Polska Żegluga Morska od kilku miesięcy cieszyła się spokojem. Po zamieszaniu z tzw. złotą akcją, której sprytne wykorzystanie mogło pozbawić skarb państwa — czyli właściciela przedsiębiorstwa — kontroli nad firmą, armator wypłynął na spokojniejsze wody. Kiedy zażegnano próbę „skoku na kasę” PŻM, firma odbierała nowe statki i podpisywała kolejne kontrakty. Znowu jednak zanosi się na sztorm, bo nowy rząd chce zrealizować zamiary poprzedniej ekipy i wszystkie przedsiębiorstwa państwowe, w tym szczecińskiego armatora, przekształcić w spółki skarbu państwa.
Ekipie SLD nie udało się tego dokonać przed wyborami, bo wiosną PiS wycofał ustawę o komercjalizacji i prywatyzacji (przewodniczącym komisji przekształceń własnościowych był wówczas Kazimierz Marcinkiewicz). Kluczowy zapis w ustawie, którą wkrótce znów mają zająć się posłowie z komisji skarbu, przewiduje przekształcenie wszystkich przedsiębiorstw państwowych, w tym PŻM, w spółki skarbu państwa. Warto pamiętać, że osiem miesięcy temu, tuż przed drugim czytaniem w Sejmie, ustawę wycofali rządzący obecnie PiS oraz PSL, a dokonali tego pod wpływem związkowców i Rady Pracowniczej PŻM. Niemałą rolę odegrał przy tym Paweł Brzezicki, ówczesny dyrektor szczecińskiego armatora, a obecnie doradca premiera ds. gospodarki morskiej...
Brzezicki nadal jest wrogiem komercjalizacji i nieustannie podkreśla, że zrobi wszystko, żeby PŻM nie komercjalizować. Nasuwa się zatem pytanie, czy minister skarbu konsultował pomysł komercjalizacji z doradcą premiera, a jeśli tak, to po co premierowi i ministrom doradcy, kiedy i tak się ich nie słucha?
Wytłumaczenie znalazł Paweł Kowalski, szef zakładowej Solidarności w PŻM. Jego zdaniem, rząd teraz już chce doprowadzić do powołania spółki, a więc i rady nadzorczej, aby powsadzać tam swoich ludzi, czyli dokonać „skoku na stołki”. Jak nie kasa, to stołki, taka to marynarska rzeczywistość.