Kancelarie muszą się specjalizować

Agnieszka Ostojska
28-06-2002, 00:00

Kancelarie prawnicze wzięły przykład ze swoich klientów i rozpoczęły działalność na rynkach innych krajów. Sieciówki prawnicze na lokalnych rynkach zwiększają konkurencję, podwyższają jakość usług, obniżają ceny. Tak również jest w Polsce. Ale zdaniem Johna Pheasanta, im bliżej jesteśmy akcesu do Unii Europejskiej, tym bardziej konkurencja na rynku usług prawniczych będzie w Polsce rosła.

„PB”: Na czym dziś zarabia się najwięcej w branży prawniczej?

John Pheasant: Na międzynarodowych transakcjach finansowych i kapitałowych. Angażują całe sztaby ludzi w różnych jurysdykcjach. Tego typu zlecenia opierają się na specjalistycznych, a więc i kosztownych ekspertyzach. Przeprowadzenie takiej transakcji wymaga również pewnego stopnia umiejętności zarządczych.

- Żyła złota?

— Tak można powiedzieć. Wartość tego typu transakcji jest zazwyczaj bardzo wysoka. A nasze wynagrodzenie zwykle zależy od kwoty transakcji.

- Jak bardzo wysoka?

— Wszystko zależy od negocjacji.

- Ale chyba niełatwo dostać taki kontrakt?

— To prawda. Wśród prestiżowych firm prawniczych panuje olbrzymia konkurencja. Najwyraźniej widać ją właśnie w sytuacjach, gdy powszechnie wiadomo, że planowana jest duża transakcja finansowa na skalę międzynarodową. Zleceniodawcami są zwykle banki inwestycyjne. Od nich zależy wybór firmy prawniczej. Najwięcej tych podmiotów jest w Nowym Jorku. Zresztą dlatego każda większa, szanująca się kancelaria powinna mieć tam swój oddział.

- To pewnie nowojorscy prawnicy zarabiają najlepiej?

— Nie da się ukryć. To dla prawników najbardziej konkurencyjny i dochodowy rynek. Więcej tam renomowanych kancelarii lokalnych niż w całej Europie.

- A w Europie? W jakim kraju prawnicy zarabiają najwięcej?

— Niezłe dochody generują niektóre kancelarie londyńskie. Ale również prawnicy we Włoszech, w Niemczech czy Francji firmy nie pozostają w tyle. Wszystko zależy od struktury firmy. We Włoszech przykładowo kancelarie pozostają w rękach stosunkowo niewielu równouprawnionych wspólników i dlatego mogą one wydawać się bardziej dochodowe niż to jest w rzeczywistości.

- Jak kancelarie dostosowały się do procesu globalizacji?

— Wzięły przykład z klientów i zaczęły działać tam gdzie oni. Jeszcze 10 lat temu bank, który był zaangażowany w międzynarodową transakcję, musiał współpracować z wieloma różnymi firmami prawniczymi. Dzisiaj dzięki sieciowym powiązaniom międzynarodowych kancelarii może być obsługiwany przez tę samą kancelarię na całym świecie. Sam rynek wymusił, aby kancelarie stały się bardziej międzynarodowe. Takie myślenie jest też podstawą strategii Lovellsa.

- Co z lokalnymi firmami?

— Mają dwie możliwości. Albo staną się częścią międzynarodowej firmy prawniczej, albo pozostaną podmiotem działającym lokalnie, skazanym na małych klientów.

- Jest jeszcze jedna możliwość.

— Jaka?

- Mogą upaść...

— A tak, niektóre mogą.

- Co wobec tego radziłby Pan polskim kancelariom, które zdecydowały się na samodzielność?

— Powinny intensywniej zajmować się prawem europejskim, bo na usługi z tego zakresu będzie coraz większe zapotrzebowanie. Na rynku lokalnym liczyć się będzie specjalizacja. Lepiej więc, aby znalazły swoją niszę. Tylko w taki sposób mogą rywalizować z międzynarodowymi kancelariami, nie tylko w walce o klientów, ale również w walce o młodych, zdolnych, rodzimych prawników, którzy coraz częściej kończą uczelnie na Zachodzie i odbywają tam staże. Można się spodziewać, że zdecydują się na międzynarodową karierę.

- A jest o kogo się bić?

— Oczywiście. Polscy prawnicy są bardzo dobrzy. I nie mówię tego tylko ze względu na współpracę z polskimi partnerami. Jakość usług świadczonych przez polskich prawników jest bardzo wysoka i dzięki temu wasz rynek jest bardzo konkurencyjny.

- Czy wobec tego nasze kancelarie mają szanse na rozszerzenie swojej działalności na kraje Unii Europejskiej?

— Tutaj szansą dla polskich kancelarii jest przyłączenie się do już istniejącej sieci. Trudniej, choć nie jest to niemożliwe, budować sieć od początku. W obecnej sytuacji ciężko jest jakiejkolwiek lokalnej kancelarii otworzyć liczącą się filię w innym kraju. I nie jest to problem jedynie Polski. Na rynku Unii Europejskiej konkurencja wśród kancelarii w zdobywaniu klientów i pozyskiwaniu wybitnych prawników jest ogromna.

- To dość specyficzna strategia.

— Tak. Rozwój organiczny, czyli poprzez zakładanie oddziałów i kształtowanie rynku od początku jest dobre dla firm produkcyjnych, nie dla prawniczych. My musimy być tam, gdzie pojawia się nasz klient. Dlatego kancelarie raczej łączą się ze sobą. Korzystają z osiągnięć tych, którzy są już na rynku. Poza tym samodzielny, niezależny wzrost jest procesem powolnym i kosztownym. Fuzje są tańsze i szybsze. To zdecydowanie lepszy sposób na rozwój i to nie tylko dla polskich kancelarii.

- A jak Pan ocenia jakość usług prawniczych w Polsce?

— Polski rynek usług prawniczych jest już bardzo dojrzały. Zawsze było tu wiele kancelarii, ze znanymi, dobrymi prawnikami. Dynamiczny rozwój gospodarki przyczynił się do tego, że od lat w Polsce jest zapotrzebowanie na złożone usługi prawne. Również polskie uczelnie dają wielu dobrych specjalistów. Liczne inwestycje zagraniczne ściągnęły na rynek polski wiele dużych, międzynarodowych firm prawniczych.

- Czyli klient powinien być zadowolony?

— Raczej tak. Na polskim rynku są zarówno mocne lokalne kancelarie jak i oddziały większości międzynarodowych firm prawniczych. Jest duży wybór. Można stwierdzić, że wasz rynek usług prawniczych to rynek klienta, czyli taki, jaki powinien być. Im bliżej wejścia Polski do Unii Europejskiej, tym konkurencja w tej branży będzie większa.

- Więcej firm z Unii Europejskiej?

— To jedna część kancelarii prawniczych, które będą chciały w najbliższym czasie rozpocząć działalność w Polsce. Do tego dojdą amerykańskie kancelarie, które ze względu na spodziewane przystąpienie do Unii Europejskiej wzmocnią swoją obecność na polskim rynku.

- Co to oznacza dla polskich klientów?

— Same dobre wieści. Wyższa jakość usług, większy wybór kancelarii, większa specjalizacja, niższe ceny. Na polskim rynku standard usług prawniczych jest już na znacznie wyższym poziomie niż w niektórych krajach Unii.

- Na przykład w jakich?

— Chociażby we Francji. Ostatnio zmniejszyła się tam drastycznie liczba lokalnych kancelarii. Dominują międzynarodowe sieciowe firmy prawnicze. Klient nie ma tam dużego wyboru, a tak naprawdę to różnorodność i konkurencja na rynku są gwarancją wysokiej jakości.

- Francuskie lokalne kancelarie upadły, a polskie według Pana przetrwają?

— Jestem tego pewien. Na pewno nie wszystkie, ale sporo. Po raz kolejny powtarzam, że największe szanse mają firmy, które się wyspecjalizowały lub się wyspecjalizują. Rynek usług prawnych, jak każdy inny rynek, musi się rozwijać. Firmy skazane są na podejmowanie decyzji. Wszystko zależy od zapotrzebowania i aktualnej kondycji rynku.

- I konkurencji...

— Niestety. Wspaniałe czasy, kiedy to prawnicy zaczynali pracę wcześnie rano i kończyli późno wieczorem, nie martwiąc się o pracę w dniu następnym, dawno minęły.

- Jak Pan myśli, co się stanie z popytem na usługi prawnicze po wejściu Polski do Unii?

— Wzrośnie, ale nie na wszystkich płaszczyznach. Członkostwo w Unii przyczyni się do zwiększonego zapotrzebowania na doradztwo z nowych obszarów prawa. Zwłaszcza ludzie biznesu będą potrzebowali specjalistów ze świetną znajomością przepisów prawa unijnego.

- To może jeszcze dobre czasy wrócą...

— Raczej nie. Proszę pamiętać, że na waszym rynku w ciągu najbliższych kilku lat pojawią się nowe firmy.

- A jak wypadamy w porównaniu z Węgrami czy Czechami?

— Rynek zagranicznych inwestycji w Czechach jest o wiele bardziej ustabilizowany niż w Polsce. Jest ich po prostu mniej, podobnie jak na Węgrzech. Dlatego też tamtejszy rynek usług prawniczych opiera się na tzw. codziennych, rutynowych działaniach. Mniej tam obsługi wielkich międzynarodowych transakcji niż w Polsce. Zresztą, jak nawet są, to różnią się kwotowo. Na rynku, gdzie jest 40 mln konsumentów, inwestuje się więcej niż na rynku, gdzie jest ich 10 mln.

JOHN PHEASANT

jest londyńskim partnerem kancelarii Lovells w grupie ds. prawa Unii Europejskiej i prawa nieuczciwej konkurencji. Zdobył duże doświadczenie występując jako adwokat przed Komisją Europejską

w postępowaniu

administracyjnym oraz przed sądem pierwszej instancji i Europejskim Trybunałem Sprawiedli-wości. Obszary jego praktyki obejmują w ostatnich latach: stosowanie zasad konkurencji w przemyśle stoczniowym, multimedial-nym, stalowym, leśnym i spożywczym. Przewodniczył procesowi fuzji kancelarii Lovells z firmami w Holandii, Belgii i Francji. Członek Rady Doradczej w Regulatory Policy Institute w Oksfordzie. Jest także współautorem książki „Competition Law” oraz redaktorem „Division on Prohibited Horizontal Agreements”. Ukończył The Queens College na Uniwerstytecie w Oksfordzie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Ostojska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Kancelarie muszą się specjalizować