Mianuje także szefa Sztabu Generalnego WP oraz dowódców rodzajów sił zbrojnych na trzyletnie kadencje. W tej kwestii szef MON nie jest wnioskodawcą, chociaż oczywiście wpływ ma ogromny. Przypomnienie prawnego abecadła jest konieczne dla zrozumienia okoliczności blamażu państwa, związanego z głębokim wtargnięciem 16 grudnia zabłąkanej rosyjskiej rakiety Ch-55. Odrębnym wątkiem jest reagowanie tamtego dnia polskiej obrony powietrznej. Żenadą stało się natomiast publiczne rozwleczenie sporu o przyczyny militarnej wpadki przez Mariusza Błaszczaka, wicepremiera i ministra obrony, który bezprecedensowo zarzucił informacyjne mataczenie dowódcy operacyjnemu rodzajów sił zbrojnych, czyli generałowi broni Tomaszowi Piotrowskiemu.
Andrzej Duda z konieczności podjął się roli rozjemcy bardzo szkodliwego konfliktu. Zwołał naradę w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego z fizycznym udziałem nie tylko ministra i szefa sztabu, co jest standardem, lecz także specjalnie zaproszonego wspomnianego dowódcy. Konkluzje z narady zostały utajnione, schowane za informacyjnym tzw. klauzulowaniem. Ta kategoria całkowicie zasadnie obejmuje szczegóły incydentu z 16 grudnia, cywile nie powinni o tym za dużo wiedzieć. Absolutnie żadne klauzulowanie nie dotyczy natomiast publicznej wymiany oświadczeń między cywilnym ministrem a nie zamierzającym milczeć dowódcą. Zaklęcia władców, by w interesie bezpieczeństwa kraju wszystko wyciszyć i zapomnieć, są nawet zrozumiałe. Nie da się jednak wygumkować prawdy, że wszystko bezsensownie rozwlókł na całą Polskę i świat szef MON.

