Już czas zapomnieć o zielonej wyspie

opublikowano: 27-11-2014, 00:00

Dla sektora bankowego najważniejsze po kryzysie było rozwiązanie najpilniejszych problemów i opanowanie sytuacji.

Teraz nadszedł czas, by myśleć o przyszłości w dłuższej perspektywie — mówi Juan Pedro Moreno, senior managing director — global banking, Accenture

Mija 6 lat od upadku Lehman Brothers. Świat finansów wychodzi z dołka i chce się rozwijać. Wyciągnął wnioski z kryzysowej lekcji?

Juan Pedro Moreno, senior managing director — global banking, Accenture: Upadek Lehman Brothers był swoistym przełomem, który zapoczątkował lawinę problemów w sektorze usług finansowych, a szczególnie w bankowości. Niemniej błędem byłoby sądzić, że reakcja na kryzys finansowy będzie głównym czynnikiem kształtującym przyszłość bankowości. Ta branża podlega oddziaływaniu przeróżnych uwarunkowań, m.in. gospodarczych, politycznych, demograficznych i technologicznych. Teraz wchodzi w okres niespotykanych przemian i ma okazję do przebudowy, by dostosować się do przyszłych wymagań klientów. Bardzo ważne będzie upraszczanie struktur instytucji bankowych, zmiana zasad kształtowania wynagrodzeń pracowników, a także zapewnienie większej transparentności operacji bankowych i odzyskanie utraconego zaufania klientów. Banki muszą na nowo określić swoją rolę, starając się zachować status instytucji „użytecznych społecznie” i nie utracić publicznej legitymizacji. Z drugiej strony — muszą pogodzić się z tym, że zwrot z kapitału jest dziś niższy, a ryzyko — bardzo kontrolowane. Oczekiwany zwrot z kapitału w najbliższych 5-6 latach może wynieść 12-15 proc. w krajach rozwiniętych.

Polska zalicza się już do rynków rozwiniętych?

I tak, i nie. Jeśli uznamy, że decyduje o tym poziom konkurencji i kompleksowość oferty usług w sektorze bankowym, to Polska jest krajem rozwiniętym. Pod względem wysokiej kapitalizacji banków może być przykładem kraju, stosującego najlepsze praktyki rynkowe w pokryzysowej rzeczywistości i porównywać się np. z Kanadą czy Australią. Jeśli jednak przyjąć, że o przynależności do rynków rozwiniętych decyduje poziom ubankowienia, to Polski nie można zakwalifikować do tej elity. Współczynnik kredyt/PKB w Polsce wynosi 60 proc. Na rozwiniętych rynkach to 100 proc. Nie należy jednak postrzegać tego jako oznaki zacofania. Widzę tu szansę rozwoju dla polskiego sektora bankowego.

Czy polskie instytucje finansowe wykorzystają ten potencjał? Może będzie to ktoś inny?

Wasze banki są bardzo dobrze przygotowane do ekspansji, dużo lepiej niż w innych krajach. Terminowo wdrażają nowe przepisy, nadążają za zmianami, wiele inwestują w nowe technologie, starają się przewidzieć potrzeby i zachowania klientów. To ważne, bo nowe otoczenie i rozwój technologii umożliwiają wejście na rynek finansowy pozabankowym firmom. Wiele z nich upatruje tam swoich szans rozwoju, a bariery wejścia na mniej uregulowane dziedziny, jak doradztwo czy ubezpieczenia, są bardzo niskie. O swój kawałek tortu walczą z bankami firmy finansowe, sieci detaliczne, telekomy czy internetowi giganci. Konkurencja będzie coraz większa. W Polsce też.

Jak będą się zmieniały usługi bankowe?

