Kijów znosi blokadę, Moskwa jeszcze nie

Mira Wszelaka
opublikowano: 05-05-2006, 00:00

Ukraina otwiera rynek dla 20 zakładów mięsnych, podczas gdy Rosja usztywniła stanowisko w sprawie zniesienia embarga.

Dwie wiadomości dla polskich zakładów mięsnych — jedna dobra, druga zła. Już za kilka dni, prawdopodobnie od poniedziałku, zostanie wznowiony eksport polskiego mięsa na Ukrainę. Niestety, gorzej jest z eksportem do Rosji.

Ukraińska furtka...

Na razie pozwolenie wynegocjowano dla 20 zakładów, które w przeszłości były wizytowane przez stronę ukraińską.

— Każdy kolejny podmiot będzie musiał wystąpić o możliwość eksportu, co wiąże się z kontrolą. Wysyłkę będą obsługiwały dwa przejścia: w Dorohusku i Korczowej, zaś same kontrole weźmie na siebie strona ukraińska — wyjaśnia Cezary Bogusz, zastępca głównego lekarza weterynarii, który prowadził negocjacje.

Każdy eksport będzie zgłaszany zarówno władzom centralnym Ukrainy, jak i granicznemu lekarzowi weterynarii.

— Lekarz powiatowy będzie miał obowiązek wypełnienia druku zgłaszającego wysyłkę i przesłania go do Głównego Inspektoratu Weterynarii, który powiadomi o tym władze Ukrainy i służby graniczne. Na Ukrainę nie powinien więc wyjechać ani jeden kilogram mięsa z Polski bez wiedzy służb weterynaryjnych — mówi Cezary Bogusz.

...i rosyjski szlaban

Tymczasem Rosja usztywniła swoje stanowisko. Siergiej Dankwert, szef służby ds. nadzoru weterynaryjnego i fitosanitarnego Federacji Rosyjskiej, dał do zrozumienia, że nie ma szans na rychłe zniesienie przez Rosję embarga na import żywności z Polski.

— Gwarancje bezpieczeństwa dostaw są niewystarczające. Nadal są nieprawidłowości — oświadczył Siergiej Dankwert.

Wyjaśnił, że kilka dni temu w Moskwie zatrzymano samochód z sadzonkami załadowanymi w Polsce, ale przewożonymi na podstawie czeskich certyfikatów.

Lech Pintera z Wydziału Ekonomiczno-Handlowego Ambasady RP w Moskwie twierdzi, że w tym przypadku nie ma nic złego.

— W Unii towar nie musi wyjeżdżać z kraju pochodzenia. Może opuścić jej terytorium w innym kraju — wyjaśnił Lech Pintera.

Dodał, że nie rozumie, o jakich nieprawidłowościach w pracy polskich służb weterynaryjnych i fitosanitarnych może być mowa, jeśli od listopada nie wydają one żadnych certyfikatów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Kijów znosi blokadę, Moskwa jeszcze nie