Gerlach rozpoczął ofensywę — odświeża wizerunek i rusza na podbój Europy.
„PB”: Gerlach istnieje na polskim rynku od 1760 r. Jak firma przygotowuje się do UE?
Jarosław Dziwisz, prezes Gerlacha: Rok 2003 był w firmie przełomowy. Podjęliśmy działania mające na celu „odkurzenie” wizerunku, zapełnienie pustych miejsc na mapie sprzedaży w Polsce i mocniejsze zaistnienie w Unii.
Skąd decyzja o zmianie image’u?
— Chcemy pokazać, że mimo 244 lat istnienia nie bazujemy tylko na sile wiekowej marki. Stać nas na nowoczesność. Unijnego klienta trzeba czymś zaskoczyć. Jakość jest naszym atutem i teraz trzeba to zakomunikować Europie. Polski klient też oczekuje zmian.
Przejdźmy zatem do konkretów...
— Gerlach jest kojarzony raczej z tzw. średnią półką. Naszymi odbiorcami są głównie hurtownie AGD, hotele, gastronomia. Teraz planujemy zapełnić niszę i wskoczyć na najwyższe półki, zaoferować bardzo wysoką jakość za odpowiednio wysoką cenę.
Nie obawia się Pan, że to odstraszy klientów?
— Myślę, że gros Polaków ma już dość tanizny. Osób z mniej zasobną kieszenią po prostu na nią nie stać... Poza tym mamy zamiar utrzymać markę Gerpol, która sprzedaje się w supermarketach i jest to tzw. klasa ekonomiczna. W kontekście unijnym nasz atut to tańsza niż na Zachodzie siła robocza. Dzięki temu nasze wyroby najwyższej jakości i tak są tańsze niż zachodnie.
Czy zainteresowanie Unią oznacza, że firma porzuci tradycyjne, wschodnie rynki eksportowe?
— W 2003 r. eksport plasował się na poziomie 7 proc. Większość produkcji trafiała na Wschód oraz do Tajlandii, Maroka, Egiptu. W tym roku liczymy na podwojenie sprzedaży eksportowej, przede wszystkim dzięki rynkom zachodnim i Poloni amerykańskiej. Pozyskaliśmy już odbiorców w Hiszpanii, Portugalii, Niemczech. Eksportujemy też do Szwecji, Anglii i na Litwę.
Kiedy Gerlach ruszył na Zachód?
— Przełomowym momentem były Międzynarodowe Targi Ambiente we Frankfurcie w II 2004 r. Do tej pory spływają do nas zapytania ofertowe od unijnych firm. Hiszpanów pozyskaliśmy bezpośrednio na targach. Podobnie było z niemieckim hurtownikami.
Czy sukces związany był właśnie z nowym designem produktów?
— Tak, stworzyliśmy sześć nowych linii sztućców, z czego dwie specjalnie na potrzeby zachodniego rynku. W maju wypuszczamy na rynek kompletne nakrycia stołowe pod marką Gerlach. BGH Porcelana Śląska przygotowała dla nas specjalną edycję porcelany. Mamy wyłączność na 3,4 desenie i kształty. Chcemy, aby „stół Gerlacha” był ubrany we wszystko, od sztućców, przez zastawę, po obrusy i świeczniki.
Czy klienci w poszczególnych krajach mają jakieś specjalne preferencje?
— Mają odmienne wymagania co do opakowań. Na przykład w Szwecji panuje moda na ekologię. Sprzedaje się niemalowana sklejka, tektura. W Rosji rekordy bije satyna i drewno najwyższej jakości. Opakowanie ma być meblem. Hiszpanie zamawiają produkt bez opakowania.
Prezesem Gerlacha został Pan półtora roku temu, zbliża się Pan do trzydziestki. Czy młody wiek miał pomóc w odświeżeniu wizerunku firmy?
— Hm... Niech się zastanowię... Chyba tak...