Nowe technologie pozwalają bankom na coraz lepszą i bardziej rentowną obsługę klientów i ich segmentację. Postęp jest bardzo szybki. Najlepszy przykład to Kenia. Przed 5 laty nikt nie używał tam telefonów do płatności, a 80 procent populacji nie korzystało z usług bankowych. Dziś, dzięki bardzo podstawowym modelom telefonów i dostosowanej do ich możliwości aplikacji Empesa, za pośrednictwem tego kanału przekazuje się płatności o wartości 40 proc. PKB tego kraju. Coraz więcej Kenijczyków korzysta też z bankowej oferty, co oznacza większe zyski dla sektora.

Wróćmy do Polski. Duża część Polaków wciąż nie jest objęta usługami bankowymi.

Ubankowienie wkrótce nastąpi we wszystkich regionach. Tym bardziej, że nowe technologie pozwalają bankom znacznie zredukować koszty, co ma ogromne znaczenie w nowym otoczeniu rynkowym, gdzie trwa walka o wzrost rentowności.

Przyzwyczailiśmy się do tego, że o wzrost rentowności i redukcję kosztów walczy się za pomocą zwolnień pracowników.

Wielu bankierów uważa, że nowe technologie to sposób na zmniejszenie zatrudnienia. To błąd. Tak naprawdę dzięki postępowi możliwe jest znacznie lepsze zarządzanie personelem. Dziś dobry doradca z Warszawy, który nie chce zmieniać miejsca pracy, może pomóc klientom w Łodzi. Wystarczy dobre łącze internetowe. Coraz większą rolę odgrywają „wearable technologies”, czyli inteligentne akcesoria i gadżety. To kolejna szansa rozwoju dla sektora finansowego. Wystarczy umieć je wykorzystać. Można to już zauważyć w sektorze ubezpieczeniowym. Nowe technologie, zaszyte w inteligentnych akcesoriach i gadżetach, pozwalają klientom udokumentować zdrowy tryb życia i obniżyć składkę na polisy życiowe. Jeśli kierowca zgadza się na zamontowanie w samochodzie urządzeń kontrolujących bezpieczeństwo jego jazdy, zapłaci mniej za ubezpieczenie auta.

Jak pan ocenia innowacyjność polskiego sektora finansowego?W rankingach innowacyjności jesteśmy na bardzo dalekim miejscu.

Jeśli przez innowacyjność rozumiemy otwartość na wprowadzanie nowych technologii do tradycyjnych sektorów gospodarki, to rzeczywiście nie powiedziałbym, że Polska należy do czołówki. Za to w sektorze finansowym jesteście liderami. Nie trzeba być pionierem w tworzeniu technologii, by stać się innowacyjnym. Wystarczy przejąć wypróbowane ułatwienia i wdrożyć je u siebie. Polskie instytucje finansowe korzystają przecież z innowacji tworzonych w innych krajach. Wprowadzają nowy model bankowości we właściwym czasie i miejscu, zgodnie z oczekiwaniami klientów. To właśnie jest innowacyjne podejście.

Regulatorzy nie upatrują już największego zagrożenia dla rozwoju sektora bankowego w rynkowym ryzyku. Skąd dziś może przybyć czarny łabędź?

W mojej książce „Nowa era w bankowości: krajobraz po bitwie”, która powstała przy wsparciu Accenture, przeanalizowaliśmy trzy źródła zagrożeń dla banków. O pierwszym wspominałem: banki muszą się zdecydować, czy stać się przedsiębiorstwami użyteczności publicznej, czy uniwersalnymi firmami, którym zależy na wysokim zwrocie z kapitału. Drugie ryzyko wiąże się z demografią. Ludność będzie się szybko starzeć — także w Polsce. To ograniczy możliwość rozwoju produktów o wysokiej marży. Banki będą też musiały znaleźć źródło finansowania oszczędności. Po trzecie — instytucje finansowe będą musiały podążać za klientami, zamiast oczekiwać, że sami do nich przyjdą.

Starzenie się społeczeństwa dotąd w Polsce uznawano głównie za zagrożenie dla systemu emerytalnego. Pan mówi o zagrożeniach dla bankowości. Czy polscy bankowcy nie uważają, że to wyolbrzymiony problem?

Preferencje w oszczędzaniu i konsumpcji zmieniają się w kolejnych etapach życia, odbijając się na zapotrzebowaniu na kredyty, inwestycje i inne usługi finansowe. Przewiduje się, że liczebność grupy wiekowej 65+ w 2050 r. sięgnie już 1,5 miliarda, czyli 16 proc. światowej populacji. Dla branży bankowej starzenie się społeczeństwa oznacza przede wszystkim akumulację zasobów finansowych i oszczędności osób w średnim wieku, które będą chciały zabezpieczyć swoją przyszłość na emeryturze. Za około 10, 15 lat ta grupa po zakończeniu działalności zarobkowej zacznie wypłacać oszczędności i zakończy swoje inwestycje. Zmaleje popyt na kredyty hipoteczne i pożyczki konsumenckie, a wzrośnie na produkty umożliwiające dywersyfikację ryzyka lub wypłacanie aktywów finansowych (np. odwrócone kredyty hipoteczne). Mniejsza skłonność klientów do ryzyka przełoży się także negatywnie na długoterminowy wzrost gospodarczy i finansowy. Po przejściu na emeryturę niektórzy klienci przynajmniej raz zmienią miejsce zamieszkania, podróżując najpierw w celach wypoczynkowych, a następnie przenosząc się bliżej swoich bliskich. Zmusi to banki do ponownego przemyślenia strategii kanałów dystrybucji i zasady bliskości geograficznej względem klienta. Malejące oszczędności w gospodarkach z liczną grupą emerytów mogą zmusić banki do korzystania z bardziej kosztownych źródeł pozyskiwania kapitału, co przełoży się na ich zyskowność, współczynnik adekwatności kapitałowej i stabilność systemu finansowego. Starzenie się społeczeństwa w powiązaniu z tendencją do samodzielnego oszczędzania na emeryturę, opiekę zdrowotną i edukację, widoczne na rynkach rozwiniętych, stwarza też bankom możliwość rozwoju poprzez świadczenie usług doradczych dotyczących zagospodarowania oszczędności, inwestycji i programów emerytalnych.

Czemu więc bankierzy o tym nie mówią?

Bo to trend na najbliższe 15 lat, a oni żyją tym, co jest tu i teraz. Starzenie się społeczeństwa nie znajdzie odzwierciedlenia w bilansach rocznych w najbliższym czasie.

To akcjonariusze wymagają wyniku tu i teraz.

To prawda, ale i tu widzę zmiany. W USA akcjonariusze banków zaczynają postrzegać ich działania i wyniki w dłuższym horyzoncie czasowym. Coraz częściej szukają czegoś więcej niż tylko dywidendy raz do roku. Pytają o CSR, ekologię, pozycjonowanie. Zaczyna się tworzyć nowy trend, długoterminowy.

W komentarzach po pana wystąpieniu przedstawiciele polskiego sektora bankowego podkreślali, że dotąd na Kongresie Bankowości Detalicznej nie zajmowali się horyzontem długoterminowym. Jest pan zaskoczony?

Nie. Kryzys wywarł tak wielki wpływ na sektor bankowy, że najważniejsze dotąd były bieżące wyzwania i sprawy, którymi należy się zająć w najbliższej przyszłości. Banki w ostatnich latach myślały o rekapitalizacji, pozbyciu się rezerw, poprawie wskaźników, odtworzeniu dochodów i przywróceniu akcji kredytowej. Dla nich to były drzewa, które zasłaniały widok na cały las. Polskie banki, niezależnie od tego, co mówią, podejmują kroki we właściwym kierunku. To dobrze. Polska nie może cały czas myśleć, że jest zieloną wyspą. Jest częścią Europy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu