PHS: US Steel ma mnóstwo zastrzeżeń do przetargu...
Kto otrzyma wyłączność na negocjacje dotyczące prywatyzacji Polskich Hut Stali — nadal nie wiadomo, choć Piotr Czyżewski, minister skarbu, zapowiadał, że wczoraj podejmie decyzję. Jedno jest pewne — w tej sprawie zbyt wiele złego się już wydarzyło i może się na tym nie skończyć.
Wczoraj biuro prasowe resortu skarbu informowało, że trwają konsultacje międzyresortowe, by Piotr Czyżewski, minister skarbu, mógł dokonać wyboru, czy przydzielić wyłączność na negocjacje w sprawie prywatyzacji Polskich Hut Stali (PHS) amerykańskiej firmie US Steel czy hinduskiemu LNM. Wcześniej, jako członkowie zespołu ds. prywatyzacji koncernu, przedstawiciele rządu analizowali oferty ponad dwa miesiące i decyzję o wyborze przesuwali co najmniej pięciokrotnie. Czy podobnie będzie teraz? Wszystko wskazuje, że tak, choć Piotr Czyżewski deklarował, że decyzję podejmie w poniedziałek.
— Trudno mi powiedzieć. Dzisiaj to może być mało realne, ale chciałbym zrobić to w najbliższych dniach. Studiuję rekomendację zespołu — mówił wczoraj Piotr Czyżewski.
Podobno dziś o decyzji ma poinformować premier Leszek Miller.
Według nieoficjalnych informacji, międzyresortowy zespół ds. prywatyzacji PHS rekomendował wcześniej ministrowi skarbu wybór LNM. Coraz częściej mówi się jednak, że amerykańska oferta nie została jeszcze definitywnie przekreślona. Dlaczego — w tej sprawie nikt oficjalnie nie chce się wypowiadać. Krążą jedynie informacje, że ostateczną decyzję blokują pojawiające się wątpliwości dotyczące zgodności z prawem prywatyzacyjnego przetargu.
Coraz częściej pojawiają się bowiem informacje, że w przetargu na PHS pojawiło się tak wiele niejasności i afer, że jego kontynuowanie może okazać się niemożliwe. Z drugiej strony, przerwanie konkursu może mieć katastrofalne skutki dla koncernu. Bez inwestora nie przetrwa, a na pomoc państwa może liczyć tylko do końca roku.
Andrzej Szarawarski, wiceminister skarbu, już od dawna nie wykluczał jednak ewentualnych protestów inwestorów. Obawiał się, że wybór LNM może zostać odczytany przez USS jako zemsta za tzw. aferę Invexu, a wybór USS Hindusi mogą potraktować jako chęć przypodobania się Amerykanom.
Kolejną sprawą, na którą dotychczas zwracali uwagę inwestorzy krytykując przetarg, jest także dopuszczenie do przetargu i due diligence paneuropejskiego koncernu Arcelor. Mimo że Skarb Państwa dla PHS szuka inwestora strategicznego, przedstawiciele Arcelora informowali, że złożyli ofertę jedynie na pakiet mniejszościowy. Przeprowadzili due diligence, wycofali się z prywatyzacji, a wreszcie poinformowali, że planują zwiększenie dostaw wyrobów stalowych na polski rynek.
...a sam został wplątany w aferę handlu długami koncernu
Maciej D., podejrzewany o udział w aferze Invexu, przed jej ujawnieniem prowadził ożywioną korespondencję z US Steel. Amerykanie zapewniają, że inicjatywa nie należała do nich, a gdy doszło do złamania prawa — zawiadomili polskie władze.
Prywatyzacja Polskich Hut Stali (PHS) ma za sobą już jedną aferę. Chodzi o sprawę Invexu, który zaproponował JP Morgan, doradcy finansowemu US Steel, że za prowizję 30 mln zł wykupi długi koncernu. Miał się przy tym powoływać na plenipotencje Andrzeja Szarawarskiego, który wówczas kierował prywatyzacją hutnictwa. JP Morgan poinformował ówczesnego szefa resortu — Sławomira Cytryckiego, a ten — służby specjalne i prokuraturę.
Nic więc dziwnego, że nikt z tak pachnącą sprawą nie chciał mieć nic do czynienia. 24 kwietnia 2003 r. John H. Goodish, wiceprezes US Steel, wystosował oświadczenie: „Ani US Steel, ani jej przedstawiciele nigdy nie nawiązali żadnych stosunków handlowych z osobami, wobec których prowadzone jest śledztwo. US Steel (...) nie angażowała jakichkolwiek osób do pośredniczenia w nabywaniu wierzytelności PHS”.
Dotarliśmy do dokumentów, które zabezpieczyła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). Wynika z nich, że amerykański koncern przed przetargiem prywatyzacyjnym i po jego ogłoszeniu korespondował z Maciejem D., któremu 16 kwietnia 2003 r. prokuratura postawiła zarzut płatnej protekcji.
ABW zabezpieczyła m.in. korespondencję między Johnem H. Goodishem a Maciejem D., z której wynika, że podejrzany chciał pomagać US Steel przy prywatyzacji PHS. Skontaktowaliśmy się z Maciejem D., który potwierdził prawdziwość dokumentów, do których dotarliśmy. Reprezentanci US Steel zaprzeczają. Przyznają jednak, że korespondowali z Maciejem D.
— To Maciej D. napraszał się, a my odpisywaliśmy. Gdy doszło do podejrzenia złamania prawa, zawiadomiliśmy ministerstwo — twierdzi jeden z przedstawicieli US Steel.
Co wynika z dokumentów, których autentyczność potwierdza Maciej D.? 28 listopada 2002 r. Maciej D. napisał: „John, bądź pewien, że zrobimy wszystko, żeby wyeliminować waszych konkurentów (...). Zorganizuj mi spotkanie z JP Morgan. Muszę się spotkać z ich reprezentantem twarzą w twarz, aby zapoznać ich z obecną sytuacją i rolą Invexu. Oczekuję waszej propozycji porozumienia o poufnym charakterze. (...)”.
Tego samego dnia John H. Goodish napisał do Macieja D.: „Macieju, dziękuję Ci za informowanie nas na bieżąco o sytuacji (...) Co do Invexu, zatrudniliśmy JP Morgan w roli naszego doradcy finansowego i to JP Morgan podejmie wszystkie decyzje finansowe. I tak wciąż nie otrzymaliśmy kontraktu tymczasowego tej grupy. Otrzymany dokument jest ogólnym zarysem procesu zakupu, ale nie propozycją przekazania im upoważnienia do wykupu długów w naszym imieniu. Chcemy, aby zajmował się tym JP Morgan. W niedługim czasie powinni się z wami skontaktować (...)”.
John Goodish w piśmie z 6 grudnia uciął kontakty.
„Chcielibyśmy poinformować, że bank JP Morgan reprezentuje nas w prywatyzacji PHS (...). Nie możemy zaakceptować pańskiej oferty” — pisał John H. Goodish.
Kontakty obu panów nie miały jednak li tylko charakteru korespondencyjnego. 8 lipca 2002 r. John H. Goodish poinformował Macieja D., że został wyznaczony do prowadzenia sprawy prywatyzacji PHS, w tym wykupu wierzytelności. W połowie lipca 2002 r. doszło do pierwszego spotkania przedstawicieli kierownictwa huty w Koszycach, należącej do US Steel, i wiceprezesa Goodisha z Maciejem D. w Hotelu Marriott w Warszawie. Zostało ono zorganizowane przez Ambasadę Słowacji, w której potwierdziliśmy tę informację.
Lotos: Rotch chce poskarżyć się do sądu
Rotch Energy obiecywał w 2001 r. kupić Rafinerię Gdańską, sfinansować program inwestycyjny i zapewnić jej start w Unii. Miało być szybko i korzystnie — dla Skarbu Państwa, rafinerii i konsumentów. Wszystko może zaś się skończyć w sądzie.
Wiele wskazuje na to, że potwierdzą się nasze informacje — dzisiejsza Rada Ministrów zaakceptuje unieważnienie przetargu prywatyzacyjnego na Grupę Lotos i pozwoli na połączenie pomorskiej rafinerii m.in. z zakładami z południa i Petrobaltikiem. Tymczasem „bohater” dwuipółletniej historii prywatyzacji gdańskiej rafinerii, czyli brytyjski Rotch Energy, podtrzymuje zamiar zaskarżenia w sądzie Nafty Polskiej w przypadku wykluczenia go z gry.
— Wszystko zależy od uzasadnienia decyzji przez rząd — enigmatycznie wyjaśnia Andrzej Popis, reprezentujący w Polsce grupę Rotch Energy.
Przedstawiciele Nafty Polskiej unikają komentarzy.
— Nafta Polska prowadziła przetarg prywatyzacyjny zgodnie ze wszystkimi procedurami prawnymi — ucina Krzysztof Mering, rzecznik Nafty Polskiej.
Prywatyzacja z udziałem brytyjskiej firmy Rotch Energy to kolejny przykład nieporadności polskiej polityki prywatyzacyjnej. Kolejni ministrowie skarbu — Aldona Kamela-Sowińska z rządu Jerzego Buzka oraz Wiesław Kaczmarek i Sławomir Cytrycki z rozdania Leszka Millera — nie potrafili (ze swojej lub nie — winy) doprowadzić do sprzedaży Lotosu Brytyjczykom lub zdecydować się na unieważnienie przetargu. Rotch zmieniał partnerów (Kredyt Bank, Konsorcjum Gdańskie, Łukoil i ostatnio PKN Orlen), a tymczasem do budżetu państwa nie wpływały tak potrzebne pieniądze. Świat zaś z coraz większym zażenowaniem patrzył na przedłużający się proces prywatyzacji kluczowej dla polskiej gospodarki spółki.
