (na wyposażenie biura lub inne potrzeby) ze wspólnej kasy komitetu wyborczego, zasilonej ogromną budżetową dotacją. Długi regulują dżentelmeni, a przecież już ustaliliśmy, że…

Wszystkie te zabawy oraz wewnątrzpartyjne gierki i rozliczenia właściwie nic by nikogo nie obchodziły, gdyby chłopcy bawili się za swoje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Jeżeli nie mandaty - to wypada zwrócić dotację