Ukraina otwiera rynek dla 20 zakładów mięsnych, podczas gdy Rosja usztywniła stanowisko w sprawie zniesienia embarga.
Dwie wiadomości dla polskich zakładów mięsnych — jedna dobra, druga zła. Już za kilka dni, prawdopodobnie od poniedziałku, zostanie wznowiony eksport polskiego mięsa na Ukrainę. Niestety, gorzej jest z eksportem do Rosji.
Ukraińska furtka...
Na razie pozwolenie wynegocjowano dla 20 zakładów, które w przeszłości były wizytowane przez stronę ukraińską.
— Każdy kolejny podmiot będzie musiał wystąpić o możliwość eksportu, co wiąże się z kontrolą. Wysyłkę będą obsługiwały dwa przejścia: w Dorohusku i Korczowej, zaś same kontrole weźmie na siebie strona ukraińska — wyjaśnia Cezary Bogusz, zastępca głównego lekarza weterynarii, który prowadził negocjacje.
Każdy eksport będzie zgłaszany zarówno władzom centralnym Ukrainy, jak i granicznemu lekarzowi weterynarii.
— Lekarz powiatowy będzie miał obowiązek wypełnienia druku zgłaszającego wysyłkę i przesłania go do Głównego Inspektoratu Weterynarii, który powiadomi o tym władze Ukrainy i służby graniczne. Na Ukrainę nie powinien więc wyjechać ani jeden kilogram mięsa z Polski bez wiedzy służb weterynaryjnych — mówi Cezary Bogusz.
...i rosyjski szlaban
Tymczasem Rosja usztywniła swoje stanowisko. Siergiej Dankwert, szef służby ds. nadzoru weterynaryjnego i fitosanitarnego Federacji Rosyjskiej, dał do zrozumienia, że nie ma szans na rychłe zniesienie przez Rosję embarga na import żywności z Polski.
— Gwarancje bezpieczeństwa dostaw są niewystarczające. Nadal są nieprawidłowości — oświadczył Siergiej Dankwert.
Wyjaśnił, że kilka dni temu w Moskwie zatrzymano samochód z sadzonkami załadowanymi w Polsce, ale przewożonymi na podstawie czeskich certyfikatów.
Lech Pintera z Wydziału Ekonomiczno-Handlowego Ambasady RP w Moskwie twierdzi, że w tym przypadku nie ma nic złego.
— W Unii towar nie musi wyjeżdżać z kraju pochodzenia. Może opuścić jej terytorium w innym kraju — wyjaśnił Lech Pintera.
Dodał, że nie rozumie, o jakich nieprawidłowościach w pracy polskich służb weterynaryjnych i fitosanitarnych może być mowa, jeśli od listopada nie wydają one żadnych certyfikatów.