Zmarnowano też kilka lat rozwoju samej Rafinerii Gdańskiej. Szczególnie widoczne było to w latach 2000-01, kiedy spółka praktycznie zamroziła większość procesów inwestycyjnych, wstrzymała programy restrukturyzacyjne i dramatycznie zaczęła tracić krajowy rynek na rzecz Orlenu i zagranicznych koncernów paliwowych. Skutki najlepiej były widoczne w wynikach finansowych. Rok 2001 zakończono zyskiem netto nieco powyżej 3 mln zł, a w 2002 r. firma wkroczyła ze stratami. Teraz jest już lepiej. Po pierwszym półroczu 2003 — według zapewnień zarządu — wynik finansowy spółki wyniósł ponad 100 mln zł. Może tym razem rząd tego nie zmarnuje.
Stoen: minister skarbu był zbyt samodzielny
Wiesław Kaczmarek, były minister skarbu, który sprzedał Stoen RWE, uważa, że nie ma podstaw do unieważnienia transakcji. Jeden z przegranych, Energomontaż Północ, nie wyklucza jednak walki o odszkodowanie.
Energomontaż Północ, jedna z trzech firm, które odpadły z przetargu na warszawski Stoen w pierwszym etapie, nie wyklucza, że wystąpi o odszkodowanie od Skarbu Państwa. Mariusz Różacki, prezes spółki, przyznaje, że artykuł opublikowany przez tygodnik „Wprost” nie wzbogacił jego wiedzy o przebiegu prywatyzacji Stoenu. Ale...
— Nowe są dla nas okoliczności prawne. Do tej pory nie zamierzaliśmy domagać się odszkodowania, ale nie mogę wykluczyć, że zmienimy zdanie — mówi Mariusz Różacki.
„Nowe okoliczności prawne” to pismo prezesa Najwyższej Izby Kontroli do premiera Leszka Millera, na które powołuje się „Wprost”. Według tygodnika, zawiera ono opinię podważającą legalność sprzedaży 85 proc. akcji Stoenu niemieckiej firmie RWE Plus. Powodem ma być zbyt późne uzyskanie przez Wiesława Kaczmarka, ówczesnego ministra skarbu, zgody rządu na zbycie 85 proc. akcji zamiast 25 — zaproponowanych w zaproszeniu do rokowań. Zgoda została wprawdzie wydana przed podpisaniem umowy sprzedaży akcji Stoenu, ale już po zakończeniu wyłącznych negocjacji z niemieckim oferentem.
— To, co ewentualnie można by podważać, to „legalność” negocjacji. Uważam, że byłby to kiepski powód unieważnienia transakcji — komentuje Dariusz Mioduski, partner w kancelarii prawnej Cameron McKenna.
O legalności transakcji z RWE jest przekonany sam zainteresowany — Wiesław Kaczmarek.
— Nawet gdyby uznano, że doszło do pogwałcenia rządowego programu prywatyzacji, nie byłoby to równoznaczne ze złamaniem przepisów. Program nie jest aktem prawnym. W razie ewentualnej niesubordynacji rząd mógłby najwyżej zdyscyplinować krnąbrnego ministra. Jednak w przypadku Stoenu Rada Ministrów była o wszystkim poinformowana — mówi były szef resortu skarbu.
Jego zdaniem, przegrani inwestorzy nie mają podstaw do kwestionowania legalności przetargu, bo wszyscy byli traktowani równo.
Zastrzeżeń nie zgłasza Grzegorz Górski, prezes polskiej spółki belgijskiego Electrabela, który odpadł po złożeniu wiążącej oferty zakupu 85 proc. akcji.
— Nie czujemy się w żaden sposób poszkodowani — zapewnia Grzegorz Górski.
Electricite de France, które odpadło na tym samym etapie, i szwedzki Vattenfall, który nie trafił na krótką listę, odmawiają komentarza.
PZU: zdecyduje arbitraż
Arbitraż, zaniepokojenie Komisji Europejskiej, tajemnicze dymisje ministrów, prezesi na sali sądowej — to wszystko towarzyszy trwającej już czwarty rok prywatyzacji PZU.
Tej spółki w ogóle nie powinno się sprzedawać — taka jest opinia większości ministrów skarbu, którzy zasiadali na tym stanowisku po Emilu Wąsaczu. To on, w 1999 r., sprzedał konsorcjum Eureko/BIG BG 30 proc. akcji największej i niemal ostatniej polskiej grupy ubezpieczeniowej.
Kolejni szefowie resortu skarbu, czyli Andrzej Chronowski, Wiesław Kaczmarek, Sławomir Cytrycki, a teraz Piotr Czyżewski, usiłowali zrobić wszystko, by nie dopuścić do utraty państwowej kontroli nad spółką. Wyjątkiem była Aldona Kamela-Sowińska, która pozostawiła po sobie umowę oddającą towarzystwo Holendrom w chwili debiutu PZU na giełdzie. W rezultacie od czterech lat trwa wojna między MSP a Eureko, domagającym się realizacji tych zobowiązań. Holendrzy poskarżyli się nawet Komisji Europejskiej, a jesienią ubiegłego roku skierowali sprawę do arbitrażu.



