- Nadal wierzymy, że S&P500 odrobi straty spowodowane przez październikową korektę, podobnie jak zrobił to po lutowej – napisali stratedzy Mislav Matejka, Prabhav Bhadani i Nitya Saidanha.

Seria negatywnych czynników spowodowała spadek cen akcji w USA i na innych rynkach od początku października. Jednym z nich był wzrost rentowności obligacji USA, który skusił inwestorów chcących skorzystać z możliwości obniżenia ryzyka. Do tego doszły m.in. obawy osiągnięcia szczytowych wyników przez spółki, dalsza eskalacja sporu handlowego USA z Chinami, a także spadek krajowego popytu w Chinach.
Stratedzy największego amerykańskiego banku zwracają uwagę, że wciąż jednak nie ma oznak odwrócenia trendu w gospodarce USA. Dlatego radzą „nie rzucać ręcznika” w przypadku akcji amerykańskich spółek. Wymieniają trzy argumenty.
Po pierwsze, krzywa rentowności obligacji USA wciąż się wznosi, a obecny spread między rentownością obligacji 2- i 10-letnich można uznać w oparciu o dane historyczne jako zapowiedź wzrostu S&P500 o 10 proc. w okresie najbliższych 12 miesięcy.
Po drugie, premie oferowane przez obligacje wysokich rentowności spółek zawsze idą mocno w górę przed pogorszeniem koniunktury gospodarczej, a tak się obecnie nie dzieje.
Po trzecie, skorygowane o inflację stopy procentowe są wciąż niskie. Przez ostatnie sześć dekad spowolnienie nigdy nie nadeszło kiedy realna stopa wynosiła mniej niż 1,8 proc., a obecnie nie odbiega ona znacząco od zera.
Dlatego stratedzy JP Morgan rekomendują „przeważanie” w portfelu akcji amerykańskich spółek jeśli ich waga jest relatywnie niska. Jednocześnie rekomendują „neutralnie” dla inwestycji w Europie i Japonii.