Katastrofie zapobiegnie szybka reforma budżetu

Michał Gajdziński, Ryszard Gromadzki
opublikowano: 2001-10-10 00:00

Katastrofie zapobiegnie szybka reforma budżetu

Profesor Wacław Wilczyński, członek Rady Programowej PTE, twierdzi, że bez gruntownej reformy wydatków publicznych i struktury budżetu państwa już w II połowie 2002 r. Polsce grozi dwucyfrowa inflacja, 30-proc. stopa bezrobocia i kurs dolara na poziomie 6 zł. Rozwój gospodarczy Polski hamuje na domiar złego centralizacja finansów publicznych, ograniczająca władze regionalne.

Zmniejszenie obciążeń, obniżenie stopy redystrybucji PKB i dzięki temu wzrost inwestycji oraz zatrudnienia są, według prof. Wacława Wilczyńskiego absolutnie niezbędne, aby nasz kraj uniknął szybkiej katastrofy. Jeżeli te warunki nie zostaną spełnione, to już w II połowie 2002 roku, Polsce grozi dwucyfrowa inflacja, 30-proc. stopa bezrobocia i kurs dolara na poziomie 6 zł, a sfera budżetowa nie dostanie wypłat.

— Konieczna jest terapia szokowa. Politycy powinni wreszcie przyznać, że od 10 lat w istocie rzeczy prowadzili politykę trzeciej drogi. Ni to socjalizm, ni to kapitalizm. Typowe państwo opiekuńcze, na które Polski nie stać. Zresztą nie mogą sobie na to pozwolić nawet kraje zachodnie. Żadnego państwa nie stać na to, aby gwarantować świadczenia bez wydajności — mówi Wacław Wilczyński.

Według Wacława Wilczyńskiego, zapowiedzi Marka Belki na temat sanacji finansów publicznych nie dają gwarancji skutecznego ratowania polskiej gospodarki.

Budżet pomocy społecznej

— Nie zdecydował się on na ukazanie całości problemów i zagrożeń oraz tego, co należy zrobić w gospodarce, aby ją uzdrowić — mówi prof. Wilczyński.

Wskazuje, że Marek Belka zaproponował tylko posunięcia niezbędne do doraźnego ograniczenia deficytu budżetowego.

— Nie są to posunięcia rokujące uzdrowienie finansów. Projekt budżetu na rok przyszły jest bardziej programem ministerstwa opieki społecznej niż budżetu państwa. Nie wspomaga gospodarki. Odsetek wydatków majątkowych (inwestycyjnych) jest minimalny. 25 proc. budżetu stanowią dwie pozycje — koszty obsługi długu publicznego na przyszły rok wysokości 27 mld zł i 16 mld zł dopłat do emerytur rolniczych, które są de facto zapomogami— twierdzi Wacław Wilczyński.

Posłowie bez wiedzy

Według przewodniczącego TEP, skrajne ugrupowania, które weszły do Sejmu, nie dysponują współczesną wiedzą ekonomiczną.

— Hasło „Balcerowicz musi odejść” świadczy o tym, że akceptują one inflację. Nie zdają sobie jednak sprawy ze znaczenia tego zjawiska — uważa prof. Wilczyński.

Im bardziej nowy rząd ulegnie presji ugrupowań skrajnych, tym większa jest groźba katastrofy.

— Hiperinflacja prowadzi do katastrofy społecznej. Marek Belka mówi, że trzeba będzie pożyczyć z rynku 30 mld zł na sfinansowanie deficytu budżetowego. Czy na pewno znajdzie się chętny do zakupu obligacji? — pyta retorycznie przewodniczący TEP.

Dla spokoju społecznego, rząd jest gotów wyasygnować pieniądze dla konkretnej gałęzi przemysłu.

— To jest makrokorupcja — przekupywanie jednej warstwy ludności kosztem innej — twierdzi prof. Wilczyński.

Elementem ograniczającym rozwój gospodarczy Polski jest centralizacja finansów publicznych.

— Nie ma sensu mówić o decentralizacji, jeżeli całość budżetów województw stanowi około 20 proc. budżetu centralnego. Centrum nie przekazało źródeł dochodów w ręce samorządów — wskazuje profesor Wilczyński.

Podział kompetencji uderza w kondycję regionów.

— Paradoksalnie kapitał zagraniczny umacnia polski centralizm. Tylko bowiem w Warszawie można wszystko „załatwić”. Trochę przeczy tej tezie Poznań. Tymczasem Kraków, Poznań, Wrocław, Gdańsk, Szczecin i im podobne powinny być centrami gospodarczymi dużych podmiotowych regionów, traktowanych nie jako jednostki administracyjne, lecz wspólnoty interesów — uważa prof. Wacław Wilczyński.