Wyjątkiem są Kielce, w których stawka nie osiągnęła jeszcze poziomu ze szczytu ostatniej hossy z przełomu lat 2007/2008. W ciągu ostatnich 12 miesięcy najszybciej drożały używane mieszkania w Poznaniu (o 16,4 proc.) i Szczecinie (15,8 proc.). Na drugim biegunie znalazły się Wrocław, Rzeszów, Kielce, Lublin i Trójmiasto. We wszystkich tych lokalizacjach roczny wzrost cen nie przekroczył 10 proc. — wynika z danych NBP.

Bartosz Turek z HRE Investments podkreśla jednak, że mimo rekordu cen nie ma mowy o bańce.
— Po pierwsze wszystkie dane dotyczą cen w ujęciu nominalnym, a więc niekorygowanym o inflację. Ma to kluczowe znaczenie dla interpretacji wyników. Inflacja bowiem spowodowała, że za zakupy, które w 2007 r. mogliśmy zrobić za 100 zł, dziś trzeba zapłacić około 124 zł. Gdyby przełożyć to na ceny mieszkań w największych miastach, to okazałoby się, że musiałyby one wzrosnąć jeszcze o około 10-15 proc., aby realnie były na poziomie ze szczytu ostatniej hossy — uważa Bartosz Turek, który dodaje, że przez 12 lat mocno wzrosły dochody Polaków — w porównaniu do 2007 r. nominalnie podniosły się o 82 proc. (chodzi o dochód rozporządzalny), a realnie o 47 proc.
Ponadto Polacy taniej mogą się obecnie zadłużać, a gwałtowny wzrost kosztu kredytów jest obecnie bardzo mało prawdopodobny.
11,9 proc. W trzecim kwartale 2019 r. o tyle r/r podrożały mieszkania na rynku wtórnym.