Tydzień po tym, jak Polska Komunikacja Samochodowa 2 (PKS 2) wygrała przetarg na sprzedaż PKS w Kielcach, miasto wyłożyło projekt planu zagospodarowania przestrzennego terenu dworca autobusowego uniemożliwiający jego zabudowę w sposób planowany przez inwestora, czyli łączący dworzec PKS z galerią handlową.
![Projekt dworca, przygotowany dla PKS 2 jest nie w smak Wojciechowi Lubawskiemu, prezydentowi Kielc. By go zablokować, chce stary dworzec wpisać do rejestru zabytków. [FOT. ARC]
Projekt dworca, przygotowany dla PKS 2 jest nie w smak Wojciechowi Lubawskiemu, prezydentowi Kielc. By go zablokować, chce stary dworzec wpisać do rejestru zabytków. [FOT. ARC]](http://images.pb.pl/filtered/c42a1794-0b5d-448f-bcc5-7b60be35b620/c678254b-7ecf-5b0d-bf36-35595ad6d38e_w_830.jpg)
— W studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, na całym terenie PKS, łącznie z budynkiem dworca, przewidziano wielkopowierzchniowy obiekt handlowy. Jednak urząd przygotował projekt planu uniemożliwiający racjonalne i ekonomiczne zagospodarowanie tego terenu — precyzuje Rafał Trusiewicz, radca prawny reprezentujący PKS 2.
Miasto zmienia plany
Tuż po wyłożeniu projektu planu magistrat zapowiedział, że zwróci się do konserwatora zabytków o wpisanie dworca PKS do rejestru zabytków. Uniemożliwiałoby to dobudowanie czegokolwiek do obiektu oddanego do użytku w 1984 r. i już wpisanego do gminnej ewidencji zabytków.
— Dworzec to symbol Kielc i przez architektów uznawany jest za wybitne dzieło. Już stał się symbolem miasta — twierdzi Wojciech Lubawski, prezydent Kielc. W lokalnej gazecie „Echo dnia” wypalił, że „sposób, w jaki doszło do kupna przedsiębiorstwa, jest zaprzeczeniem demokratycznych procedur”.
— To była ocena pracy likwidatora. Likwidator powinien działać w interesie państwa, bo to była spółka skarbu państwa. Tymczasem sprzedał ją za około 10 mln zł, podczas gdy sam grunt jest wart 10 mln zł, a po przekształceniu w galerię handlową 40 mln zł — tłumaczy Wojciech Lubawski.
Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) zmieniło likwidatora dzień po podpisaniu umowy sprzedaży PKS W Kielcach spółce PKS 2. — Odwołanie likwidatora nie ma związku z transakcją zbycia przedsiębiorstwa. MSP nie rozważa decyzji o cofnięciu transakcji — zapewniło nas biuro prasowe MSP.
PKS w Kielcach został sprzedany w wyniku przetargu. Do wzięcia była spółka mająca na koniec 2012 r. 7,2 mln zł ujemnych kapitałów własnych. Jej przychody ze sprzedaży wyniosły w 2011 r. 8,3 mln zł, a rok później 7,5 mln zł. Strata na sprzedaży — odpowiednio — 3,3 i 2,7 mln zł. Nieruchomości wyceniono na 4,8 mln zł, a autobusy na niecałe 350 tys. zł. Ofertę mógł złożyć każdy, ale wpłynęła jedna. Tylko PKS 2 zgodziła się zapłacić oczekiwane przez likwidatora 9,8 mln zł, deklarując jednocześnie dalsze prowadzenie działalności przewozowej.
Miasto chce nieruchomości
Prezydent Kielc miał inne plany. — Mnie nie interesuje PKS jako przedsiębiorstwo transportowe. Mogę kupić nieruchomości za nie więcej niż 5 mln zł, bo w perspektywie jest remont budynku za około 15-20 mln zł — mówił w styczniu 2013 r. w „Echu dnia”.
