Kardiologom rośnie ciśnienie

  • Alina Treptow
opublikowano: 22-06-2016, 22:00

Sektor kardiologiczny ma kłopoty. Propozycje wartych 1 mld zł cięć opublikowano pod koniec kwietnia, ale mają obowiązywać już od lipca.

Kardiologia nie ma ostatnio powodów do zadowolenia. Pod koniec kwietnia opublikowano propozycje obniżek w kardiologii rzędu 30-60 proc., które spowodują, że rynek skurczy się nawet o 1 mld zł. Na domiar złego jest ryzyko, że branża straciła możliwość przedstawienia swoich argumentów i ewentualnych skutków planowanych obniżek. Narodowy Fundusz Zdrowia poinformował na swojej stronie internetowej, że obniżki będą obowiązywały od pierwszego lipca 2016 r., a nie jak spodziewały się placówki medyczne, od stycznia 2017 r. W sprawie obniżek i ich błyskawicznego procedowania zostały wysłane oficjalne pisma.

— Do premier Beaty Szydło oraz ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła — podaje prof. Dariusz Dudek, przewodniczący Rady Instytutu Kardiologii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum. Choć jest ryzyko, że argumenty branży będą głosem wołającego na puszczy, kardiolodzy walczą. Do tej pory udało się im zebrać dane z ponad 50 jednostek kardiologicznych.

— Pokazują one, że koszty świadczeń kardiologicznych są dużo wyższe od tych, które podawała w wyliczeniach Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) [agencja zaproponowała nowe wyceny świadczeń — red.] — przekonuje kardiolog prof. Jacek Legutko. Środowisko kardiologiczne chce przedstawić własne propozycje wycen. Planuje je opracować do końca bieżącego roku, by mogły wejść w życie na początku przyszłego roku.

— Nie można pozwolić na obniżki, zaproponowane przez AOTMiT. Mogą się one skończyć tragicznym skutkami — gorszymi metodami leczenia, gorszym dostępem do kardiologów oraz wyższą śmiertelnością. Obniżki to rzeczywiście pozorne oszczędności — bo ogólne koszty będą wyższe. Zwiększą się wydatki państwa na zwolnienia chorobowe czy renty — alarmuje prof. Wojciech Drygas z Instytutu Kardiologii im. Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Zdaniem profesora, koszty będą rosły razem ze starzejącym się społeczeństwem. Szacuje się, że w 2030 r. łączne koszty — bezpośrednie i pośrednie — chorób sercowo-naczyniowych wyniosą w Polsce 93 mld zł. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu