K&C: Immoeast wart jest nic

Kamil Zatoński
opublikowano: 2008-11-13 00:00

branźa dnia Holenderski broker wydał rekomendację dla dewelopera z wyceną zero. Konkurencja też oberwała

Ludmiła Popowa, analityk holenderskiego biura Kempen Co, uznała, że papiery Immoeast, austriackiego dewelopera notowanego na giełdach w Wiedniu i Warszawie, warte są tyle co nic. W poniedziałek na GPW kurs spółki spadł o 17 proc., wczoraj przecena przekraczała 30 proc. "Wstrzymujemy się z podaniem jakiejkolwiek dodatniej wyceny dla akcji obu spółek" — stwierdziła analityczka. Obniżyła jednocześnie rekomendację z "redukuj" do "sprzedaj". Dwunastomiesięczna cena docelowa to zero. Tak samo oceniane są również walory Immofinanz, głównego akcjonariusza Immoeast. Tak zaskakująca i kontrowersyjna wycena wartości firmy nie zdarza się często. Sytuacja rynkowa też jest bardzo zła. Inwestorzy stronią od papierów deweloperów, a ich wyceny idą mocno w dół.

Immoeast, który w zaledwie kilkanaście miesięcy odbył na warszawskiej giełdzie drogę od miliardera do zera — przynajmniej w opinii jednego ze specjalistów Kempen Co — podejmuje gorączkowe wysiłki, by uratować się przed utratą płynności. Jedną z możliwości jest zwrócenie się o pomoc do rządu austriackiego. Tymczasem według Ludmiły Popowej, pięć banków, które niedawno przejęły faktyczną kontrolę nad zarządzaniem obydwoma podmiotami (Immoeast i Immofinanz), będzie próbowało odzyskać pożyczony im kapitał, co może się odbyć ze szkodą dla reszty akcjonariuszy. "Rynek kredytowy dla grupy Immo jest zamknięty. Sprzedaż aktywów spółek wydaje się nierealna, bo rynek nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej jest niemal całkowicie martwy" — twierdzi analityczka Kempen Co.

Ten czarny scenariusz wydaje się dyskusyjny, jeśli weźmiemy pod uwagę strukturę finansowania firmy. Na koniec lipca trzy czwarte pasywów spółki stanowiły kapitały własne, a w gotówce trzymano prawie 430 mln EUR. Jednocześnie godziwą wartość posiadanego portfela nieruchomości szacowano na prawie 11 mld EUR. Z kolei straty, jakie odnotowano w minionym kwartale (patrz ramka poniżej), miały głównie charakter niegotówkowy. Pochodziły z różnic kursowych, powstałych w wyniki silnego wzrostu lokalnych walut w krajach, w których Immoeast prowadzi interesy.

W ostatnich kilkunastu tygodniach tendencje na rynku walutowym odwróciły się, dlatego w kwartale obrachunkowym, kończącym się w listopadzie, można oczekiwać pozytywnego ich wpływu na wyniki spółki. Gorzej dzieje się z rynkiem nieruchomości, gdzie rzeczywiście transakcji jest jak na lekarstwo, a o wycenach z poprzednich miesięcy nie ma co marzyć. Czy jednak aktywa Immoeastu straciły na wartości tyle, że nie udałoby się z nich pokryć zobowiązań? Ludmiła Popowa odmówiła "PB" udzielenia dodatkowych komentarzy. Odpisała nam, że wewnętrzne przepisy firmy zabra- niają jej kontaktów z mediami.

Problem w tym, że nieufność inwestorów do spółki z każdym kolejnym negatywnym raportem analitycznym pogłębia się. Na dodatek po wymianie władz, do jakiej w spółce doszło w październiku (długoletniego prezesa Karla Petrikovicsa zastąpił Thomas Kleibl), wyszła na jaw pożyczka udzielona podmiotowi kontrolowanemu przez jedną z fundacji. Chodzi o niebagatelną sumę 520 mln EUR. Nie wiadomo, gdzie faktycznie trafiły pieniądze. Mogą być problemy z ich odzyskaniem, bo dłużnik nie wywiązał się z pierwszej płat- ności, która miała być dokonana przed dwoma tygodniami.

Oby trupów w szafie nie było więcej, bo ucierpi na tym wizerunek całej branży. Wczoraj po 8-13 proc. wartości straciły JW Construction, LC Corp, Echo, Polnord, Gant, GTC, Reinhold i Atlas. Relatywnie najlepiej radził sobie Ronson, który przed sesją opublikował dobre wyniki finansowe.

Czego lepiej nie mie(dź)ć

Wycena austriackiego Immoeastu, jaką podał holenderski Kempen Co., wstrząsnęła inwestorami. Po raz pierwszy nad Wisłą cena docelowa równa jest zeru. Panika była murowana, choć już wcześniej spółka była wyceniana przez rynek na zaledwie kilka procent wartości księgowej (czyli już po odliczeniu zobowiązań).

W raportach analityków okrągłe zero już się jednak pojawiło. Warto wspomnieć chociażby rekomendację "sprzedaj" CDM Pekao z 10 maja 2002 r. pod wymownym tytułem: "Lepiej nie mie(dź)ć". Akcja KGHM została w niej wyceniona na 6 zł (54 proc. poniżej ówczesnego kursu), a Telefonia Dialog, spółka zależna miedziowego giganta, na 0 zł. Rynkowego wstrząsu nie było. Kurs spadł w dwie sesje o niecałe 7 proc. (do 12,3 zł), ale w miesiąc odbił się o ponad 20 proc.

Dużo więcej zamieszania na GPW wywołał raport Wood Company z lutego, który zalecał pozbywanie się walorów Biotonu. Bariera 1 zł pękła z hukiem. Panika była wielka. W dwie sesje kurs zniżył się o blisko 30 proc. Czeski Wood w kolejnych miesiącach prześcigał się z austriackim Erste Securities oraz szwajcarskim UBS w obniżaniu wycen docelowych Biotonu. Od marca kurs spadł o prawie 70 proc., ale wrażliwość inwestorów na raporty analityczne zdecydowanie zmalała. Kurs wciąż znajduje się powyżej ostatniej wyceny Wooda z sierpnia (30 gr).

Za granicą w ostatnich miesiącach "ofiarami" rekomendacji padły kursy węgierskiego banku OTP, japońskiej Toyoty, niemieckiego Metro, indyjskiego Satyam Computer Services, amerykańskiego GM czy brytyjskiego Wolseley. Po publikacji raportów notowania spadły przeważnie tylko na jednej sesji o kilkanaście procent, najmocniej od wielu lat.

Immoeast z giganta stał się średniakiem

Branża oberwała rykoszetem

Kamil Zatoński