Każdy dobrze wie, co ma robić

DI, NBP
opublikowano: 28-08-2009, 00:00

Przygotowania i wprowadzenie euro pochłoną ogółem 20-22 mld zł. Sektor finansowy maksymalnie zapłaci 3,5 mld zł, NBP – 1,7 mld zł.

Wprowadzenie monet i banknotów do obiegu, dostosowanie rozwiązań IT i systemów płatności — te wyzwania stoją przed bankiem centralnym w związku z przyjęciem nowej waluty. Będzie to kosztowało około 1,7 mld zł, czyli 0,14 proc. PKB. Tak przynajmniej wynika z danych zawartych w raporcie NBP na temat nowej waluty.

Kolejnym ważnym ogniwem, dzięki któremu euro będzie trafiało do Polaków, jest sektor finansowy, na czele z bankami. Branża przeznaczy na prace przystosowawcze do 3,5 mld zł (do 0,3 proc. PKB). Ponad połowę tej kwoty pochłoną systemy informatyczne. Dużą część pieniędzy, około 15 proc., pójdzie zaś na marketing i public relations. Pozostałe środki zostaną przeznaczone na logistykę, dostosowanie rachunkowości oraz przystosowanie procedur.

Płacą i… się cieszą

Mimo konieczności poniesienia tak ogromnych kosztów sektor bankowy opowiada się za wprowadzeniem euro — wynika z sondażu Biura ds. Integracji ze Strefą Euro. 47 proc. ankietowanych przez zdecydowanie popiera akcesję (50 proc. banków komercyjnych i 33 proc. spółdzielczych). 44 proc. respondentów raczej popiera (odpowiednio 44 i 56 proc.), co daje łączny wynik 92 proc. zwolenników wspólnego pieniądza. Jako główne korzyści z wprowadzenie euro bankowcy wskazują: bardziej efektywny rynek finansowy (62 proc.), zwiększenie wymiany handlowej z krajami UE (59 proc.) oraz spadek ryzyka makroekonomicznego (56 proc.). Najczęściej wymieniane przez nich ryzyka to: krótkookresowy wzrost cen (88 proc.), koszty modernizacji systemów IT (74 proc.) oraz utrata autonomicznej polityki pieniężnej (59 proc.).

Mali odczują najboleśniej

Kluczową rolę w procesie wprowadzania euro będą odgrywać instytucje finansowe. Ale duża odpowiedzialność spoczywa także na producentach, placówkach handlowych, urzędach oraz innych instytucjach. Przygotowania w przedsiębiorstwach niefinansowych obejmą wprowadzenie nowych metek, zmian w systemach komputerowych oraz podwójną księgowość, gdyby Polska nie decydowała się na metodę big bang (wprowadzenie euro jednocześnie do obiegu gotówkowego i bezgotówkowego, bez okresu przejściowego). Koszt tych przedsięwzięć może sięgać od 0,5 do 1,5 proc. rocznych obrotów. Prawdopodobnie najbardziej na wydatki narzekać będą firmy małe, zatrudniające do dziesięciu osób — wyniosą one nawet kilka procent rocznych obrotów.

Natomiast administracja publiczna zapłaci 950 mln zł. Głównie za nowelizację aktów prawnych, dostosowanie systemów informatycznych oraz akcję informacyjną. Ale — co ważne — kampanię tę rząd jedynie koordynuje, a niekoniecznie finansuje w całości.

Sensowne, ale ryzykowne

Według analityków NBP, operacja przejścia na euro byłaby tańsza przy zastosowaniu mechanizmu big bang. Jednocześnie wskazują, że wariant ten wymaga większej mobilizacji wszystkich podmiotów uczestniczących w procesie i kryje w sobie duże ryzyko. Chodzi najogólniej o to, że z uwagi na wielkość kraju i gospodarki może być zbyt mało czasu na wybicie i rozprowadzenie wystarczającej ilości monet od momentu zatwierdzenia przez Komisję Europejską zdatności Polski do przyjęcia euro.

Koszty przygotowań byłyby mniejsze — twierdzą eksperci banku centralnego — gdyby. rozpoczęto je odpowiednio wcześnie. A z tym bywa różnie. Jak pokazuje badanie firmy doradczej Deloitte, w maju tylko 9 proc. firm podjęło działania związane z wprowadzeniem euro w Polsce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, NBP

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu