Kawa z rykszy lepiej smakuje

Magdalena Mastykarz
opublikowano: 2014-11-20 00:00

Pomysł na biznes: Założyciele krakowskiego Espresso Bike na początku musieli sporo zainwestować i zderzyć się z biurokracją. Ale kochają swoją pracę

Aromatyczną kawę można dostać nie tylko w dobrej kawiarni, ale też... na rowerze. Profesjonalna kawiarnia na kółkach od roku objeżdża Kraków, aby od rana raczyć espresso osoby pędzące do pracy i na studia. Daniel Mikuliński i Andrzej Bartel kochają kawę i rozmowy z ludźmi, dlatego założyli Espresso Bike.

Cały czas poszerzamy naszą wiedzę o kawie i doskonalimy technikę jej przygotowania. Bardzo ważne jest też, żeby tę kawę można było wypić w przyjaznej atmosferze. To jest nadrzędna zasada w Espresso Bike - mówi Daniel Mikuliński współwłaściciel Espresso Bike [FOT.
TOMASZ GOTFRYD

Kawa z uśmiechem w pakiecie

— Od założenia firmy do sprzedania pierwszej kawy minęło pięć miesięcy. To długi okres, ale jako jedni z pierwszych w Polsce, a na pewno jako pierwsi w Krakowie, przecieraliśmy szlaki tego nietypowego przedsięwzięcia, stąd większe trudności napotkane na całej biurokratycznej drodze. Na początku patrzono na nas jak na małolatów chcących zrobić coś zwariowanego. Po kilku spotkaniach zacząłem zakładać okulary i marynarkę na wizyty w urzędach, bez tego ciężko było coś załatwić — wspomina Daniel Mikuliński.

— Od początku zależało nam na najwyższej jakości, dlatego kapitał inwestycyjny był dość wysoki. Na start wydaliśmy 90 tys. zł, za które kupiliśmy m.in. rower towarowy, młynki do kawy i wysokiej klasy ekspres — dodaje Andrzej Bartel. Wysoki poziom prowadzenia rowerowej kawiarni panowie utrzymują do dziś. Przejawia się to zarówno w produktach (kawa z wyższej półki, wyselekcjonowane ziarna świeżo palone na zamówienie firmy), jak i jakości usług.

— Cały czas poszerzamy naszą wiedzę o kawie i doskonalimy technikę jej przygotowania.Bardzo ważne jest też, żeby tę kawę można było wypić w przyjaznej atmosferze. To jest nadrzędna zasada w Espresso Bike — podkreśla Daniel Mikuliński.

Kawa sprzedawana z rykszy — przy zachowaniu najwyższej jakości — jest zdecydowanie tańsza niż w wielu stacjonarnych kawiarniach. Za espresso trzeba zapłacić 5 zł, a za latte — 7,5 zł. Rowerzyści płacą o 1 zł mniej.

Mobilny catering

Gdy sprzedaje się kawę z roweru, eliminuje się koszty wynajęcia lokalu, co dla wielu młodych firm może być sporą ulgą.

— Nie płacimy za lokal, ale płacimy miastu za możliwość prowadzenia handlu obwoźnego, a dodatkowo właścicielom terenów prywatnych za możliwość sprzedaży na ich obszarze. Innym kosztem wynikającym z braku lokalu jest opłata za wynajęcie magazynu — zauważa Daniel Mikuliński.

— Jednak nasz kluczowy koszt to zakup ziaren kawy, co stanowi około 30 proc. całości wydatków. Nie oszczędzamy na tym, bo dobra kawa to najlepszy PR kawiarni — dodaje Andrzej Bartel.

Aby coraz więcej osób miało szansę dowiedzieć się o rykszy z kawą, Espresso Bike uczestniczy też w różnego rodzaju festiwalach i targach kulinarnych. Dodatkowo organizuje catering — kawiarnia na kółkach przyjeżdża do firmy, biura czy instytucji, a pracodawca może w ten sposób pozytywnie zaskoczyć pracowników.

Po około sześciu miesiącach od startu Espresso Bike w Krakowie pojawiła się kolejna obwoźna kawiarnia. W innych polskich miastach również ten pomysł na biznes staje się coraz bardziej popularny. W Warszawie dzieli i rządzi sieć Na Rowerze Cafe, po Szczecinie jeździ Café Rower, a w Łodzi zapach kawy rozwozi po mieście Pan Rowerski.

Biznes nie dla wszystkich

Niełatwym czasem dla rowerowej kawiarni jest zima. — Dopóki pogoda pozwala, staramy się być na różnych wydarzeniach. Jednak już przy 10 stopniach mrozu sprzęt może ulec zniszczeniu, zatem niezależnie od nas jest to praca sezonowa — mówi Andrzej Bartel. — Tak jak rok temu, tak tej zimy zamierzamy pracować do Bożego Narodzenia — dodaje współwłaściciel Espresso Bike.

Właśnie ze względu na sezonowość i trudne warunki pracy zimą tego rodzaju biznes nie jest dla wszystkich. Właściciele Espresso Bike wyraźnie podkreślają, że jest to ciężkie i mocno angażujące zajęcie, które jednak — gdy się to lubi — może dawać dużo satysfakcji. — Nie jest to z pewnością biznes dla kogoś, kto liczy na duże zyski. Kluczowa jest wysoka jakość, a ta kosztuje i zysk wtedy jest mniejszy. Nam rekompensują to klienci i atmosfera, którą z nami tworzą wokół kawiarni. Ale dla nas to pasja, a nie dla każdego musi być — podsumowuje Andrzej Bartel.