Polska kadra zarządzająca jest wystawiona na próbę. Do tej pory miała okazję zarządzać jedynie w warunkach dynamicznego wzrostu gospodarczego. Na stanowiska menedżerskie potrzeba było ludzi energicznych, nastawionych na sukces, optymistów. Nie wiadomo jednak, czy te same osoby równie dobrze poradzą sobie w warunkach spowolnienia gospodarczego.
— Na początku lat 90. potrzebni byli ludzie, którzy potrafią zrobić coś z niczego. Nie mieli doświadczenia, know-how, wiedzy o rynku itd. Jedyne co było, to wzrost gospodarczy. Teraz jest odwrotnie. Wiadomo co, w jaki sposób i dla kogo. Brakuje tylko popytu — tłumaczy Piotr Wielgomas, prezes firmy doradczej Bigram.
Dotychczas firmy rozrastały się. Przyjmowały nowych pracowników, szkoliły ich, motywowały wysokimi zarobkami.
— Rekrutacja nowych ludzi to sama przyjemność. Teraz, aby firma przetrwała, będzie trzeba zwalniać. O tym, jak firma będzie dalej funkcjonować, decyduje m.in. postawa menedżerów. Często są zmuszeni do zwolnienia ponad połowy dotychczasowego zespołu. Od sposobu, w jaki to zrobią, zależy postawa tych, którzy pozostaną w firmie — wyjaśnia Agnieszka Flis z Banku Kadr Test.
Przyznaje, że menedżerowie mają twardy orzech do zgryzienia. Dotychczasowe narzędzia motywacji typu: premia czy podwyżka, często zostały ograniczone lub wręcz zlikwidowane. W niektórych firmach zamrożono lub nawet obniżono poziom dotychczasowych płac. Zespół pracowników, który pozostał w firmie, często boi się o własne stanowiska. Taka atmosfera nie działa stymulująco. Jeżeli jednak pracownicy nie podejmą pewnych wyrzeczeń i nie zmobilizują się do pracy, firma może upaść.
— Na morale pracowników duży wpływ ma postawa bezpośrednich przełożonych. Jeżeli widzą, że nawet ich kierownicy rozglądają się za inną posadą, to nie pozostaje im nic, co wiązałoby ich z firmą. Zadaniem menedżera jest uświadomienie pracownikom wspólnego interesu — potwierdza Agnieszka Flis.
Dużym problemem może być również podejście właścicieli czy akcjonariuszy firmy. Przywykli do wysokich zysków i ciągłego zdobywania nowych udziałów w rynku, mogą nie doceniać wysiłków kadry zarządzającej. W czasach gorszej koniunktury powinni docenić nawet kilkuprocentowy wzrost i przestawić się raczej na obronę dotychczasowych udziałów niż na zdobywanie nowych.
Problemem polskiej kadry zarządzającej jest brak doświadczenia w zarządzaniu firmą w czasach kryzysu.
— Polska gospodarka rynkowa nie przeżywała dotąd spowolnienia. Być może będzie potrzeba know-how z Zachodu, gdzie firmy przyzwyczaiły się do wahań koniunktury. Opracowały specjalne procedury wychodzenia obronną ręką z trudnych dla firmy sytuacji — przyznaje Richard Kałużyński, country manager w tmp. worldwide.
Według niego, należy się spodziewać zapotrzebowania na menedżerów, głównie z Zachodu, mających doświadczenie w wyprowadzaniu firm z opałów. Odmiennego zdania jest Litosława Bytner, dyrektor generalny Turnaround. Według niej, w Polsce jest wielu menedżerów, potrafiących zarządzać tzw. zmianą.
— W ciągu ostatnich 10 lat wiele polskich przedsiębiorstw przeszło restrukturyzację. Dzięki temu wyszkoliła się już grupa menedżerów, którzy umieją zarządzać przedsiębiorstwem w ciężkiej sytuacji. Polscy menedżerowie nie będą mieli problemów w znalezieniu się w nowych warunkach — sugeruje Litosława Bytner.
Podobnego zdania jest Agnieszka Flis. Według niej, dalej będzie potrzeba ludzi z charyzmą, wizjonerów, umiejących pociągnąć za sobą pracowników. Cecha, która na pewno zostanie doceniona przez pracodawców, to duża świadomość realiów finansowych.
— Zwłaszcza teraz będzie popyt na osoby kreatywne, mające pomysły na wyjście z kłopotów. Obecnie jednak bardziej trzeba liczyć się z kosztami. Dziesięć lat temu można było sobie pozwolić na pewną niedokładność w prognozach, bo nie było podstaw do ich tworzenia, a rynek był w fazie ogólnego wzrostu. Teraz jest bardzo duża konkurencja i mały popyt. To zmienia podejście — tłumaczy Agnieszka Flis.
Jej zdaniem, nie bez znaczenia są również zdolności interpersonalne kandydatów na szefów, które okazują się niezastąpione w trudnych sytuacjach.
Według fachowców, menedżerowie oprócz większej dyscypliny finansowej swoich poczynań będą również musieli zweryfikować swoje żądania. Prawo popytu i podaży działa również na tym rynku.
— 10 lat temu nie było tak dobrze wykształconych kadr i nie w takiej ilości jak obecnie. Ze względu na konkurencję menedżerowie muszą obniżać pułap swoich oczekiwań finansowych. Osoby z bardzo wysokimi kwalifikacjami i dużym doświadczeniem można zatrudnić za o wiele mniejsze pieniądze niż jeszcze rok temu — dodaje Litosława Bytner.