Za kilka tygodni Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) powinna zatwierdzić prospekt emisyjny akcji z prawem poboru dewelopera JW Construction. Spółka, kontrolowana przez Józefa Wojciechowskiego, wyemituje 40,6 mln papierów po 3,15 zł. Zdobędzie 128 mln zł, które przeznaczy na finansowanie inwestycji (87 mln zł) oraz zmniejszenie poziomu zadłużenia wobec głównego właściciela (40 mln zł). Józef Wojciechowski ma w portfelu obligacje firmy za około 120 mln zł. Część z nich spółka wykupi po cenie nominalnej.

— Wierzę w olbrzymi potencjał JW Construction, szczególnie przy tak dobrej koniunkturze. W ostatnich siedmiu latach moja firma została najmocniej poturbowana przez kryzys, m.in. dlatego, że nie finansowała się wpłatami klientów, co było normą. Obecnie rynek rośnie z powodu realnego popytu i nie ma zagrożenia bańką spekulacyjną, którą kilka lat temu nakręcili Irlandczycy i Hiszpanie. Liczę, że wyszliśmy na prostą — mówi Józef Wojciechowski, szef rady nadzorczej dewelopera.
Zdrowsze wskaźniki
Rosnące obawy o płynność dewelopera dołowały jego kurs, który przez ostatnie półrocze spadł o ponad 30 proc. W tym czasie indeks deweloperów wzrósł o 6 proc.
— Po przeprowadzeniu emisji z prawem poboru wskaźniki płynnościowe będą wyglądały lepiej, co w konsekwencji powinno zaowocować odbiciem kursu. Sprzyjać temu powinno ponadto korzystne otoczenie makroekonomiczne i rosnąca sprzedaż mieszkań. Do tego dochodzi fakt, iż w poszerzonej ofercie osiedla przy ul. Kasprzaka deweloper może liczyć na solidną marżę — uważa Cezary Bernatek, analityk z Espirito Santo.
Pogarszające się wskaźniki płynnościowe utrudniały budowanie. W efekcie spółka przegapiła ostatni rok, który upłynął pod znakiem bardzo dobrej koniunktury. Niegdyś największy deweloper w Polsce sprzedał w 2013 r. 850 mieszkań — prawie o połowę mniej niż lider Robyg. JW Construction od początku roku sprzedało ponad 450 mieszkań, ale całoroczny apetyt określa na co najmniej 1,5 tys. lokali.
— Kilka tygodni temu dostaliśmy pozwolenie na budowę tysiąca mieszkań w inwestycji przy ul. Kasprzaka. Mamy zapewnione finansowanie, wkrótce trafią one do sprzedaży. Biorąc pod uwagę popyt, jaki zanotowaliśmy w pierwszym, niewielkim etapie, powinniśmy tu sprzedawać miesięcznie 70-80 mieszkań — mówi Józef Wojciechowski.
Żal do sądów
Do tej sprzedażowej lokomotywy, której budowa ruszy jeszcze w tym tygodniu, wkrótce dołączyć mają inwestycje w Gdyni i przy ul. Ździarskiej w Warszawie. Na razie jednak spółka ma w sprzedaży 1,3 tys. mieszkań, z czego 400 gotowych. To już niewiele, bo po wybuchu kryzysu klienci zwrócili 3 tys. mieszkań, których nabywcy podpisali umowy przedwstępne i zapłacili 5-10 proc. ceny.
— Problem gotowych, niesprzedanych mieszkań jest już opanowany. Jednak mimo zapisów, które przewidywały dla nas odszkodowanie za odstąpienie klienta od umowy, sądy nakazują zwrot całej wpłaconej przez klienta kwoty. Uważam, że jest to niesprawiedliwe, bo deweloperzy również ponoszą ryzyko, a w skrajnych przypadkach masowe wycofanie się klientów może doprowadzić do upadłości spółki. Problem staje się wówczas gigantyczny, także dla klientów — uważa Józef Wojciechowski.