Kampania Gowina oburzyła spożywców

Moda na polskie produkty i walka o zyski w kraju czy szkodzenie gospodarce. Danone zarzuca politykowi brak logiki, Agros-Nova — brak wiedzy, a prawnicy analizują

W kampanii wyborczej głównym tematem miały być Smoleńsk i Ukraina. Na razie poruszenie nastąpiło w... branży spożywczej. Wywołał je Jarosław Gowin, twórca Polski Razem, w rozpoczętej właśnie akcji „Żyj po polsku”, w której były minister m.in. wybiera się na zakupy. W pierwszym odcinku szuka produktów na „polskie śniadanie”, a żywność z półek dzieli na polską i niepolską. Polska — tłumaczy — pochodzi od firm z polskim kapitałem, niepolska — od przedsiębiorstw, za którymi stoją zagraniczne pieniądze. Wytknięci w spocie spożywcy mówią, że to podcinanie gałęzi, na której siedzi cała polska gospodarka, i zastanawiają się nad podjęciem kroków prawnych.

MODA I ZYSK: Tworzenie nowych miejsc pracy, także przez zagraniczne koncerny spożywcze, jest ważne, ale istotne jest również to, gdzie zostaje zysk. Chcemy wywołać zdrową modę na polskie produkty — mówi Jarosław Gowin. W kolejnej odsłonie kampanii wybierze się na „polskie” zakupy do księgarni. [FOT. WM]
Zobacz więcej

MODA I ZYSK: Tworzenie nowych miejsc pracy, także przez zagraniczne koncerny spożywcze, jest ważne, ale istotne jest również to, gdzie zostaje zysk. Chcemy wywołać zdrową modę na polskie produkty — mówi Jarosław Gowin. W kolejnej odsłonie kampanii wybierze się na „polskie” zakupy do księgarni. [FOT. WM]

Pułapki i problemy

Z nabiałem „zasadniczo nie ma problemu” — słyszymy w spocie, a polityk wybiera ser Piątnicy i jogurt Bakomy. Przestrzega przed dwiema firmami — Danone i Zott, zachwala polskie okręgowe spółdzielnie mleczarskie, a w szczególności OSM Łowicz. Ale uwaga na „pułapkę”, bo niemleczarska marka Łowicz to „część grupy Agros-Nova, a jej niemal wyłącznym udziałowcem jest jedna z międzynarodowych firm inwestycyjnych”.

Z pieczywem — jak można usłyszeć — nie ma problemu, dużo gorzej jest z płatkami śniadaniowymi. „Najłatwiej dostępne są produkty znanego szwajcarskiego koncernu” — opowiada Gowin, a kamera pokazuje płatki Nestle. „Na szczęście są też płatki firmy Lubella, należące do Grupy Maspex” — dodaje były minister. I życzy wszystkim polskich zakupów.

— Od populistycznej demagogii polityków z zasady się odcinamy. Szkoda tylko, że autorzy spotu nie wiedzą, że 100 proc. surowców do produktu Łowicz pochodzi z Polski, z opakowaniami i etykietą włącznie, a ta „niedobra” firma daje utrzymanie ponad 20 00 rodzin, a jeśli doliczymy dostawców — ponad 20 000 polskich rodzin — komentuje Marek Sypek, prezes Agros-Novy.

— Retoryka pana Gowina jest nieodpowiedzialna, fałszywa i krótkowzroczna, ponieważ podział na firmy polskie i międzynarodowe nie ma sensu. W oczach konsumentów są takie, które oferują dobre towary w dobrej cenie, i takie, które tego nie robią. Czy produkt zrobiony w 100 proc. z polskiego mleka, przez Polaków i w polskich fabrykach jest zagraniczny? Czy polskim jest jogurt wyprodukowany w lokalnej mleczarni na maszynach kupionych za pieniądze z UE? — pyta Przemek Pohrybieniuk, rzecznik Danone w Polsce.

Nestle podkreśla, że nawet receptury produktów powstają w Polsce. — Zagraniczne logo na opakowaniach towarów dostępnych w naszych sklepach zdecydowanie nie służy temu, by sugerować, że nie są to produkty polskie, a tym samym nie tak dobre jak „rodzime” — mówi Edyta Iroko z Nestle Polska. Koncern chwali się, że tylko w ostatniej dekadzie zapłacił 436 mln zł z tytułu podatku CIT. Zott Polska nie chciał udzielić komentarza.

— Promowanie patriotyzmu gospodarczego jest powszechne w wielu krajach, m.in. we Francji czy Niemczech. Dlaczego więc nie mamy tego robić u nas? — pyta Jarosław Gowin. Pokazana w spocie Piątnica odcina się od jakichkolwiek politycznych akcji.

— Nie komentujemy wypowiedzi polityków — mówi Tomasz Głasek, dyrektor handlowy Piątnicy. Bardziej rozmowna jest Grupa Maspex Wadowice.

— Dobrą postawą jest wybór produktu wytworzonego w danym kraju przy założeniu, że spełnia on inne ważne dla konsumenta przesłanki, czyli że konsument wybiera ten produkt z przekonaniem, że jest on lepszy od innych pod kątem jakości, ceny itd., i nie musi iść na żadne kompromisy. Mamy świetne polskie produkty i należy je promować, natomiast każda krajowa aktywność gospodarcza, abstrahując od klucza własności, wzbogaca naszą gospodarkę i jest dla niej dobra i ważna — komentuje Dorota Liszka, rzecznik Maspex Wadowice.

— Nie chodzi przecież o całkowite zablokowanie zagranicznych produktów, ale o zachowanie właściwych proporcji na półce. Żaden rząd jeszcze nie zauważył, że Polacy przestali być właścicielami przedsiębiorstw, a stali się wyrobnikami. Taka akcja może to w końcu pokaże — mówi Zbigniew Komorowski, założyciel Bakomy.

Déją vu

Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ), przekonuje, że takie akcje jak Polski Razem szkodzą szczególnie nam, a nie innym państwom, bo to my rośniemy dzięki eksportowi i inwestycjom, również zagranicznym.

— Cała gospodarka żywnościowa ruszyła, gdy dzięki wejściu do UE otworzyły się granice. Obecnie 30 proc. polskiej żywności wyjeżdża z Polski. Trudno sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby nasi zagraniczni odbiorcy przyjęli filozofię pana Gowina i jego klucz doboru produktów. Takie zachowania mogą być natychmiast podchwycone przez różne kraje, które z przyjemnością zablokowałyby nasz rosnący eksport i zajęły nasze miejsce — komentuje Andrzej Gantner.

Przemek Pohrybieniuk, przypomina, że przez ostatnie miesiące polscy politycy i organizacje branżowe próbowały przecież walczyć z podobnym myśleniem, ale wobec polskiej żywności w Czechach (patrz ramka).

— Jeśliby konsekwentnie stosować logikę pana posła, to te same polskie firmy, będąc inwestorami w firmach np. czeskich czy rumuńskich,byłyby poddane takiej samej akcji któregoś z lokalnych polityków. Wtedy ich rozwój na tych rynkach stałby pod znakiem zapytania — dodaje rzecznik Danone.

Marek Sypek mówi o jeszcze jednym aspekcie akcji „Żyj po polsku”. — Możliwe, że jest to również forma pozyskiwania funduszy wyborczych od firm wychwalanych w spotach. Taki polityczny product placement — zastanawia się szef Agros-Novy.

— Kompletna bzdura. Przedstawiciele żadnej z pokazanych firm nie finansują naszych działań — zapewnia Jarosław Gowin. PFPŻ zleciła analizę prawną treści zawartych w kampanii Polski Razem.

— Sprawdzamy, czy nie narusza dóbr wymienionych firm. Można to uznać przecież za reklamę jednych i antyreklamę innych — twierdzi Andrzej Gantner.

Różne oblicza smacznego patriotyzmu

Polskich spożywców do białej gorączki doprowadzali w zeszłym roku czescy politycy i media. Mówili i pisali o złej jakości polskich produktów, a wśród zapisów umowy koalicyjnej po jesiennych wyborach znalazła się obietnica promowania czeskich produktów oraz wzmożonej kontroli importowanych. Słowacy natomiast chcieli dokładnie oznaczać żywność wytworzoną na Słowacji i ze słowackich produktów. Faktem jest, że sami też próbujemy wyróżniać polskie jedzenie — poprzez różne systemy, godła, definicje i znaki. Jak przekonują spożywcy — w tym wypadku promują jakość, a nie samą narodowość, i nie segregują produktów na dobre — polskie oraz złe — obce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu