Złoty coraz szybciej traci na wartości. Gwałtownie tanieją też akcje na giełdzie.
Część inwestorów wraca na Zachód.
Jeszcze pod koniec ubiegłego tygodnia wydawało się, że marzec na rynku walutowym będzie wyglądał tak jak luty. W minionym miesiącu notowania złotego do euro ustabilizowały się w przedziale 3,75-3,83 i nawet gorsze wieści ze sceny politycznej ani słabsze sesje na giełdzie nie powodowały dużej wyprzedaży złotego. Od piątku sytuacja diametralnie się zmieniła. Wartość złotego regularnie spada. Wczoraj za euro płacono nawet do 3,87 zł. Niektórzy analitycy przewidują, że przecena zakończy się dopiero przy poziomie 3,90 zł za euro.
Kto zyska, kto straci
Spadek notowań złotego cieszy eksporterów. Niepokój zaczynają odczuwać za to ci, którzy zaciągnęli kredyty walutowe. Kurs franka szwajcarskiego wzrósł od piątku z 2,40 do prawie 2,47 zł. Nie jest to jeszcze powód do paniki (na tym poziomie frank był zaledwie miesiąc temu), ale dla kredytobiorców przyzwyczajonych do płacenia coraz niższych rat może to stanowić gorzką pigułkę.
— Do tej pory na rynku panował duży optymizm. Inwestorzy przesadzali nawet nieco z ryzykiem. W takiej sytuacji nietrudno o pretekst, który zdecyduje o zmianie nastawienia graczy — mówi Marcin Bilbin, analityk Pekao.
Pretekst do sprzedaży
Takim pretekstem stała się kwestia stóp procentowych za oceanem i w strefie euro, gdzie wzrosły oczekiwania na dalsze podwyżki cen pieniądza. To, zdaniem analityków, może powodować, że kapitały będą się stopniowo przesuwać z rynków wschodzących w stronę bezpieczniejszych i coraz bardziej dochodowych obligacji USA czy krajów strefy euro. Wczoraj rentowności papierów rządu amerykańskiego wzrosły do poziomów nienotowanych od blisko dwóch lat.
— Ta korekta wygląda groźniej niż poprzednie. Wyprzedaż rozlewa się po wielu krajach zaliczanych do rynków wschodzących — od państw Ameryki Południowej po Europę i Azję. Tanieją nie tylko waluty, ale także obligacje i akcje. To zwiększa prawdopodobieństwo negatywnego scenariusza, który w krótkim terminie może doprowadzić do osłabienia złotego do euro do 3,90 zł — dodaje Marcin Bilbin.
Polityka mniej ważna
Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska, zwraca też uwagę na czynniki wewnętrzne, które nie pozostają bez wpływu na nastroje na rynku.
— Powróciła kwestia przyspieszonych wyborów, pojawiły się też niepokojące sugestie co do następcy prezesa NBP i samej roli banku centralnego — mówi Jacek Wiśniewski.
Specjaliści są jednak zgodni, że jeśli miałoby dojść do zmiany tendencji na polskich rynkach finansowych, to zadecydują o tym przede wszystkim nastroje na świecie.
— Za wcześnie, by odtrąbić koniec mocnego złotego i hossy. Fundamenty gospodarki wciąż są dobre. Nie wystarczyło to jednak, by zahamować ten odpływ kapitału — dodaje Jacek Wiśniewski.
Oddech na zamknięciu
Wczoraj pod koniec sesji krajowa waluta złapała nieco oddechu. Od dna odbiły się też indeksy giełdowe.
— Inwestorzy odreagowali silny ruch w dół, co można częściowo wiązać ze zmieniającą się w ciągu dnia jak w kalejdoskopie sytuacją polityczną. Nie można wykluczyć, że doprowadzi to do zejścia kursu euro do 3,81-3,82 zł, choć w perspektywie dwóch tygodni bardziej prawdopodobne jest ponowne podejście notowań wspólnej waluty do poziomu 3,87 zł — uważa Marek Rogalski, analityk DM TMS Brokers.