Kamikadze bez pilota

opublikowano: 18-09-2019, 22:00

Zabawka, narzędzie pracy, ratownik, ale też ogromne zagrożenie. Rozwój rynku bezzałogowych statków powietrznych zmienia podejście do bezpieczeństwa w lotnictwie i przemyśle

W miniony poniedziałek na globalnych rynkach ropy zadrżało. Po ataku na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej nastąpił rekordowy wzrost cen tego surowca. Atak wyeliminował z rynku około 5 proc. globalnych dostaw ropy. Straty? Gigantyczne. To jeden z bardziej spektakularnych incydentów z udziałem dronów, a liczba takich zdarzeń rośnie.

Przez ostatni rok na niebie przybyło 10 mln dronów. W przestworzach zrobiło się nie tylko tłoczno, ale także niebezpiecznie. W sierpniu 2018 r. doszło do ataku z użyciem drona na prezydenta Wenezueli. Pod koniec grudnia 10 tys. lotów przewożących 140 tys. pasażerów zostało uziemionych na 36 godzin na lotnisku Gatwick w Wielkiej Brytanii. Szacuje się, że incydent w porcie lotniczym kosztował branżę aż 90 mln USD.

W USA przed Super Bowl, jedną z największych światowych imprez, ogłoszono dronowy alert — na stadionie pojawiło się kilkanaście maszyn mimo zakazu ich obecności w przestrzeni powietrznej. W maju 2019 r. Chalid al-Falih, saudyjski minister energetyki, informował, że przepompownie ropy naftowej zostały zaatakowane przez drony załadowane materiałami wybuchowymi — do ataków przyznali się jemeńscy rebelianci Huti. Pod koniec sierpnia samolot pasażerski ledwo uniknął zderzenia z dronem. Takich przypadków jest coraz więcej. Urząd Lotnictwa z Wielkiej Brytanii poinformował, że w 2018 r. było 125 takich incydentów, rok wcześniej 93, a w 2014 r. zaledwie sześć.

— Zastosowanie dronów jest bardzo powszechne. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że dron, który w nieuprawniony sposób wtargnie na teren zakładu produkcyjnego, lotniska czy stadionu sportowego, może stać się przyczyną poważnych zniszczeń, łatwym narzędziem do wywołania paniki czy służyć szpiegostwu przemysłowemu. Potrzebna jest technologia, która nie tylko wykryje niepożądane urządzenie, ale będzie potrafiła przejąć nad nim kontrolę, a następnie bezpiecznie nim wylądować — mówi Tomasz Huś, prezes PZU Lab.

Rządy najbogatszych państw są zgodne w tym, że drony przestały być już jedynie zabawką i ciekawostką technologiczną. To rewolucja w logistyce oraz związane z tym wyzwania. Należy do nich m.in. integracja obiektów latających nie tylko z innymi dronami, ale także np. z ruchem lotniczym. Rozwój koncepcji mapowania nieba otwiera szansę dla firm technologicznych. W tym gronie są także polskie spółki, m.in. Advanced Protection System (APS) i jej produkt Ctrl+Sky — system urządzeń wykrywających drony i zarządzających ich ruchem. Rozwiązanie trójmiejskiej spółki APS chroni już przed dronami i ptakami m.in. lotnisko w norweskim Stavanger.

— Pracujemy 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, aby zapobiec kolizji ptaków z samolotem lub śmigłowcem. Jest rzeczą oczywistą, że dron o tej samej wielkości co ptak grozi fatalnymi konsekwencjami dla samolotu lub helikoptera — podkreśla Anker Lorentzen, dyrektor norweskiego lotniska.

Zainteresowanie technologią APS wzmogły ostatnie wydarzenia z udziałem dronów — polska spółka prowadzi zaawansowane rozmowy z operatorami lotnisk w wielu krajach. Jej system, jako jedyny na świecie, przeprowadza detekcję dronów za pomocą jednocześnie sensora radarowego 3D, akustycznego, wizyjnego i radiowego oraz integruje warstwę zautomatyzowanej neutralizacji.

— Rynek rozwiązań antydronowych gwałtownie przyspiesza, i to nie tylko w branży lotniczej. Świadomość potrzeby ochrony m.in. infrastruktury krytycznej jest coraz większa. Systemy do detekcji i neutralizacji dronów to konieczność dla utrzymania bezpieczeństwa. Gatwick i Heathrow to tylko ułamek z długiej listy nieprzygotowanych na takie zagrożenie potężnych portów lotniczych — mówi dr Maciej Klemm, prezes APS.

Dopiero stworzenie zrozumiałej i bezpiecznej mapy przestrzeni powietrznej będzie podstawą ochrony przed dronowym zagrożeniem. Drony stały się integralną częścią codziennego życia. Ich popularność powoduje, że miasta i państwa muszą być gotowe m.in. na nadlatującego kuriera. DHL stawia właśnie kolejny krok na drodze do szybszego dostarczania paczek za pomocą dronów. Firma wykorzystuje bezzałogowce m.in. do transportu leków. W Chinach rusza program pilotażowy dotyczący dostarczania dronami paczek.

DHL zapewnia, że dron kurier skraca czas dostawy z 40 do 8 minut, a koszty doręczenia zmniejszają się nawet o 80 proc. Pod warunkiem, że trafi pod spójną infrastrukturę do zarządzania logistyką dronów. Nie ma wątpliwości, że w rynku dronowym drzemie ogromny potencjał. Według prognoz banku Goldman Sachs potencjał finansowy rynku dronów w latach 2016–20 wynosi nawet 100 mld USD.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu