Karoshi: gdy nadmiar pracy może zabić

rozmawiała Ewa Kurzyńska
opublikowano: 2023-07-21 14:00

Zaburzenia snu, problemy z ciśnieniem, szybkie tętno – m.in. tak organizm alarmuje, że jesteśmy przepracowani. O zdrowotnych skutkach pracoholizmu mówi prof. Krzysztof J. Filipiak, internista, kardiolog, hipertensjolog i farmakolog kliniczny.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja
Równowaga:
Równowaga:
Ideałem byłaby praca tylko w ciągu tych samych godzin, np. 8–15.30, tylko w robocze dni tygodnia, przeznaczanie soboty i niedzieli na relaks fizyczny i psychiczny. Zdaję sobie sprawę, że trudno o taki model pracy, ale proszę zwrócić uwagę, że w wielu dziedzinach gospodarki mówi się o potrzebie skracania pracy. Czy to godzinowej w ciągu dnia, czy nawet o jeden dzień w tygodniu, a więc dążenie do czterodniowego dnia pracy – mówi prof. Krzysztof J. Filipiak, internista, kardiolog, hipertensjolog i farmakolog kliniczny.
materiały prasowe

Karoshi, czyli śmierć z przepracowania, to termin ukuty w Japonii. Czy nadmiar pracy faktycznie może zabić?

Japońskie pojęcie karoshi tłumaczymy z reguły jako skrajny pracoholizm, brak zdolności zachowania work-life balance, czyli równowagi między pracą i życiem prywatnym z czasem na odpoczynek. Co interesujące, o zjawisku karoshi zaczęto dyskutować w Japonii jakieś 50 lat temu, a więc dokładnie wtedy, gdy kraj przeżywał boom gospodarczy, stał się ikoną postępu technologicznego i pracowitości. Dzisiaj szacuje się, że z przepracowania, bo tak najkrócej można określić termin karoshi, umierają rocznie tysiące młodych Japończyków, a pewnie dziesiątki więcej doznaje uszczerbku na zdrowiu: zaburzeń snu, nerwic, wzmożonej aktywacji układu współczulnego, nadciśnienia tętniczego, zwiększonego ryzyka chorób układu sercowo-naczyniowego. Dane, które mamy w literaturze światowej na temat karoshi, wskazują, że dotyka przede wszystkim pracowników umysłowych, jest więc chorobą białych kołnierzyków. Dalej, dotyczy osób, które pracują ponad 60 godzin tygodniowo, czyli de facto wyrabiających ponad półtora etatu, o co na przykład nietrudno wśród ludzi biznesu czy moich koleżanek i kolegów medyków w Polsce. Kolejna zależność zjawiska śmierci z przepracowania dotyczyła osób mających zbyt wiele nadgodzin w okresie miesięcznym, a przede wszystkim z dużą zaległością w wykorzystaniu urlopu. Z punktu widzenia psychologów karoshi częściej dotyka ludzi ze specyficznymi cechami osobowości: perfekcjonistów, nieumiejących delegować zadań podwładnym, ale też pracujących w stresie i niepewnych swoich sukcesów i zawodowej przyszłości.

Choroba białych kołnierzyków:
Choroba białych kołnierzyków:
Prof. Krzysztof J. Filipiak zwraca uwagę, że dane w literaturze światowej na temat karoshi wskazują, że dotyka przede wszystkim pracowników umysłowych. Dotyczy także osób, które pracują ponad 60 godzin tygodniowo, czyli wyrabiających ponad półtora etatu, o co na przykład nietrudno wśród ludzi biznesu czy medyków w Polsce.
Adobe Stock

Jakie symptomy mogą świadczyć o tym, że zbyt wiele czasu i uwagi poświęcamy obowiązkom zawodowym?

Przyznam, że w Polsce więcej pracoholików i osób na granicy karoshi obserwowałem jakieś dwie dekady temu. Dzisiaj młodzi ludzie wchodzący na rynek pracy, zwłaszcza ci z pokolenia Z, chyba mają większe zdolności utrzymania work-life balance. Inaczej widzą swoje priorytety, i nie jest to tylko moja obserwacja. Z drugiej jednak strony wszyscy słyszeliśmy o zjawisku śmierci z przepracowania choćby w środowisku lekarzy. Chirurg w kolejnej dobie dyżuru w 2017 r., 44-letnia anestezjolog, która zmarła podczas pełnienia dyżuru czwartą dobę, 28-letnia lekarka z Małopolski w drugiej dobie pracy… takich przypadków mógłbym wymieniać więcej. Wydaje się, że szczególnie niebezpieczne jest zaburzanie rytmu dzień-noc, branie zbyt dużej liczby nadgodzin, brak regularnego odpoczynku. Wszystko to prowadzi do aktywacji układu współczulnego, przyspieszonej akcji serca, wzmożonej reakcji hipertensyjnej, czyli wzrostu ciśnienia krwi. To wszystko, gdy trwa dłuższy czas, zwiększa ryzyko zawału serca, zaburzeń rytmu serca, udaru mózgu. Mam skądinąd zdrowych przyjaciół, którzy po ósmym dyżurze w miesiącu, po pracowitym weekendzie i wypitych dwudziestu kawach przez 72 godziny pracy dostawali pierwszego w życiu napadu migotania przedsionków, czyli groźnej arytmii. To już najwyższy znak alarmowy. Symptomy przepracowania? Są tak naprawdę proste do zauważenia: to zbyt intensywna praca, zaniedbywanie odpoczynku, złe samopoczucie, nagłe pogorszenie wyników badań, wystąpienie jakiejś nowej dolegliwości.

Da się wskazać tzw. złoty środek, czyli określić zdrowe proporcje między pracą i czasem na odpoczynek?

Ideałem byłaby praca tylko w ciągu tych samych godzin, np. 8–15.30, tylko w robocze dni tygodnia, przeznaczanie soboty i niedzieli na relaks fizyczny i psychiczny. Zdaję sobie sprawę, że trudno o taki model pracy, ale proszę zwrócić uwagę, że w wielu dziedzinach gospodarki mówi się o potrzebie skracania pracy. Czy to godzinowej w ciągu dnia, czy nawet o jeden dzień w tygodniu, a więc dążenie do czterodniowego dnia pracy. Są nawet badania, że osoby po 40. roku życia powinny pracować cztery dni w tygodniu, a te po 50. być może nawet trzy. Czyli idziemy w kierunku zrównoważenia w tygodniu dni pracy i dni odpoczynku. Nawet w naszym kraju na dorobku coraz więcej pracodawców przechodzi na tryb pracy, w którym pracownik otrzymuje home office – jeden, dwa dni w tygodniu, w które nie musi przychodzić do biura, a łączy się z nim online z domu. To też strategia optymalizacji stosunku praca-dom.

Bez wytchnienia:
Bez wytchnienia:
Zdaniem lekarza szczególnie niebezpieczne jest zaburzanie rytmu dzień-noc, branie zbyt dużej liczby nadgodzin, brak regularnego odpoczynku. To prowadzi do aktywacji układu współczulnego, przyspieszonej akcji serca, wzmożonej reakcji hipertensyjnej, czyli wzrostu ciśnienia krwi. Gdy zaś trwa dłuższy czas, zwiększa ryzyko zawału serca, zaburzeń rytmu serca, udaru mózgu.
Adobe Stock

Mówi się, że szewc bez butów chodzi, zatem korci mnie, by zapytać, czy panu udaje się zachować balans miedzy pracą i czasem na odpoczynek?

Nie mogę sobie pozwolić na mniej niż pięciodniowy dzień pracy. Natomiast po 25 latach spędzonych w szpitalu mogę sobie dzisiaj pozwolić na bardziej fizjologiczne kształtowanie dnia i tygodnia pracy. Bardzo mi się to podoba. Dyżurować, a były to ciężkie dyżury w oddziale intensywnej opieki kardiologicznej, przestałem z chwilą uzyskania profesury, ale dyżurowałem jeszcze jako docent. To też znacznie poprawia komfort życia. Nie ukrywajmy, nocna praca jest źle znoszona, im dłużej tak pracujemy. Mam też złotą zasadę: pracuję bardzo dużo, ale znajduję czas na aktywność sportową – nawet późnowieczorny basen, nigdy też nie żałuję odpoczynku w wakacje. Nie mam zaległych urlopów. Wykorzystuję je co do dnia w każdym roku. I pamiętam, że oprócz aktywnego wypoczynku ważne jest też po prostu poleniuchowanie. Pozwala zebrać myśli, odprężyć się, porozmawiać samemu ze sobą. Pamiętajmy o tym.