Karlino — powrót do przeszłości

  • Tadeusz Markiewicz
opublikowano: 24-01-2016, 22:00

35 lat temu ugaszono najsłynniejszy szyb naftowy w Polsce.

Na kanwie tych wydarzeń samorząd chce wybudować centrum nauki i techniki. Partner prywatny jest mile widziany.

Pożar w Karlinie zgaszono po 32 dniach. Była to największa erupcja ropy na Starym Kontynencie. Przy opanowaniu pożaru pracowały ekipy z Polski, Związku Radzieckiego i Węgier.
Wyświetl galerię [1/2]

MIESIĄC WALKI Z OGNIEM:

Pożar w Karlinie zgaszono po 32 dniach. Była to największa erupcja ropy na Starym Kontynencie. Przy opanowaniu pożaru pracowały ekipy z Polski, Związku Radzieckiego i Węgier. LESZEK ŁOŻYŃSKI-REPORTER

To była najsłynniejsza erupcja w historii Polski. Na początku grudnia 1980 r. na terenie wiertni Daszewo-1 koło Karlina, niedużej miejscowości położonej 30 km na południe od Kołobrzegu, wybuchł pożar, z którym ponad miesiąc walczyło około tysiąca osób. Już w drugiej połowie stycznia 1981 r. pierwszy pociąg z ropą odjechał z zachodniopomorskiego miasta. Marzenia o drugim Kuwejcie zostały jednak szybko rozwiane. Już w 1983 r. zaprzestano wydobycia ropy. Pozostały wspomnienia, które dziś mogą stać się fundamentem ciekawego, choć kosztownego przedsięwzięcia.

Wielki wybuch

Burmistrz Waldemar Miśko był świadkiem tamtych wydarzeń. Są one — jego zdaniem — świetnym materiałem, by wybudować w Karlinie Centrum Nauki i Techniki Energia. Bo — jak tłumaczy — gdziekolwiek pojedzie, Karlino kojarzone jest z wielkim wybuchem. I taka też ma być główna atrakcja centrum — kontrolowany wybuch, dzięki któremu widzowie poczują „drżenie ziemi, zapach ropy i gorący podmuch powietrza na twarzy”.

— W trójkącie między Szczecinem, Trójmiastem i Poznaniem nie ma tego typu atrakcji. Tymczasem ludzie ich łakną. My mamy ogromny atut w ręku — prawdziwą historię, jedyny taki wybuch w Europie. Centrum będzie łączyć dobrą interaktywną rozrywkę i wiedzę — mówi Waldemar Miśko.

Koszt takiego przedsięwzięcia jest jednak niebagatelny. Z szacunków wynika, że przekroczy 75 mln zł brutto. Dla samorządu, którego roczny budżet to 55 mln zł (a inwestycje stanowią 30 proc. tej kwoty),to zadanie bardzo trudne, o ile w ogóle wykonalne. Dlatego władze Karlina, zadłużonego na ponad 30 mln zł, rozglądają się za zewnętrznym finansowaniem.

— Przyjęliśmy założenie, że ma to być biznes, a przedsięwzięcie musi się bilansować. Warszawa może dokładać do centrum nauki Kopernik, nas na to nie stać. Zakładamy, że inwestycję zrealizuje spółka prawa handlowego — dzięki temu odliczymy VAT. Część pieniędzy (maksymalnie 5 mln EUR) może zdobyć z UE. Ale to za mało. Dlatego poszukujemy partnerów biznesowych — tłumaczy Waldemar Miśko. Burmistrz próbował zainteresować pomysłem państwowe spółki energetyczne. Na razie — bez efektu. W poprzedniej kadencji spotkał się z oporem wewnątrz gminy. Część radnych nie wierzyła, że takie przedsięwzięcie ma szanse powodzenia. W tej kadencji Waldemar Miśko może już liczyć na poparcie większości Rady Miasta.

Bałtów daje przykład

Teraz podstawowe pytanie brzmi — czy do niedużej miejscowości przyjedzie na tyle wielu turystów, by wpływy pozwoliły na pokrycie nakładów inwestycyjnych? Waldemar Miśko jest w stu procentach przekonany, że tak właśnie będzie. Jego argumentami są inwestycje w dwóch innych niedużych gminach — kaszubskim Szymbarku, gdzie znajduje się skansen starych domów i odwiedza go 700-800 tys. osób rocznie, oraz Bałtowie (woj. świętokrzyskie), gdzie ponad 300 tys. osób kupuje bilety do parku dinozaurów.

— Leżymy blisko morza. To w powiecie kołobrzeskim jest sprzedawanych najwięcej tzw. osobonoclegów w Polsce. W ubiegłym roku było ich 4 mln. W samym Kołobrzegu odpoczywa 500-600 tys. osób. O potencjalnych klientów jestem więc spokojny — zaznacza Waldemar Miśko.

W przygotowanym już wstępnym studium wykonalności centrum przyjęto ostrożne założenie, że do Karlina przyjedzie co roku 200 tys. osób. To nieco więcej niż do Europejskiego Centrum Bajki w Pacanowie (156 tys.) i mniej niż do gdyńskiego Centrum Nauki Experyment (300 tys.). Przy założeniu 200-tysięcznej frekwencji przychody operacyjne centrum mogą sięgnąć 5,8 mln zł. Koszty wówczas zamykają się kwotą 5,5 mln zł (bez amortyzacji). Tu ważna uwaga — wyliczenia przeprowadzono, zakładając, że pieniądze z UE pokryją 81 proc. kosztów.

Resztę pieniędzy samorząd miałby zdobyć dzięki nisko oprocentowanej pożyczce z programu Lemur finansowanego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Wiadomo jednak, że takich pieniędzy z Brukseli nie będzie, a prywatny partner nie będzie instytucją charytatywną i będzie oczekiwał co najmniej kilkuprocentowej stopy zwrotu.

— 300 tys. zł EBITDA przy wielomilionowych nakładach to za mało. Lepiej włożyć te pieniądze do banku i bez ryzyka czekać na odsetki. Moim zdaniem, Karlino ściągnie inwestora, jeśli pozwoli mu zbudować inne obiekty turystyczne — hotele czy aquapark — ocenia samorządowiec, który wcześniej pracował w prywatnym biznesie.

— Z punktu widzenia inwestora mało atrakcyjna jest przedstawiona kalkulacja zysków. Bez wsparcia gminy trudno będzie znaleźć zainteresowanych — dodaje Grzegorz Kaliszczak, członek zarządu i dyrektor finansowy ZOO Wrocław.

Waldemar Miśko podkreśla, że zdaje sobie sprawę, iż potencjalny inwestor będzie oczekiwał wyższej stopu zwrotu.

— Jesteśmy otwarci na różne warianty. W grę wchodzi np. połączenie pieniędzy z różnych źródeł — podkreśla samorządowiec.

Są też bardziej optymistyczne z finansowego punktu widzenia scenariusze. Gdyby liczba odwiedzających sięgnęła 300 tys., przychody centrum rosną do 8,4 mln zł (koszty 6,1 mln zł). Przy założeniu, że karlińskie centrum okazałoby się hitem i sprzedawało pół miliona biletów rocznie, szacunkowe przychody operacyjne rosną do 13,7 mln zł (koszty 7,6 mln zł). Przy czym cenę biletów ustalono na poziomie 20 zł dla dorosłych i 12 zł dla dzieci.

— Osiągnięcie pułapu 200 tysięcy gości wcale nie będzie łatwe. Trzeba pamiętać, że w całym kraju rośnie konkurencja — jak grzyby po deszczu wyrastają miejsca kuszące turystów. Przyciągamy do Bałtowa ponad 320 tys. osób rocznie. Z naszej perspektywy kluczowe okazały się trzy czynniki: regularne poszerzanie tematyki juraparku, przełamanie sezonowości i menedżer, który pociągnął projekt — podkreśla Monika Pękala, która odpowiada za marketing Stowarzyszenia Delta, pomysłodawcy obiektu w Bałtowie.

Bunkry po głowicach jądrowych

Zdaniem Waldemara Miśko, budowa centrum to nie tylko szansa dla Karlina (praca dla 40 osób plus impuls dla lokalnej gospodarki), ale również okolicznych gmin.

— Mamy mnóstwo atrakcji. W naszym powiecie znajdują się poradzieckie bunkry, w których były magazynowane głowice jądrowe. Są udostępniane, ale niewykorzystywane turystycznie. W Tychowie mamy też największy głaz narzutowy w Europie. Kto o nim wie? — retorycznie pyta burmistrz Karlina.

OKIEM EKSPERTA
Sugestie z Wrocławia

GRZEGORZ KALISZCZAK, członek zarządu i dyrektor finansowy ZOO Wrocław

Pomysł bardzo ciekawy ze względu na wypracowaną już historię. Należy jednak pamiętać, że aby inwestycja odniosła sukces, należy spełnić kilka warunków, m.in.: obiekt musi mieć odpowiednią przepustowość — szczególnie w okresie letnim; obiekt musi ciągle się zmieniać — projekt powinien być edukacyjny i bardzo atrakcyjny dla mieszkańców całego województwa (1,7 mln mieszkańców); należy prowadzać ciągły marketing i promocję inwestycji; bardzo ważną rolę ma dojazd do inwestycji szczególnie w okresach zimowych.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Markiewicz, współpraca Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu