Firma Kühne & Nagel przekwalifikuje swoich agentów celnych. Inaczej musieliby odejść z pracy.
Koniec kwietnia 2004 r. to data, która urosła już do wymiaru symbolu końca pewnej ery w polskim prawie celnym. Dla agentów celnych może oznaczać masowe zwolnienia. Czy to jedyne wyjście?
Wejście Polski do UE wiąże się ze znacznymi uproszczeniami w procedurach celnych bądź też z całkowitym wyeliminowaniem skomplikowanych oraz czasochłonnych i kosztownych odpraw celnych w handlu z krajami Unii Europejskiej.
Niestety, są również negatywne aspekty. Należy się liczyć z tym, że duża część agencji celnych straci gospodarcze uzasadnienie swojej egzystencji, a co za tym idzie, stracą również swoje miejsca pracy zatrudnieni tam agenci. Sytuacja jest szczególnie złożona dlatego, że niewiele jeszcze wiadomo o stopniu dostosowania polskiego prawa celnego i podatkowego (VAT i akcyza) do wymogów UE.
Zarząd Kühne & Nagel już teraz zadał sobie pytanie, jak sprostać zadaniu, jakim jest odpowiedzialność wobec swoich pracowników zatrudnionych w agencji celnej?
— Pracownicy ci posiadają rozległą i cenną wiedzę w zakresie przepisów, są przyzwyczajeni do precyzyjnej i systematycznej pracy. Kühne & Nagel zdecydował się wykorzystać ten potencjał i zamierza w przyszłości zmienić zakres zadań tych pracowników, przystosowując ich do obsługi logistycznej. Część obecnie zatrudnionych agentów celnych będzie z pewnością realizowała obsługę celną wymiany towarowej z Dalekim Wschodem, USA i innymi pozaeuropejskimi rejonami świata — opowiada Stanisław Lukowicz, dyrektor naczelny z Kühne & Nagel w Polsce.
Ze wszystkimi agentami celnymi pracującymi w K&N, kierownictwo przedyskutuje możliwości przejścia do pracy na innych stanowiskach w ramach struktur przedsiębiorstwa.