Zaprzecza, by stało to w sprzeczności z jego opinią o tym, że nieruchomości są warte 10 mln zł. — „Echu dnia” nie powiedziałem, że są warte 5 mln zł. Powiedziałem, że mogę kupić za 5 mln zł, a to jest różnica. Poza tym to była propozycja do negocjacji — twierdzi Wojciech Lubawski.
Już w 2010 r. złożył MSP propozycję nieodpłatnego przejęcia spółki, pod warunkiem wcześniejszego rozwiązania umów o pracę ze 178 pracownikami. Oświadczenie w tej sprawie wydał Mikołaj Budzanowski, ówczesny wiceminister skarbu.
„Stanowisko prezydenta, rozważającego możliwość zwolnienia 97 proc. pracowników jest w mojej ocenie trudne do zrozumienia i zaakceptowania (…) Chciałbym podkreślić, że poszukując odpowiedniego inwestora, niezależnie od tego czy jest to inwestor prywatny czy samorząd, zawsze mamy na celu zapewnienie gwarancji kontynuacji działalności statutowej spółki.
Warunek postawiony przez prezydenta przekreśla taką możliwość i jest niezgodny z regulacjami dotyczącymi przekształceń własnościowych w Polsce” — czytamy w stanowisku Mikołaja Budzanowskiego. Dlaczego miasto od kilku lat dążyło do przejęcia wyłącznie gruntów PKS? — PKS jest w takim stanie, że byłbym samobójcą, przejmując tę firmę. Kiedyś mieliśmy Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne (MPK) i wiem, czym jest firma z silnymi związkami zawodowymi — zaznacza Wojciech Lubawski.
Miasto pozostaje jednak znaczącym udziałowcem MPK, które w 2010 r. stanęło do przetargu, jednak spóźniło się ze złożeniem dokumentów.
PKS zatrudnia jeszcze ponad 70 osób. Znaczna część z nich popiera nowego właściciela. „To co się dzieje od kilku dni, a co widzimy w prasie, po wypowiedziach urzędników, po tym jak inwestor jest traktowany, zakrawa na skandal. Jest podłe, bezduszne, nieodpowiedzialne i wredne!!” — napisali w liście do władz miasta.
Zbigniewa Zwierzyńskiego z Solidarności i Bogdana Nogalskiego z Sierpnia 80 (podpisał się pod pismem) niepokoi jednak program dobrowolnych odejść, który przedstawił nowy właściciel kieleckiego PKS. — Zrobiliśmy to, żeby ułatwić ludziom przekwalifikowanie. Zamierzamy np. oddać sprzątanie w outsourcing. Jeśli chodzi o najbliższe plany dotyczące działalności transportowej, to będziemy startowali we wszystkich przetargach na przewozy dzieci do szkół w województwie świętokrzyskim, czego kielecki PKS nie mógł robić ze względu na likwidację — wyjaśnia Rafał Trusiewicz.
Handlowy konkurent
Rafał Trusiewicz zwraca przy tym uwagę, że na zablokowaniu inwestycji planowanej przez PKS 2 może zyskać izraelski deweloper Plaza Centers. Kilkaset metrów obok dworca chce postawić galerię handlową trzykrotnie większą od planowanej do dobudowania do dworca autobusowego. Projekt zagospodarowania przestrzennego obejmujący teren tej inwestycji został wyłożony następnego dnia po zwycięstwie PKS 2 w przetargu na sprzedaż PKS w Kielcach.
— Nasz projekt łączy centrum komunikacyjne z powierzchnią handlową. Jeśli powstanie, to tamten, mimo iż dużo większy, nie będzie miał racji bytu — uważa Rafał Trusiewicz.
— Po pierwsze Plaza Centers chce budować od wielu lat i jest mało prawdopodobne, by wybudowała. Po drugie, nie mam z nimi nic wspólnego — mówi Wojciech Lubawski.