Języczki uwagi

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 2006-02-01 00:00

Wybór przez Sejm członków krajowej rady był wyjątkowo upolityczniony. Może dlatego deklarują oni daleko idącą apolityczność. Szczerze?

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) będzie podejmowała decyzję większością dwóch trzecich głosów. To oznacza, że jej dwóch członków nominowanych przez Samoobronę i Ligę Polskich Rodzin (LPR) będzie języczkiem u wagi przy wszystkich decyzjach.

Kandydatem Samoobrony był Tomasz Borysiuk, a LPR — Lech Haydukiewicz. Otrzymali poparcie sejmowej większości w zamian za ustępstwa obu partii wobec rządzącego Prawa i Sprawiedliwości (PiS). Dlatego pojawia się pytanie, na ile politycy będą wpływali na działania obu członków krajowej rady, szczególnie przy obsadzaniu stanowisk w mediach publicznych.

Politycy Samoobrony głośno wyrażają swoje oczekiwania w sprawie obsady rad nadzorczych i zarządów, szczególnie w Telewizji Polskiej (TVP). Obaj kandydaci są jednak bardzo wstrzemięźliwi w wypowiedziach na ten temat.

— To są wypowiedzi polityków, a ja jestem teraz członkiem krajowej rady. Nie jest ważne, ile osób Samoobrona i LPR umieszczą we władzach mediów publicznych, ale jakie będą ich kwalifikacje. Przykład obecnej rady nadzorczej TVP pokazuje, że potrzebna jest rada nadzorcza i zarząd, które zajmą się swą pracą, a nie grami w stylu kto kogo przechytrzy, kto kogo przeciągnie na swą stronę i kto kogo zawiesi — mówi Tomasz Borysiuk.

— Proces wyboru musi poprzedzać merytoryczna dyskusja, tak aby był jak najlepszy z punktu widzenia profesjonalizmu mediów — wtóruje mu Lech Haydukiewicz.

Ale czy naprawdę rada będzie potrafiła odejść od upolitycznienia?

— Znam wiele osób, które dobrze sprawowałyby funkcje członków rad nadzorczych czy zarządów mediów publicznych — przyznaje Tomasz Borysiuk.